– Urodziłaś dziecko, tylko nie wiadomo czyje, a teraz mam wychować jak własne potomstwo! – krzyknął Piotr.
– Piotr, oszalałeś? – zapytała Weronika
– Ja mam zielone oczy, Ty masz szare, a on ma niebieskie, jak sąsiad! Wszystko w porządku? – odparł
– Nigdy Cię nie zdradziłam. Urodziłam dla Ciebie pięcioro dzieci, a Ty mnie obwiniasz. Czujesz się źle? – zdenerwowała się
– Czworo, Konrad nie jest moim synem – stwierdził z zaciętą miną.
Te konflikty trwały przez pierwsze sześć miesięcy. Mężczyzna nie zaakceptował chłopca, po prostu ignorował jego istnienie. Od dzieciństwa Konrad czuł, że jego ojciec z jakiegoś powodu go nie kocha, ale nie rozumiał powodów. Próbował dowiedzieć się od matki, ale ona zawsze zmieniała temat. Gdy dorastał, stawał się coraz bardziej podobny do ojca. Trudno było zignorować to podobieństwo, ale duma Piotra nie pozwalała mu zaakceptować syna.
Mężczyzna oszczędzał na ślub swoich starszych dzieci i pomógł im ustatkować się w życiu, ale nie zapewnił żadnego wsparcia najmłodszemu, który musiał sam sobie radzić. Po ukończeniu liceum Konrad poznał Marię, córkę wpływowego człowieka. Ojciec Marii zgodził się na małżeństwo. Wesele było wystawne, zgromadziło się wielu krewnych, ale jego ojciec Konrada nie przyszedł.
W wieku sześćdziesięciu trzech lat Piotr pozostał wdowcem. Starsze dzieci wyprowadziły się i rzadko o nim pamiętały, jedynie najmłodszy syn i wnuki odwiedzali staruszka. Dopiero na starość mężczyzna miał odwagę przyznać się do błędu. Poprosił syna o wybaczenie. Miał łzy w oczach.
Konrad, to dziecko, które było przez niego najmniej kochane, okazało się najczulszym i najwierniejszym z całej piątki. Mężczyzna przytulił ojca i powiedział, że go kocha i wybacza mu.