W szpitalu położniczym odkryła, że teściowa się do nich wprowadziła

Przebywając w szpitalu, synowa dowiedziała się, że teściowa wprowadziła się do nich

Młodzi rodzice zostali natychmiast odsunięci przez nowo upieczoną babcię od własnego syna.

Już w domu Krystyna zauważyła, że kupiona przez nią wanienka i paczka pieluszek zostały wystawione na balkon.

– Jak dobrze, że macie mieć synka. Od dawna marzyłam, by nazwać syna Karp! Może chociaż wy tak nazwiecie mi wnuka! – radośnie świergotała w słuchawkę teściowa Krystyny.

– Pani Weroniko, już wybraliśmy dla niego imię. Będzie Szymon. Szymon Andrzejewski brzmi doskonale – próbowała wyjaśnić Krystyna, zdziwiona proponowanym imieniem.

– Znowu mnie nawet nie słuchasz! Jaki Szymon? Przecież ich jest mnóstwo. Dla wnuka wymyśliłam takie silne i piękne imię, a ty się nie zgadzasz? Wiesz co, jesteś egoistką! – zdenerwowała się teściowa i odłożyła słuchawkę.

„Swoich synów, przede wszystkim, nazwała Andrzej i Aleksander! A dla wnuka nie znalazło się nic lepszego niż Karp”, – rozważała rozgoryczona Krystyna.

Gdy opowiedziała mężowi o tej rozmowie z jego matką, Andrzej tylko się zaśmiał:

„A pamiętasz swój proroczy sen? Jaką rybę tam widziałaś?”

***

Krystyna i Andrzej byli małżeństwem już ponad dziesięć lat, ale dzieci para nadal nie miała.

Początkowo byli zajęci swoimi karierami i zakupem mieszkania, potem podróżowali.

Gdy zbliżyli się do trzydziestki i zaczęli myśleć o dziecku, okazało się, że to nie takie proste.

Zaczęły się długie wizyty u lekarzy, badania i leczenie. Wydawało się, że wszystko powinno być dobrze, ale ciąża nie nadchodziła.

Obchodząc dwunastą rocznicę małżeństwa, z żalem przyznali, że prawdopodobnie pozostaną bezdzietni. Andrzej, szybko ocierając łzy, powiedział:

„Nie jest nam pisane być rodzicami. Ale kocham cię i chcę z tobą razem zestarzeć się, bez względu na wszystko”.

Dokładnie miesiąc później Krystyna miała niezwykle jasny i dziwny sen. Śniło jej się, że wchodzi do łazienki i widzi w pełnej wody wannie ogromnego karpia.

„Andrzej, Andrzej! Zobacz, kto się u nas pojawił! Jak to się stało, przecież nigdy nie chodziłeś na ryby!” – krzyknęła Krystyna do męża… i się obudziła.

Był już poranek. Szybko zbierając się do pracy, Krystyna podzieliła się z Andrzejem swoim kolorowym snem. Ten tylko się uśmiechnął:

„Może naprawdę zająć się wędkarstwem? Skoro śnią ci się już ryby!”

W pracy przy herbacie Krystyna podzieliła się z paroma koleżankami swoim niezwykłym snem.

Tamara Aleksandrowa uśmiechnęła się tajemniczo i mrugnęła do Krystyny, mówiąc:

– Ach, Krystyno! Złowisz sobie rybkę! Na całe życie.

– Jak to?

– To sen o ciąży. Słowo mi dajesz!

Krystyna tylko westchnęła. Ostatni miesiąc nie liczyła już na nic. Ale kiedy obliczyła terminy, uświadomiła sobie, że to piąty dzień opóźnienia.

Następnego ranka zdziwiona patrzyła na test z dwoma jasnymi paskami.

Ciąża rozwijała się stosunkowo dobrze, a przyszłą mamę męczyła tylko umiarkowana mdłość przez pierwsze trzy miesiące.

Następnie dręczyła ją jedynie teściowa.

***

Weronika była osobą aktywną, od dawna oczekującą na wnuki. Jak tylko dowiedziała się, że jej synowa jest w ciąży, zaczęła aktywnie pouczać Krystynę.

