Czy to źle, że od własnej matki chcę zażądać czynszu?! Mam na kogo wydawać pieniądze

„Jestem tak zdenerwowana, że ledwo mogę usiedzieć na miejscu! Zawsze myślałam, że w życiu ważne jest, by pójść na swoje, w pewnym wieku odciąć się od rodziców, ale jak się okazuje, nie wszystkim matkom to się podoba. Moja ma inne zapatrywania na życie” – Katarzyna (38 l.)

Mieszkam z mężem i trzyletnim synkiem w małym mieszkaniu w mieście. Nie jest łatwo, ale jakoś sobie radzimy. Chcieliśmy kupić na kredyt własne mieszkanie, ale okazało się, że w każdym banku nam odmówili. Dlatego wynajmujemy już od dłuższego czasu. Żyje nam się skromnie, próbowaliśmy nawet oszczędzać, ale z małym dzieckiem to nie jest możliwe. A teraz nagle moja matka ogłosiła, że musi się do nas wprowadzić, bo – uwaga – nie ma już zdrowia, by mieszkać sama.

Zrozumiałabym to, gdyby była już starsza, ale mama ma zaledwie sześćdziesiąt lat. Prawda, zdrowie w ostatnim czasie jej podupadło po śmierci naszego ojca, ale nie aż tak, by potrzebowała na stałe pomocy. Powiem szczerze, do tej pory jej nie pomagaliśmy. Żyła sobie spokojnie, czasem ją odwiedziliśmy, czasem zadzwoniłam, to wszystko. Moim zdaniem, jeśli faktycznie z jej zdrowiem jest coś nie tak, mogła najpierw nam powiedzieć, doradzilibyśmy coś, wspólnie pomyśleli, ale nie… Ona postanowiła od razu wszystkim skomplikować życie.

Matka ma duży dom na wsi, więc zaproponowaliśmy, że to my się do niej wprowadzimy. Będzie więcej miejsca dla wszystkich, a mój mąż, który pracuje na budowie, bez problemu znajdzie tam pracę. Jednak nie! Matka uparła się, że chce mieszkać w mieście, bo bliżej do lekarzy i koniec kropka.

Czy tylko ja widzę w tym brak logiki? W naszym mieszkaniu ledwo starcza miejsca dla nas trojga, gdzie jeszcze wpakować moją matkę? Co więcej, jej renta po ojcu jest niewielka, więc nie wiem, czy będzie mogła się dokładać do czynszu. Zastanawiam się, czy mogę od niej tego wymagać? Może wtedy zrozumie, jak absurdalny jest jej pomysł i zrezygnuje z przeprowadzki.

U nas pracuje tylko mąż, z jednej wypłaty nie wyżywimy kolejnej osoby, a gdzie tutaj jeszcze mowa o opłatach – prądzie, wodzie, gazie?

Jestem rozdarta między obowiązkiem a zdrowym rozsądkiem. Nie chcę, żeby nasze życie stało się koszmarem z powodu ciasnoty i ciągłych sprzeczek.

Proszę, doradźcie mi, co robić. Czy ktoś z Was był w podobnej sytuacji? Jak poradziliście sobie z narzucającą się matką albo ojcem, którego kochacie, ale którego obecność komplikuje Wam życie?

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *