Nie zaprosiłaś nas na przyjęcie
Roksana bardzo kochała swojego męża. Uważała, że miała ogromne szczęście, że go poznała. Wojtek był troskliwym i kochającym mężczyzną, który starał się robić wszystko dla swojej ukochanej.
Ale jeśli chodzi o rodzinę męża, to Roksanie się nie poszczęściło. Jest takie przysłowie: w każdej rodzinie jest czarna owca. Jednak w ich rodzinie było wręcz odwrotnie. Wyglądało na to, że tylko Wojtek był normalny, a reszta miała swoje dziwactwa.
Teść, na przykład, za każdym razem, gdy widział Roksanę, mówił, że jakoś jej się przybyło na wadze. A może to dlatego, że ktoś tam mieszka w jej brzuszku.
To niezależnie od faktu, że Roksana była w świetnej formie i od czasu poznania rodziców męża nie przytyła ani jednego kilograma. Ale z jakiegoś powodu to nie przeszkadzało Antoniemu. Zdawało się, że to jego standardowa fraza, i nawet gdyby Roksana schudła dziesięć kilogramów, on i tak by tego nie zauważył.
Zawsze opowiadał żarty na granicy przyzwoitości. Sam się z nich śmiał, co wprawiało Roksanę w zakłopotanie. Czuła się bardzo nieswojo w jego towarzystwie. A to, że jak na złość chodził po domu z gołym torsem, tylko potęgowało jej niezręczność.
Teściowa, Halina, uwielbiała wszystkich uczyć. Nawet w tych sprawach, w których sama nie była ekspertem.
Uczyła Roksanę, jak modnie się ubierać, radziła, jak powinna się ostrzyc, jaką szminkę nakładać. A już kiedy Roksana i Wojtek przeprowadzili się do swojego mieszkania, Halina rozkręciła się na całego. Z ciekawością zaglądała w każdy kąt, krytykowała i podpowiadała, jak wszystko powinno być urządzone.
Była jeszcze młodsza siostra Wojtka, lekkomyślna dziewczyna z dwójką dzieci. Dzieci pochodziły od różnych mężczyzn, z żadnym z nich Anna nie miała poważnego związku. Zawsze wszędzie dzieciaki za sobą ciągnęła i wszystkim coś się należało – ktoś powinien ustąpić miejsce w autobusie, przepuścić w kolejce, obsłużyć przed innymi.
Mimo że dostawała alimenty od ojców dzieci, pobierała zasiłki i wciąż była na garnuszku u rodziców, Anna ciągle szukała darmowych rzeczy. Nawet to, czego nie potrzebowała, brała. Miała z tego pewną przyjemność – złapać coś jako pierwsza. Dlatego w ich domu wszędzie były porozrzucane paczki pieluch, które jej dzieciom już się nie przydawały, a które Roksana miała nadzieję sprzedać; mnóstwo niepotrzebnych ubrań, zabawek. Ogólnie rzecz biorąc, połowa rzeczy była jej niepotrzebna, ale ona, jak sama to nazywała, budowała swój biznes. Czyli brała wszystko za darmo, udając biedną i nieszczęśliwą, a potem sprzedawała.
Jej dzieci były niewychowane i bezczelne. Ale to nie była ich wina, z taką mamą nie mogły dorosnąć inaczej. Kiedy przychodzili do kogoś w gości, od razu szukali czegoś smacznego, chwytali wszystko, brali cudze rzeczy bez pytania. A Anna nigdy ich nie upominała.
Roksana z przerażeniem pamiętała ten jedyny raz, kiedy siostra Wojtka wraz z dziećmi przyszła do nich na parapetówkę. Dała im jakiś zestaw herbaciany, który też pewnie dostała za darmo, a po ich wyjściu nie zostało ani jedno ciastko, złamała się nowa waza, a na zasłonach został rozmazany czekoladowy ślad. Przynajmniej Roksana przekonała samą siebie, że to czekolada.
Nic dziwnego, że kiedy zbliżały się urodziny Roksany, podjęła jednoznaczną decyzję, że nie zaprosi rodziny męża. W przeciwnym razie jej święto byłoby beznadziejnie zepsute. Teść opowiadałby nieodpowiednie żarty, teściowa pouczałaby, jak żyć, a Anna żebrałaby u gości o niepotrzebne rzeczy dla dzieci, podczas gdy same dzieci demolowałyby mieszkanie Roksany i Wojtka.
Oczywiście, Roksana czuła się trochę nieswojo wobec męża za swoją decyzję, ale bardzo liczyła na to, że on ją zrozumie.
– Wojtek, chcę spędzić urodziny w domu. Zaproszę rodziców i kilku przyjaciół.
– Dobrze, popieram. Nie na darmo tak pięknie urządziliśmy mieszkanie, co? – uśmiechnął się mąż.
– Tak, dokładnie. Teraz jest tutaj jak w jakimś studio fotograficznym. Tylko…
– Co? – napiął się mąż.
– Proszę, nie obrażaj się. Ale nie chcę zapraszać twojej rodziny.
Wojtek ciężko westchnął i kiwnął głową.
– Przepraszam, ale bardzo trudno mi z nimi wytrzymać. A na moje urodziny chcę się zrelaksować, a nie wiecznie czegoś się obawiać – powiedziała Roksana z poczuciem winy.
– Rozumiem cię, nie musisz się tłumaczyć. Z nimi naprawdę jest ciężko.
– Nie jesteś zły?
– Nie, skądże. To przecież twoje święto i powinno wyglądać tak, jak tego chcesz.
Roksana raz jeszcze przekonała się, że jej mąż to najlepszy mężczyzna na świecie. I znowu nie mogła powstrzymać się od zdziwienia. Może jest adoptowany? To by wszystko wyjaśniało.
Roksana nie powiedziała rodzicom Wojtka, że będzie obchodzić swoje urodziny. Powiedziała, że tym razem zostaną z Wojtkiem sami. A męża poprosiła, żeby nic im nie mówili.
Mimo wszystko dowiedzieli się. Teściowa zadzwoniła do mamy Roksany, żeby dopytać o coś zawodowego, a tamta się wygadała.
– Jak twoja żona nas potraktowała! – krzyczała Halina. – Nie ma dla nas miejsca, co?!
– Mamo – próbował uspokoić ją Wojtek – Roksana chciała spędzić urodziny tylko z rodzicami i kilkoma bliskimi przyjaciółmi. To jej urodziny, więc ona decyduje. Gdyby to była duża impreza, na pewno byście byli zaproszeni.
– Jasne. Przekaż jej, że jesteśmy śmiertelnie obrażeni!
Mama rozłączyła się, a Wojtek pokręcił głową. Dobrze rozumiał swoją żonę. Może to źle tak mówić, ale całe życie wstydził się za swoich krewnych. I nie chciał, żeby Roksana też się wstydziła.
Dlatego nic jej nie powiedział, nie chciał psuć jej święta. Postanowił, że opowie o słowach swojej matki po urodzinach.
Rankiem, w dniu, w którym Roksana kończyła dwadzieścia sześć lat, Wojtek podarował jej bukiet kwiatów i voucher do SPA. Wiedział, że Roksana była bardzo zmęczona przez ten rok. Najpierw ich ślub, potem remont i przeprowadzka. Jeszcze w pracy miała pełno obowiązków. Dlatego chciała odpocząć.
Po południu zaczęli przychodzić goście. Roksana naprawdę się postarała: przygotowała pyszny obiad, wystroiła się, ułożyła włosy. Widziała, jak naprawdę jest szczęśliwa i spodziewała się świetnej zabawy.
Ale nawet nie zdawała sobie sprawy, co ją czeka.
Kiedy wszyscy goście już siedzieli, rozległ się dzwonek do drzwi.
– To pewnie tort – wykrzyknęła Roksana, – zupełnie o nim zapomniałam, zamówiłam go na ostatnią chwilę.
Z uśmiechem otworzyła drzwi, ale uśmiech szybko znikł z jej twarzy. Za drzwiami stali niechciani goście. Wszyscy, jak jeden.
– Wszystkiego najlepszego, Roksano! – powiedziała teściowa z zaciśniętymi ustami, podając jej jedną różę. – Wpuścisz nas?
Nie było innego wyboru, musiała ustąpić.
Zrobiło się głośno. Dzieci Ani zrzuciły buty i popędziły do stołu. Teść natychmiast dowcipkował, że Roksana źle dobrała rozmiar sukienki.
– Powinna być większa – zachichotał.
– Chyba nas zapomniałaś zaprosić – kontynuowała teściowa. – Widzę, że masz gości. Tylko nas wśród nich nie ma. Roksana, ludzi zapraszasz, a podłogi nie umyłaś!
Roksana chciała odpowiedzieć, że to jej wnuki nabrudziły, ale postanowiła milczeć.
Jej nastrój spadł. Dzieciaki zaczęły hałasować, chwytać jedzenie rękami, grzebać w szafkach w poszukiwaniu słodyczy. Potem młodszy zaczął płakać, gdy nie znalazł tortu.
– Mogłaś kupić tort, zobacz, Staś jest zawiedziony! – natychmiast powiedziała Anna. – A to co, dostałaś perfumy? Pościel mi swoje stare.
Roksana nie powiedziała ani słowa przez cały czas. Wojtek też milczał, obserwując swoją rodzinę. Jak siadają do stołu, jak domagają się talerzy, jak mama krytykuje jedzenie, a tata opowiada dziwne żarty.
Ale cierpliwość Wojtka skończyła się, gdy zobaczył, jak Ania ukradkiem bierze kopertę z pieniędzmi, która leżała na stoliku obok. To były prezenty.
– Oddaj to! – warknął Wojtek.
– O co ci chodzi? – Ania zamrugała.
– Wszystko widziałem!
– Chciałam tylko dodać tam pieniądze, nie zdążyłam kupić koperty – zaczęła się tłumaczyć jego siostra.
– Wojtek, nie bądź przyczep, nie psuj wieczoru – upomniała go mama. – Lepiej przypomnij swojej żonie, że niegrzecznie jest nie zapraszać rodziny.
– I powiedz jej też rozmiar sukienki – dodał z uśmiechem Antoni – bo, Roksana, wszystkie fałdki w tej sukience widać.
– Dość! – Wojtek uderzył ręką w stół, co uciszyło nawet dzieci. – Mamo, tato, Anno, czas na was.
– Co?! – oburzyła się mama. – Jak śmiesz?
– Jak wy śmiecie zjawiać się bez zaproszenia? Jak śmiecie obrażać moją żonę? Jak śmieją twoje dzieci, Anno, zachowywać się tak bezczelnie? Dopóki nie nauczycie się manier, nie macie tu czego szukać.
Oczywiście, wybuchła kłótnia. Roksana odetchnęła z ulgą dopiero wtedy, gdy niechciani goście wyszli.
Naturalnie, urodziny były zepsute. I choć przyjaciele i rodzice próbowali pocieszyć Roksanę, trudno było odzyskać wcześniejszy nastrój.
Ale był też plus: Roksana jeszcze raz przekonała się, że wybrała odpowiedniego partnera życiowego. Mężczyznę, który stanie za nią murem, który postawi się nawet swojej rodzinie. I cokolwiek by się nie wydarzyło, Roksana wiedziała, że zawsze będzie po jej stronie. I to chyba był najlepszy prezent w jej życiu.
