“Przyjedziemy do ciebie na tydzień”, powiedział mój krewny przez telefon – o 7 rano. Nie wahałem się i znalazłem sposób na uspokojenie bezczelnego krewnego.

W końcu to był dzień wolny! Mój mąż i ja mogliśmy sobie pozwolić na spanie do 11! Ale nie tutaj! O siódmej zadzwonił mój telefon. W głowie miałam już wszystkie znane przekleństwa i sięgnęłam po słuchawkę. “No cześć Olena, dawno nie rozmawiałyśmy! Jak się masz, co u twojego syna?

To była moja daleka krewna ze wsi. Lubiła od czasu do czasu składać niespodziewane wizyty. Bałam się, że pojawi się na naszym progu – Witaj, Sasza, a ty popatrzyłeś na mnie przez chwilę – Co za gospodyni śpi tak długo? My już wszystko skończyliśmy, a ty nadal w łóżku – Tak, powiem więcej, śpimy.

Czy jest coś pilnego – Myślimy o tym, żeby cię odwiedzić na drugi dzień. Tak dawno się nie widzieliśmy… Sena musi być już dużym chłopcem. Omówiliśmy już wszystko: moja teściowa zostanie z nami i zajmie się domem, a my przyjedziemy do was na tydzień.

Porozmawiajmy, powspominajmy stare czasy, przejdźmy się po mieście… Przyznam, że nie byłam zaskoczona, bo takie prośby nie były rzadkością w przypadku moich krewnych. Obecnie nasza rodzina stara się nie przyjmować gości, sami też nigdzie nie wyjeżdżamy.

Nie chcemy mieć gości przez tydzień. Powiedziałam o tym mojej teściowej, a ona z przekonaniem twierdzi, że ludzie już wcześniej chorowali na tę grypę, że wszyscy tylko przesadzają, a oni są silni i zdrowi. Krótko mówiąc, nie słyszała mnie. Zadzwoniła, już wcześniej decydując, że do nas przyjadą. “Cóż… dobrze, jeśli tak bardzo chcesz się z nami spotkać, bądź moim gościem. Mieszkaliście u nas wiele razy, a my nigdy nie byliśmy w waszym domu.

Myślę, że byłoby fajnie, gdybyśmy przyjechali do ciebie na tydzień. Odetchniemy świeżym powietrzem po mieście, odpoczniemy z dala od zgiełku, a ty dasz nam świeże mleko… Przy okazji, mówiłeś, że masz dużo kurczaków. A ja uwielbiam pieczonego kurczaka w sosie miodowym… Przyjdę i go przyrządzę!” – powiedziałam z entuzjazmem. Nie było odpowiedzi, ale nie wahałem się. Wiedziałem, że nie będzie miała nic do powiedzenia.

Nagle wypowiedziała swoje imię i rozłączyła się. Potem oddzwoniła godzinę później i powiedziała, że jej mąż kaszle, prawdopodobnie ma wirusa. Niebezpiecznie byłoby do nich jechać. Powiedziałam jej, że poczekamy, aż wyzdrowieje. Oczywiście nie zamierzaliśmy do nich iść. Dawałem jej tylko nauczkę. Ponieważ kiedy ich odwiedzamy, są jak ogórki, a kiedy ich odwiedzamy, wszyscy kaszlą i kichają.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *