Odkryłam w dokumentach męża coś, co kompletnie mnie zaskoczyło – sprawy dotyczące działki na Podkarpaciu. Jakiej działki, pytam?
Mój mąż leży teraz w szpitalu. Od dziesięciu lat tylko firma jest w jego głowie. Zawsze pogrążony w swoich biznesowych sprawach, zatrudnia ludzi, ciągle w biegu, ale zawsze o każdej decyzji mi mówił. Zresztą, to ja w naszym domu zajmowałam się budżetem. Mąż oddawał mi do dyspozycji kartę, miałam dostęp do jego konta, ja płaciłam za rachunki, wszystkie opłaty. Zawsze o wszystkim wiedziałam pierwsza!
A tydzień temu mąż trafił do szpitala, miał zawał serca. Jak mu się polepszyło, pierwsze, o co poprosił, to żebym zajęła się jego sprawami. Dał mi klucze, hasła, miałam zadbać, żeby nic nie stanęło pomimo jego nieobecności. U nas w domu mąż ma szafę na swoje papiery, dokumenty. Szczerze mówiąc, nigdy nie interesowałam się, co tam trzyma. Miał do niej klucz, zawsze była zamknięta, ale nie wzbudzało to moich podejrzeń.
Ale szukałam teraz jednego dokumentu i w ręce wpadła mi teczka. Siedem lat temu mąż kupił działkę pod Rzeszowem. Słowem mi o tym nie powiedział, nic nie wiedziałam. A najlepsze jest to, że ta kwota zniknęła z prywatnego konta, nie z konta jego firmy. Musiała być to działka na użytek prywatny. Dlaczego ani słowem się nie zająknął?
Nie ma mowy, bym mogła teraz z nim o tym rozmawiać. Z jego sercem? Nie chcę ryzykować. Ale w głowie miałam od razu burzę myśli. Może to jakaś umowa? Ale z kim i po co? Po to, by kupić działkę i to w tajemnicy? Przejrzałam każdy dokument, nic nie znalazłam więcej. Zadzwoniłam do siostry, by pojechała pod adres tej działki, sama nie mogłam wyjechać z miasta. Co się dowiedziałam? Otóż.. Stoi tam dom, maleńki, ale świeżo wybudowany. Mieszka w nim jakaś kobieta, ale siostra udawała przejezdną, zapytała tylko o okolicę, nie wypytywała o nic prywatnego.
Zaczynam podejrzewać najgorsze scenariusze. Czy to możliwe, że mój mąż, który zawsze wydawał się być wzorem mężczyzny, nagle mnie zdradza? Czy „inwestycja” w działkę na Podkarpaciu to tylko przykrywka dla czegoś o wiele, wiele gorszego? Ma inną od tylu lat? A może kupił i oddał działkę w ramach długu? Może ma inne, sekretne życie, o którym ja, jego żona, nie mam pojęcia? Nieślubne dzieci? Kochanki?
Telefonuję do przyjaciół, szukam rady, ale co mogą poradzić? „Poczekaj, aż wróci ze szpitala” – łatwo powiedzieć. A co, jeśli prawda jest czymś, z czym nie będę potrafiła się zmierzyć? Czy naprawdę chcę wiedzieć? Może lepiej byłoby żyć w nieświadomości, nie dopytywać, nie kopać głębiej? Ale jak mogę? Jak mogę ignorować fakt, że moje małżeństwo, nasze życie, może kryć takie sekrety? Co mam robić dalej?