— Jerzy, a ty gdzie? — Halina wyjrzała z kuchni, wycierając dłonie w fartuch i patrząc ze zdziwieniem na męża.
Jerzy, czterdziestopięcioletni menedżer dużej firmy budowlanej, postanowił działać. Spakował walizkę, żona krzątała się tymczasem przy śniadaniu. Teraz stał w przedpokoju przestronnego mieszkania na warszawskim Mokotowie.
Halina była przekonana, że solidne śniadanie to podstawa zdrowia i udanego dnia. Gdy dzieci były małe, wstawała pierwsza, gotując dla całej gromadki. Trójka pociech — Jan, Piotr i Ewa — zajmowała jej czas, więc nie pracowała zawodowo. Zarobki męża zawsze wystarczały na wygodne życie.
Mężczyzna milczał. Patrzył na Halinę, z którą spędził ćwierć wieku, i czuł, że postępuje słusznie.
Żona ostatnio przybrała na wadze, zniknął błysk w jej oczach, który niegdyś go urzekał. Od dawna nie pociągała go jako kobieta.
Miał za to Alicję — młodą, dynamiczną brunetkę poznaną na firmowym wyjeździe w Krakowie. Jej inteligencja i determinacja zrobiły na nim wrażenie. Sam był odważny, więc teraz stał z walizką w dłoni.
Dość! Czemu ma tkwić w związku bez uczucia? Dzieci są dorosłe: Jan i Piotr pracują po studiach, Ewa kończy ekonomię na UW. Wspierał ją, więc wszystko było w porządku.
A żona? Czemu ma wisieć mu u szyi? Alicja miała rację — Halina powinna sama się utrzymywać.
— Od dawna powinieneś odejść. Wygodnicka się zrobiła! — szeptała Alicja, przytulając się. — Podzielcie mieszkanie. Niech w jednopokojowym pościeli!
— Masz rację. Nic nas już nie łączy — przyznał.
— Wyjeżdżasz gdzieś, Jerzy? — Halina uniosła brwi. — Czemu nie powiedziałeś? Spakowałabym kanapek. Nieładnie tak głodnemu…
— Znowu z tym jedzeniem! — warknął. — Na każdym rogu są bary! Kura domowa! Wiecznie grzęźniesz w garnkach!
Drażniło go, że nie potrafi wypowiedzieć decydujących słów.
— Coś się stało? Jesteś taki spięty… — spytała łagodnie.
Wiedziała o romansie. Czekała na ten dzień. Była mądra i znała męża.
— Odejdę! Mam dość! — wybuchnął.
— Rozumiem. A dokąd? — spytała, jakby rozmawiali o pogodzie.
— Do innej. Pięknej, mądrej! Nie będzie jak ty — stać przy kuchni!
— Znalazłeś taką? Gratuluję.
— Czemu nie? Nie zasługuję?!
— Zasługujesz. Nawet na więcej.
— Naprawdę tak myślisz?
— Znam cię najlepiej. Pracowity, zaradny, przystojny…
— Podzielimy mieszkanie — dodał, łagodniejąc.
— Rozumiem. Uczynimy to sprawiedliwie — skinęła.
— Dziękuję. Myślałem, że zrobisz scenę…
— Po co? Miłość minęła. Nie jesteśmy pierwsi.
— Pracę byś znalazła? Nie będę ci płacił.
— Siedziałam w domu? Dzieci same wyrosły? — uniosła głowę. — Nie potrzebuję pracy.
— To na co żyć?
— Wyjdę za mąż. Nowy mąż mnie utrzyma.
— Za mąż?! — wykrztusił.
— Mam prawo.
— W twoim wieku? — zmierzył ją wzrokiem. — Realnie oceniaj szanse.
— Nie martw się! — uśmiechnęła się chytrze.
— Skąd pewność? — zdjął krawat, sięgając po świeże naleśniki.
— Szczerość za szczerość. Od dawna wiedziałam, że odejdziesz. Zarejestrowałam się na portalu randkowym.
— Co?! — przestał żuć.
— Jestem na topie! Dojrzałe kobiety są w cenie. Mężczyźni szukają spokoju, nie kaprysów. A gdy dodałam, że gotuję i mam własne M3… Oblężenie!
Jerzy milczał. Myśl, że Halina znajdzie nowego męża, gryzła go. Zazdrość?
— Jedź już. Twoja Alicja czeka. Ja też mam randkę.
— Zapomniałem… Mam spotkanie z kontrahentami. Walizkę zabiorę później. Nie umawiaj się z nikim! — warknął.
W pracy dręczyły go wątpliwości. A jeśli Alicja go znudzi? Halina będzie z kimś innym…
Wieczorem zadzwoniła Alicja:
— Gdzie jesteś? Oglądałam mieszkanie na Żoliborzu! Meble do sypialni, wycieczka na Teneryfę…
— Co na kolację? — przerwał.
— Kolację? Dieta! Zamówimy coś…
Jerzy rozłączył się. W domu czekał rosół i cisza. Na Teneryfę nie miał ochoty.
Żaden inny mężczyzna nie nazwie Haliny swoją żoną. Nigdy!
