Mój mąż Pavlo i ja mamy dwoje dzieci: najstarszego syna Wasyla i najmłodszą córkę Mariczkę. Kiedy nasz syn przyprowadził do naszego domu swoją żonę, naszą synową, nie byłam z niej zbyt zadowolona, szczerze mówiąc, nie wiedziała, jak cokolwiek zrobić, nie była przyzwyczajona do pracy. A ja i mój mąż byliśmy pracowitymi ludźmi od dzieciństwa i nigdy nie rozumiałam, że kobieta w tym wieku może tylko ugotować lub usmażyć ziemniaki i zrobić omlet lub posiekać sałatkę. Ale milczałam, bo Sofia jest sierotą. Mamy duży dom, więc mój mąż Pavlo i ja od razu powiedzieliśmy naszemu synowi, że może zostać z nami, jeśli chce, ponieważ współczuliśmy nie tyle jego żonie, co naszemu Wasylowi, ponieważ wiedzieliśmy, że będzie musiał płacić za mieszkanie, co oznaczało, że będzie musiał więcej pracować.
Mariczka bardzo zaprzyjaźniła się z żoną Wasyla i kiedy mówiłam jej, jak bardzo jestem z niej niezadowolona w rodzinnych rozmowach pod nieobecność synowej, Masza zawsze stawała po stronie Sofii. Nie podobało mi się to, ponieważ jest moją córką i powinna podzielać moje poglądy, zwłaszcza w takich sprawach. A potem, w końcu, zaczęłam milczeć, ponieważ ani moje własne dzieci, ani mój mąż nie wspierali mnie w tym. I chociaż nie podobało mi się wiele rzeczy w żonie mojego syna, nie miałam nawet z kim o tym porozmawiać, ponieważ cała rodzina traktowała ją dobrze, wszyscy go kochali. A potem Sofia sama zaczęła mnie wspierać: idę do stodoły, a ona przychodzi mi pomóc, zaczynam gotować barszcz, a ona sieka kapustę, obiera ziemniaki, marchew. Kiedyś Sofia niosła drewno na opał do domu i widziałem, że jest jej ciężko, ale postanowiłem nie pomagać,
Niech trochę popróbuje, nauczy się sama, bo ona nic nie umie, trzeba jej wszystko pokazać. I tym razem źle stanęła na nodze, a potem długo leżała i trochę utykała, ale wieczorem nie powiedziała do mnie ani słowa, ani razu się nie poskarżyła, tylko cicho powiedziała Wasylowi, kiedy wrócił z pracy. Musiało jej być ciężko chodzić, bo tego wieczoru zaniósł ją do jej pokoju. Sofia nie wychodziła z pokoju o własnych siłach. A ja tej nocy w ogóle nie spałam. Było mi tak żal tego dziecka i zdałam sobie sprawę, że ja też jestem winna, bo gdybym mu wtedy pomogła, wszystko potoczyłoby się inaczej. Postanowiłam mu nie pomagać, nie dałam mu żadnej rady i to była moja wina.
Rano Sofia obudziła się i zaczęła przygotowywać śniadanie, widać było, że ma trudności ze staniem, noga dawała jej się we znaki i powtórzyła się sytuacja z wczoraj. Spojrzałam na synową innymi oczami. Zrobiło mi się jej żal, że jest sama, nie ma ojca ani matki, nikogo, kto by się o nią troszczył, nikogo, kto by ją czegokolwiek nauczył. Jest drobna, krucha, ma takie chude rączki, wszystko robi tak szybko, choć nie wszystko jej się udaje. Zakochałam się w niej, jakby była moim własnym dzieckiem i nie potrafię wyjaśnić, co tak drastycznie się we mnie zmieniło. Od tamtej pory uczę Sofię wszystkiego; kiedy coś nie wychodzi, śmiejemy się razem i razem to naprawiamy. Teraz mam dwie córki i jednego syna. Nie na darmo mówi się, że mądra teściowa znajdzie własną córkę, a głupia może stracić syna.