Wyjechaliśmy z żoną na trzytygodniowy urlop. Po powrocie zastaliśmy nasz dom w takim stanie, że nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom. Żona weszła do naszej kuchni i zdziwiona zapytała: – Słuchaj, nie znalazłam patelni, ale był tam ten nóż z zębami, jak to się tam w ogóle znalazło?! Nie odpowiedziałem, ale wiedziałem, dlaczego wszystko było nie na swoim miejscu. Mój syn z pierwszego małżeństwa mieszkał w naszym domu przez całe 3 tygodnie naszej nieobecności. Bardzo mu na tym zależało. Chciał mieć miejsce gdzie mógłby w spokoju popracować. Zgodziliśmy się, ale pod kilkoma warunkami. Najważniejsze, było aby zaopiekował się psem. Sunia przeraźliwie boi się kota sąsiadów, więc należało zrobić wszystko, by ich ścieżki się nie skrzyżowały. Dalej na liście był punkt o podlewaniu kwiatów i dbaniu o prządek w domu.
Przed wyjazdem na wakacje jedliśmy w pośpiechu śniadanie, ale nie było czasu po sobie pozmywać: „Zostaw to, ja to później umyję” – zapewniał Karol. Już wtedy miałem pewne wątpliwości… Nieraz obserwowałem, jak zmywa naczynia. Po tej, wydawałoby się, banalnie prostej czynności, cała kuchnia zwykle pływa w wodzie. Staram się nawet nie wyobrażać ile zużycia pokazuje boiler. Na domiar złego, potem układa wszystko tak, że nic nie można zaleźć. Ja zawsze mam wszystko na swoim miejscu, posegregowane i ułożone logicznie. To, z czego korzystam najczęściej, jest zawsze na widoku, a jeśli z patelni korzystam rzadko, to wkładam ją gdzieś w kącie najdalszej półki.
Kiedy jestem w odwiedzinach u mojego syna, zachowuję się jak gość. Jeśli potrzebuje pomocy w domowych obowiązkach lub drobnych naprawach, oczywiście nie odmawiam, ale zawsze pytam gdzie i co położyć lub w razie potrzeby schować. Bałaganiarstwo mojego dziecka zawsze mnie szokuje. Gdybyście tylko wiedzieli, ile on ma w domu nieprzydatnych nikomu sprzętów i bibelotów. Jasne u niego mieszka więcej osób pod jednym dachem, co wymaga lepiej wyposażonej kuchni. Ale jest tego zdecydowanie za dużo. Naprawdę kocham mojego syna najbardziej na świecie. I zawsze będę go wspierał. Cieszę się jednak, że mieszkamy osobno!