– Kupiliśmy z żoną mieszkanie! – mówi zachwycony Arek. – Bardzo dobry rozkład, ładnie wykończone, a co najważniejsze, wszystko jest blisko – moja praca, sklepy, szkoła. Nade mną nie wisi już ani pani Danuta, ani jej droga wnuczka. Trzeba było zobaczyć ich miny, kiedy kupiliśmy z żoną ich mieszkanie.
Radość Arka nie miała granic. Nie wiadomo, czy bardziej podoba mu się to, że kupili własne mieszkanie, czy to, że rozgniewali babcię jego pierwszej miłości.
Marzenę poznał siedem lat temu. Strasznie się zakochał, serce przejęło władzę nad rozsądkiem, a co najważniejsze, bardzo dobrze się rozumieli. Jedyne, co psuło tę sielankę, to pani Danuta, która absolutnie nie chciała zaakceptować narzeczonego wnuczki. Ciągle powtarzała, że siedzi im na karku.
Arek równocześnie pracował i się uczył, nie miał żadnych nałogów, pomagał w domu. Potrafił i przygotować obiad, i posprzątać mieszkanie, ale i tak wszystko było źle, wszystko było nie tak. Babcia nadal uważała, że jest darmozjadem. Rzeczywiście, nie zarabiał dużo, bo pracował tylko po kilka godzin dziennie, na ile pozwalały mu studia.
Arek mieszkał u Marzeny, w mieszkaniu, które jej dziadek zapisał po połowie – swojej żonie i wnuczce.
Pani Danuta nie uznawała miłości jako takiej i od razu wiedziała, jaki jest prawdziwy cel Arka: ich metry kwadratowe. Bo co to za mężczyzna, który mieszka u swojej narzeczonej? Mieszkanie było jej największą dumą, ale nie zapominajmy, że nie było wyłącznie jej i nie zapracowała na nie.
– Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żebyś nie dostał z tego ani metra kwadratowego! To ja jestem tutaj główną gospodynią! – codziennie wysłuchiwał Arek.
Marzena i Arek szybko się pobrali i jeszcze szybciej się rozwiedli. Nie udało im się wytrzymać ze sobą nawet roku. Marzena nigdy nie sprzeciwiała się babci i ani razu nie stanęła po stronie męża.
Arek raz nawet spakował ich rzeczy i zaproponował żonie, żeby się przeprowadzili i wynajęli sobie we dwoje mieszkanie, tym bardziej, że teraz już lepiej zarabiali. Ale ona nawet nie miała zamiaru, dobrze jej było z babcią. Po ogłoszeniu ich rozwodu pani Danuta była w pełni szczęśliwa.
Sześć lat później bohaterowie tej historii spotkali się ponownie. Dla kogoś to było dobre spotkanie, a dla kogoś nie. Arek się zmienił. Znalazł dobrą pracę i bardzo dobrze zarabiał.
– Kiedy nasz pośrednik pokazał mi zdjęcia tego mieszkania, byłem zaskoczony, że zdecydowały się je sprzedać. Agent powiedział, że chcą je pilnie sprzedać, bo mieszkanie ma dwóch właścicieli i zależy im na tym, żeby jak najszybciej zamieszkać osobno.
Nie, to nie Marzena tego chciała, tylko jej nowy mąż, który miał w sobie więcej bezczelności i pewności siebie niż Arek. Udało mu się osiągnąć swój cel. Żeby ich małżeństwo mogło przetrwać, musieli zamieszkać bez babci.
– Mojego nazwiska nie było na żadnych dokumentach, które mogły zobaczyć właścicielki, bo i po co? Widziałem mieszkanie, a nawet miałem okazję w nim mieszkać. Co więcej, pani Danuta, gdyby mnie zobaczyła, mogła wycofać się z umowy. Dlatego w naszym imieniu wszystkim zajął się mój prawnik.
Tydzień po zawarciu umowy Marzena z mężem opuścili lokal i kupili własne mieszkanie. Ale pani Danuta, zamiast dwóch tygodni na wyprowadzkę, co było zapisane w umowie, zaczęła prosić o kolejny miesiąc.
– Zadzwoniła do mnie. Obiecałem, że porozmawiam z żoną i do niej oddzwonię. Zdecydowaliśmy, że nie damy jej dodatkowego miesiąca, jesteśmy spakowani i chcemy się wprowadzić zgodnie z planem. Przez telefon pani Danuta mnie nie rozpoznała, poskarżyła się tylko na swojego nowego zięcia. To zabawna sytuacja – wszystko się poodwracało. Tak bardzo martwiła się o swoje mieszkanie, że mnie wyrzuciła, a teraz znalazł się ktoś odważniejszy. Ale się pozmieniało, – cieszy się Arek.
Nowi właściciele pojechali sprawdzić, czy poprzednia lokatorka się wyprowadziła. I wtedy pani Danuta rozpoznała byłego zięcia.
Zaczęła krzyczeć, że umowa jest nieważna i że nic nie dostanę. Zadzwoniła do Marzeny, która przyjechała w ciągu paru minut. Ale nic nie można było zrobić. Powiedziałem, że wymienię zamki i wystawię ich rzeczy na klatkę schodową, jeżeli same nie opuszczą mieszkania.
– W całym moim życiu nie było bardziej epickiej sytuacji, – cieszy się mężczyzna.
Pani Danuta jednak nic nie mogła zrobić i musiała się wyprowadzić, zwyciężył zdrowy rozsądek.
Arek postanowił wszystko pozmieniać w mieszkaniu, żeby zatrzeć wspomnienia z tego miejsca. Aranżację wnętrza powierzył żonie, ale to on postanowił w dawnym pokoju babci urządzić ich małżeńską sypialnię.
– Spodobałoby mi się też, gdybym wystawił ich rzeczy na klatkę. No i wyszło, że pani Danuta miała rację, rzeczywiście przejąłem jej mieszkanie, ale kto komu siedzi na karku? Mam nadzieję, że teraz w inny sposób ceni miejsce, w którym mieszka.
Ciekawie się poukładało. I kto teraz jest właścicielem tych metrów kwadratowych? – uśmiecha się z satysfakcją Arek.