– Potrzebujesz co najmniej pięćdziesięciu pieluszek. Flanelowych i cienkich. Mam nadzieję, że twój żelazko działa? Musisz je prać i prasować na najwyższej temperaturze z obu stron!

– Właściwie nie myślałam o pieluchach. Teraz można po prostu kupić body i pieluchy.

– O czym ty mówisz? Przecież to będzie chłopak! Żadnych plastikowych pieluch! Tam, jak w szklarni! Tylko z gazy! Nauczę cię wszystkiego, żebyś nie zepsuła zdrowia mojego wnuka od samego początku!

– Dobrze, ale chcę chociaż wybrać kolor i wzór tych pieluch – ustąpiła Krystyna. – Nie lubię zbyt krzykliwych z nadrukami.

– Wybierzemy, nie martw się – łaskawie stwierdziła teściowa.

Dokładnie tydzień później Weronika z uśmiechem postawiła przed zdziwioną Krystyną ogromną torbę pieluch:

„Pomyślałam, czemu masz chodzić po sklepach, wiązać się z bakteriami! Czy bez ciebie sobie nie poradzę? Zobacz, jaka flanelka!”

Krystyna z rozczarowaniem rozkładała jedną pieluszkę za drugą: wszystkie w jaskrawych kolorach z ogromnymi kaczkami, misiami i wielkimi oczami autkami.

„No cóż, skoro już kupiłaś, to kupiłaś. Nie będę się z nią o to kłócić”.

Już będąc w szpitalu, synowa dowiedziała się, że teściowa wprowadziła się do nich na „tydzień lub dwa, aby pomóc przy noworodku”.

Zbyt zmęczona trudnymi porodami, Krystyna nie znalazła w sobie sił, by się sprzeciwić.

„Pomoc rzeczywiście się przyda na początku”, – pomyślała.

„Oj, jak ty go trzymasz! Daj, pokażę ci, jak należy go trzymać prawidłowo” – takim powitaniem witała teściowa Krystynę, kiedy wracali ze szpitala.

Młodzi rodzice byli natychmiast odsunięci przez świeżo upieczoną babcię od własnego syna.

Już w domu Krystyna zauważyła, że kupiona przez nią wanienka i paczka pieluszek zostały wystawione na balkon.

– Jeszcze nauczę was, jak prawidłowo kąpać dziecko! Na dno wanienki trzeba dać kocyk, a nie te wasze nieznane wynalazki! W końcu wywichniecie mu wszystkie kończyny mojemu Karpiowi.

– On się nazywa Szymon – przypomniał Andrzej.

– Cóż, to dla siebie nazwaliście, jak nazwaliście, a dla mnie to Karpek! Chodź, kąpiel, Karp! Tylko gorąca woda, żeby nie przeziębić! – krzątała się teściowa, odkręcając maksymalnie gorącą wodę.

Gdy wszystko było przygotowane, Weronika, chwytając dziecko, podniosła głowę i krzyknęła na syna, żeby nie trzymał drzwi łazienki długo otwartych i udała się do łazienki z dzieckiem.

Chłopiec płakał, a babcia prędko myła go mydłem dziecięcym. Po kąpieli ciasno zawinęła go w dwie pieluchy.

– W domu jest ciepło – próbowała zaprotestować Krystyna.

– Dla ciebie jest ciepło. Ale on jest mały, będzie mu zimno. Nie zdejmuj czepka i nie rozwijaj go, niech tak śpi!

Noc dla Krystyny i jej męża była niespokojna. Dziecko nie mogło spać na mokrych gazowych pieluchach i nieustannie ich budziło płaczem.

Trzeba było wstawać, rozwijać, zmieniać i owijać na nowo. Te ciągłe wstawanie i przebudzenia nie dawały spać ani rodzicom, ani dziecku.

Rano w koszu na pranie piętrzyła się góra pieluch, a Krystyna i Andrzej mogliby konkurować, kto ma większe worki pod oczami.

U małego Szymona od zalecenia babci, żeby był ciepło owinięty, pojawiła się potówka.

– To nie potówka! – z uporem twierdziła Weronika, patrząc na wysypkę. – Zjadłaś coś i teraz mojego dobrego chłopca wysypuje!

– Już i tak jem tylko grykę i kurczaka! – oburzyła się Krystyna.

– Może twoje mleko wcale mu nie odpowiada! Wolałabym go karmić mieszanką – trwała przy swoim teściowa.

– Nie ma mowy! Sama będę karmić – nie ulegała Krystyna.

Teściowa, z pogardą cmokając językiem, odeszła. Ale od tego czasu codziennie wcześnie rano, ledwie słysząc kwilenie dziecka, Weronika wpadała do sypialni młodych rodziców i zabierała Szymona Krystynie:

„Mama nie wie, jak cię uspokoić! Daj niech babcia ponosi swojego Karpiaka. A tutaj mam smoczek!”

Dziecko wypluwało smoczek, ale babcia, mimo protestów Krystyny, wciąż próbowała przyzwyczaić je do niego.

Pierwsze ważenie pokazało, że noworodek traci na wadze.

„To wszystko dlatego, że teściowa ciągle go odrywa ode mnie od piersi, myśląc, że lepiej się z nim pobawi niż on będzie męczył moją niby pustą pierś!” – uświadomiła sobie Krystyna i zaczęła walczyć o swoje macierzyństwo.

Następnego ranka teściowa jak zwykle otworzyła drzwi sypialni Krystyny i Andrzeja ze słowami:

– Idź lepiej przygotuj jedzenie i zrób pranie, a ja się zajmę wnuczkiem! Jaki pożytek z tego, że będzie wisiał na twojej pustej piersi!

– Nie, dziękuję! Jeszcze je – odpowiedziała stanowczo Krystyna, przytulając do siebie syna.

– Byłoby, co jeść! – wymamrotała teściowa, gniewnie błyskając oczami. – Daj lepiej, ja go ponoszę!

– Znajdzie coś! – spokojnie odpowiedziała Krystyna. – Kiedy się naje, wtedy możecie ponosić.

Gdy tylko Krystyna kategorycznie zabroniła teściowej zabierać syna, ten zaczął zyskiwać na wadze.

Weronika tylko zirytowana wzdychała i narzekała, że Krystyna tylko męczy chłopca.

„Dość tego babcinego pilnowania”, – postanowiła Krystyna i poprosiła męża, by powiedział jej mamie, że już dobrze radzą sobie z obowiązkami rodzicielskimi i że pora by wróciła do siebie.

Po rozmowie z synem Weronika się obraziła:

– Chciałam jeszcze z wami parę miesięcy pomieszkać! Jak mój Karpiaczek poradzi sobie beze mnie?

– Przyjedziemy do ciebie w odwiedziny – pocieszył matkę Andrzej.

Rzeczywiście prawie co weekend przyjeżdżali do Weroniki. Ta od progu wyrywała wnuka z rąk synowej i z radością całowała go.

„Oj, odpocznijcie tam sobie, a ja się pobawię z wnuczkiem!” – niechętnie machała rękami na synową i syna. Kiedy nadchodził czas pożegnania, przytulała wnuka i mówiła:

– Wy sobie jedźcie, a mój wnuczek zostanie u mnie. Jest mu ze mną dobrze!

– A czym go karmić będziecie? – zażartowała kiedyś Krystyna.

– Znajdę mu najlepsze mleczko! – uradowana oświadczyła teściowa. – Nie to, co twoje dziwne karmienie!

– Dobrze, mamo, my już musimy – wtrącił się Andrzej, przeczuwając, że rozmowa jego żony z teściową do niczego dobrego nie doprowadzi.

Wychodząc na zewnątrz, Krystyna powiedziała do męża:

– Rozumiem, że twoja mama z tobą i z bratem się nie nabawiła?

– Prawie cały czas byliśmy u babci i dziadka – przyznał Andrzej.

– To widać. Ale nie dla niej urodziliśmy syna. Będzie musiała pogodzić się z faktem, że jest babcią, a nie matką – odpowiedziała Krystyna.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *