Rodzice Grześka mieszkali na wsi. Choć już dawno mieli lata młodości za sobą, to nie chcieli słyszeć o żadnej przeprowadzce czy sprzedaży gospodarstwa. Z każdym rokiem było im coraz ciężej prowadzić to gospodarstwo, dlatego ucieszyli się, gdy syn oznajmił, że przyjedzie do nich na cztery dni.
Przyszykowali się na jego przyjazd. Matka upiekła ulubione ciasto syna, ugotowała bigos, narobiła pierogów. Ojciec podszedł do tej wizyty w inny sposób – zrobił sobie listę prac, w których syn mógłby mu pomóc.
Grzesiek przyjechał późnym popołudniem i choć rodzice liczyli na rozmowę z synem, to niestety musieli to przełożyć na następny dzień, bo mężczyzna zjadł i od razu poszedł spać, twierdząc, że miał ciężką podróż i musi odpocząć. Wszystkie pytania musiały poczekać do następnego dnia.
Następnego dnia od samego rana matka krzątała się po kuchni, szykując śniadanie dla syna, ale gdy poszła go obudzić, on nakrył głowę poduszką i powiedział:
– Mamo miej trochę litości, daj mi pospać! Codziennie wstaje o 6, chciałbym odpocząć.
Gdy po godzinie 10 ojciec szedł budzić syna, matka powstrzymała go.
– Daj mu pospać, jest zmęczony. On będzie jeszcze trzy dni. Zdążycie wszystko zrobić.
Ojciec tylko pokręcił głową i mruknął coś o rozpieszczaniu dorosłego mężczyzny, ale dał spokój.
Ale następnego dnia wcale nie było inaczej. Grzesiek wstał późno, zjadł śniadanie i poszedł pospacerować po pobliskim lesie.
– Tato wrócę to coś porobimy. – powiedział.
Ale wrócił bardzo zmęczony i położył się odpocząć. I tak minął drugi dzień odwiedzin.
Trzeciego dnia Grzesiek wstał dosyć wcześnie, ale nie po to by pomóc w czymś ojcu. Postanowił odwiedzić siostrę, która mieszkała w sąsiedniej wsi. Na nic się zdały prośby i tłumaczenia ojca, że potrzebuje pomocy, bo niektórych prac nie da rady sam wykonać.
Na to syn mu odpowiedział, że przed południem wróci i wszystko będzie zrobione. Wrócił wieczorem, bo najpierw siostra zaproponowała, żeby został na obiad, a później nie mógł odpalić samochodu i musieli ze szwagrem coś tam wymienić. Nawet nie zjadł kolacji, tylko od razu poszedł spać.
Następnego, ostatniego dnia pobytu Grzesiek wstał i zaczął zbierać swoje rzeczy. Dochodziła 11, a przed nim kilka godzin jazdy. Muszę się pospieszyć, żeby przed wieczorem dojechać – pomyślał. Wyjrzał przez okno – ojciec wyrzucał obornik z obory. – Miałem w tym pomóc ojcu, ale to taka nieprzyjemna praca. Zresztą, nie ma tego zbyt wiele, ojciec sobie poradzi.
Wszedł do kuchni, na stole stały przygotowane torby z rzeczami, które matka naszykowała mu do zabrania do miasta. Zrobiło mu się trochę głupio. Matka się tak napracowała szykując to wszystko, a on im nic nie przywiózł. Powiedział matce, że zapomniał o prezentach dla nich. Kobieta popatrzyła na niego i powiedziała:
– Synku, my nie potrzebujemy prezentów, my wszystko mamy. Nam bardziej potrzebna jest czasami pomoc. Nie jesteśmy już młodzi. Popatrz na ojca – oboje spojrzeli w okno. Ojciec ciągnął duży konar drzewa, zatrzymał się, otarł pot z czoła i dalej ciągnął. Widać było, że praca sprawia mu dużo trudności.
Grześkowi zrobiło się wstyd, nie wiedział co powiedzieć.
Następnym razem będzie inaczej – obiecał.
Ale czy na pewno?