Bardzo się wstydzę, że mam takie dzieci. Daliśmy im luksusowe życia, a oni pochowaliby nas już do grobów

Jak to jest, że człowiek czasem daje z siebie wszystko, a i tak czuje się jakby był nic nie warty. Tak właśnie mam ja. Całe życie z mężem harowaliśmy jak wół na roli, żeby nasze dzieci miały wszystko. A teraz, kiedy potrzebuję wsparcia, kiedy emerytura ledwie starcza mi na podstawowe potrzeby, to ich… Ani widu, ani słychu.

Zawsze mi się wydawało, że jak się dzieciom dobrze da, to później one też się odwdzięczą. Ale gdzie tam! Moje dzieciaki, choć dorosłe, to jakby zapomniały, skąd przyszły na ten świat. Syn z synową i córka z zięciem – każdy ma swoje życie, swoje wydatki, wakacje za granicą, samochody do tankowania. A ja od tygodnia jem suchy chleb z margaryną i posne ziemniaki, bo po opłaceniu rachunków za węgiel tej zimy zostało mi tylko na leki i opłaty. Mąż mój jest w hospicjum, bo przeszedł rozległy udar, nie ma z nim kontaktu. Zostałam sama jedna w domu.

Kiedyś, pamiętam, moja sąsiadka opowiadała, jak jej dzieci pomagają – robią zakupy, czasem lekarstwa kupią. Jak to usłyszałam, aż mnie serce zabolało. Moje dzieci nawet nie pomyślały, żeby coś takiego zrobić. A ja, głupia, wstydzę się prosić. Przecież one mają swoje życie, swoje problemy, nie chcę być dla nich ciężarem.

Syn mój został lekarzem. Całe życie z mężem oszczędzaliśmy, żeby mu studia opłacić. Lekarz, to przecież szacunek i duma dla rodziców. A córka? Ona jest przedszkolanką. Nie takim prestiżowym zawodem, ale też ważnym, dzieciaki uczy i wychowuje. Oboje pracują, oboje mają swoje życie. To wszystko dzięki nam, bo żeśmy ze wszystkim na start im pomogli.

Syn z żoną i dziećmi ostatnio był nawet w Turcji na wakacjach. Widziałam zdjęcia w Facebooku, wszystko piękne, luksusowe. A ja jestem w tym swoim mieszkaniu już od tylu lat, nigdzie poza rodzinnymi stronami nie byłam.

Nie, żebym była zazdrosna o te ich wakacje. Niech mają, niech się cieszą życiem. Tylko, wiecie, czasem bym chciała, żeby pamiętali, że mają też matkę, co ich na ten świat sprowadziła i wychowała.

Czasem, wieczorami, siedzę i myślę sobie, jak to jest, że człowiek całe życie się stara, a potem taki koniec. Ja z moją siostrą, kiedy rodzice byli starsi, to zawsze im pomagałyśmy. Nie trzeba było nam mówić, po prostu wiedziałyśmy, że to nasz obowiązek. A moje dzieci? Czy ja gdzieś popełniłam błąd, że nie nauczyłam ich, jak ważna jest rodzina?

Czasem myślę, że może powinnam im to powiedzieć wprost. Może nie zdają sobie sprawy, jak trudno mi się teraz żyje. Ale potem myślę sobie, że co ja, staruszka, będę im mówić, jak mają postępować? Pewnie i tak by mi nie uwierzyli, albo pomyśleli, że przesadzam.

I tak sobie żyję z tymi moimi rozterkami. Haftuję, bo to jedyna przyjemność, którą mogę sobie pozwolić, a resztę dnia liczę grosze i zastanawiam się, co by tu zjeść, żeby za dużo nie wydać. W życiu bym nie pomyślała, że tak to wszystko się potoczy. Całe życie dawać z siebie wszystko, a na starość być zostawionym samemu sobie. To smutne, ale cóż, taki już mój los. Może kiedyś dzieci zrozumieją, ale chyba już będzie za późno.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *