Od początku mojej znajomości z rodzicami żony, byłem świadomy, że nasze relacje mogą być trudne. Są dość specyficzni – troszczą się o swoją córkę, Małgorzatę, jakby była dzieckiem. Mimo to, nie chciałem, aby między nami narastał konflikt, więc nie odzywałem się niepotrzebnie i tolerowałem ich zachowanie. Z czasem jednak sytuacja zaczęła przybierać na sile.
Po ślubie, rodzice żony sugerowali, abyśmy zamieszkali wszyscy razem. Byłem temu zdecydowanie przeciwny i jasno dałem do zrozumienia, że nie zgadzam się na takie rozwiązanie. Ustaliłem z żoną, że będziemy wynajmowali mieszkanie, przynajmniej na początku, póki nie kupimy własnego. Nie podobało się to mojemu teściowi. Często krytykował tę decyzję. Nie było spotkania, żebyśmy nie usłyszeli, że marnujemy pieniądze, płacąc za coś, co nigdy nie będzie nasze. Nie brałem tego do siebie, udawałem, że nie słyszę albo potakiwałem. Żona jest bardzo zżyta z rodzicami, nie chciałem wchodzić między nich.
Sytuacja jednak zaostrzyła się miesiąc temu po zakupie naszego własnego mieszkania. Żona pracuje na pół etatu, często wraca do domu znacznie przede mną. Myślałem, że będzie jakoś dbała o dom i o mnie. Teraz z racji kredytu zacząłem pracować więcej, jak wracam z pracy, padam ze zmęczenia, a gdzie tu mówić o przygotowaniu obiadu czy kolacji. Żona obiecała, że spełni moją prośbę.
I tak oto wróciłem ostatnio z pracy i zastałem teściową w kuchni, gotowała na wszystkich palnikach. Przygotowywała obiady dla mnie na cały tydzień. Trochę było mi głupio, nie ukrywam. Wolałbym żeby to żona gotowała, a nie teściowa. Ale przyznać trzeba, że teściowa ma złotą rękę do kuchni, więc serdecznie jej podziękowałem i przyjąłem pomoc. Do czasu… Kilka dni temu wstaję rano i idę zrobić sobie kawę, a tu w kuchni nikt inny jak teściowa! Okazało się, że żona dorobiła jej klucz bez mojej wiedzy, a teściowa z racji tego, że miała później jakieś ważne sprawy, to postanowiła przyjść z rana i nam pomóc, jak jeszcze spaliśmy.
Od kilku dni nie robię nic innego, jak kłócę się z żoną. Ona nie widzi w tym problemu. Mówi, że to jej rodzice i że ich pomoc jest dla niej ważna. Problem w tym, że ja wcale nie potrzebuję takiej „pomocy”. Denerwuje mnie, że po naszym domu kręci się teściowa. Szczególnie, że ona nie rozumie granic, dziś gotuje, a jutro zacznie szperać w naszych szafach.
Postawiłem więc żonie ultimatum: albo zabierze klucze teściowej i poprosi o rzadsze wizyty, albo będziemy musieli poważnie porozmawiać o naszej przyszłości. Teść z teściową oczywiście o wszystkim się dowiedzieli i nie dają mi spokoju. Potrafią wydzwaniać, kiedy jestem w pracy albo piszą mi pełne nienawiści wiadomości. Sam nie wiem, co mam zrobić. Czy naprawdę zachowałem się źle? Chyba to nie jest nadzwyczajna potrzeba, że chcę mieć w domu trochę prywatności.