Praca jako główny chirurg w prywatnej klinice i jednoczesne wychowywanie syna w ósmej klasie to niełatwe zadanie. Ale Paweł sobie radził. Po rozwodzie został sam z Nikitą, co oznaczało, że w czasie kwarantanny, wakacji szkolnych lub weekendów nie miał gdzie zostawić chłopca. A sam Nikita chętnie przychodził do ojca do pracy – był ciekawy świata, towarzyski, zawsze gotowy „pomóc” jak prawdziwy pomocnik.
– Znowu nas odwiedził? – pytała z uśmiechem pielęgniarka Inna Semenovna.
Nikita kiwał głową z powagą:
– Oczywiście! Przecież tu pracuję… nad studiowaniem sprawy!
– Ty mały łobuzie – mówiła ciepło i koniecznie częstowała go czymś smacznym.
Pewnego razu, kiedy Nikita był w pracy u ojca, przywieziono dziwną pacjentkę – nieprzytomną kobietę, najwyraźniej bezdomną. Nie miała dokumentów. Wyglądała na wyczerpaną, a jej twarz nosiła ślady niewydolności serca.
— Przenieście ją do trzeciej sali — polecił Paweł, rzucając krótkie spojrzenie na małą dziewczynkę w wieku dziewięciu-dziesięciu lat, która cały czas nie odstępowała kobiety.
Pracownicy zaczęli się zastanawiać, czy dziewczynka jest spokrewniona z kobietą, czy po prostu znalazły się razem. Paweł również skłaniał się ku opinii, że dziewczynka nie jest krewną kobiety, ale nie miał na to żadnych dowodów.
Następnego dnia stan pacjentki gwałtownie się pogorszył – zapadła w śpiączkę. Kierownictwo kliniki rozważało już zaprzestanie terapii podtrzymującej. Możliwości finansowe placówki były ograniczone, a utrzymanie bezdomnych pacjentów nie należało do priorytetów. Paweł, człowiek współczujący, martwił się o los kobiety, a zwłaszcza dziewczynki. Liczył na konsylium lekarskie – to ono miało podjąć ostateczną decyzję.
Na naradzie ordynator Michaił Iljicz Krasnopolski, patrząc chłodno na Pawła, zaczął:
— Dzisiaj decydujemy o losie pacjentki znajdującej się w śpiączce. Proponuję odłączyć ją od aparatury podtrzymującej życie.
– Ja dałbym jej jeszcze szansę – natychmiast sprzeciwił się Goworow. – Dlaczego akurat tydzień? Ludzie są w takim stanie przez lata, a potem wracają do życia.
– Nie jesteśmy fundacją charytatywną – odparł ostro ordynator. – Nie mamy środków na każdego bezdomnego.
— Ale statut kliniki przewiduje prawo do leczenia przez miesiąc — sprzeciwił się Paweł. — A kto wie, może ma bliskich? Na przykład ta dziewczynka?
Koledzy spojrzeli po sobie. Wszyscy doskonale wiedzieli, że relacje między ordynatorem a chirurgiem już dawno się popsuły. Kiedyś Paweł był żonaty z córką Krasnopolskiego — Albina. Udało im się nawet urodzić syna, ale po kilku latach kobieta odeszła z rodziny, zostawiając męża z dzieckiem.
Kolejną zagadką dla kolektywu było to, że ordynator nie chciał uznać swojego wnuka, chociaż Nikita był synem jego ukochanej córki.
„Pewnie czuje się niezręcznie” – przypuszczała Inna Semenovna.
„Kto go zrozumie” – wzruszyła ramionami Natalia Valerievna. „Michaił Iljicz zawsze był trudnym człowiekiem”.
Pawłowi nie było łatwo pracować pod kierownictwem byłego teścia, ale zawsze przedkładał obowiązki zawodowe nad osobiste urazy. Postanowił do końca walczyć o życie kobiety. Przed rozpoczęciem konsylium Paweł zauważył, jak Nikita podszedł do dziewczynki i wyciągnął do niej rękę:
– Pójdziemy się pobawić?
Mila ufnie wzięła go za rękę i razem udali się do gabinetu chirurga. To, jak dzieci znalazły się nawzajem, poruszyło do głębi serca.
– To nie są krewni – prychnęła Wiera Pawłowna, kierowniczka oddziału ginekologicznego. – To tylko okazja, żeby za darmo zjeść i przespać się w cieple.
Uwaga była ostra, ale nie pozbawiona sensu: dziewczynka rzeczywiście jadła z wielkim apetytem, jakby dawno nie jadła sycącego posiłku.
— Wszystko bywa — powiedział z namysłem laryngolog Siergiej Wasiliewicz, a Paweł spojrzał na niego z wdzięcznością.
— No i mamy sobie „Robin Hooda” — rzucił złośliwie ordynator, spoglądając z pogardą na swojego byłego zięcia. — Kompleksy mu przeszły, założył tu schronisko dla potrzebujących. Zapomniał, że mamy płatną klinikę?
– Może poczekamy jeszcze jeden dzień? Jeśli nie będzie zmian, odłączymy – próbowała znaleźć kompromis Wiera Pawłowna, starając się zadowolić przełożonych.
– Ale co może się zmienić w ciągu jednego dnia?! – zaprotestował gorąco Paweł. – A co z dziewczynką? Gdzie ją zabierzemy?
— Kończą się pieniądze — stwierdził lodowatym tonem Krasnopolski. — Decyzja została podjęta.
Pawłowi nie pozostało nic innego, jak się zgodzić. Opuścił naradę z ciężkim sercem.
W drodze do swojego gabinetu usłyszał wesołe głosy — Nikita i Mila siedzieli przy stole i o czymś rozmawiali.
— Znam bajkę o Kopciuszku! — oznajmiła radośnie Mila. — Rita mi opowiedziała. Bardzo ładna bajka!
— Opowiedz nam! — uśmiechnął się Paweł.
Dziewczynka uśmiechnęła się nieśmiało i zaczęła swoją opowieść. Wtedy Paweł ostrożnie zapytał:
— Jak masz na imię?
— Mila.
— A kto to jest Rita?
— To ta, która opiekowała się mną, kiedy zostałam sama na ulicy.
— To twoja mama?
— Nie, Rita nie jest moją mamą. Pomogła mi, kiedy się zgubiłam.
I wtedy Mila opowiedziała lekarzowi swoją historię.
Matka zmarła dawno temu, Mila prawie jej nie pamiętała. Ojciec ożenił się ponownie. Macocha o imieniu Angelina traktowała ją oschle: „Będę się nią opiekować, jak potrafię, ale nie muszę jej kochać”. Kiedy Mila skończyła osiem lat, Angelina urodziła własną córkę – Dinę. Piękną jak księżniczka, ale złą jak wąż. Jedyne, czego pragnęła Dina, to uwaga ojca. Aby to osiągnąć, w każdy możliwy sposób odsuwała od niego siostrę, zrzucając na nią swoje wybryki.
Pewnego razu Dina zaproponowała zabawę w chowanego. Mila z radością się zgodziła. Siostra uciekła, a potem zniknęła całkowicie. Mila została sama w lesie.
„Krzyczałam, krzyczałam… a potem nie mogłam już mówić” – zakończyła cicho dziewczynka.
Paweł skinął głową ze zrozumieniem. Tak się zdarza – silny stres blokuje mowę, zwłaszcza u dzieci. Często wspomnienia powracają z czasem, pod wpływem określonych okoliczności. Dla Mili takim impulsem był Nikita.
„A mogły być przyjaciółkami” – pomyślał z bólem Paweł, słuchając tej historii. Wiek nie jest przeszkodą w przyjaźni. Ale macocha kochała jedną, a drugą nienawidziła. Dina, czując to, wybrała swoją rolę w rodzinie.
Pawła nie mogło jednak zrozumieć jedno: dlaczego ojciec i macocha Mili nawet nie próbowali jej odnaleźć? W tym czasie dziewczynka kontynuowała swoją opowieść:
„A potem spotkałam Ritę” – twarz Mili rozjaśniła się. Goworow poczuł, że musi za wszelką cenę uratować tę kobietę – to właśnie ona stała się jedyną jasną plamą w życiu dziecka.
Paweł był wstrząśnięty do głębi duszy. Okazało się, że kobieta, sama ledwo stojąca na nogach, znalazła zagubioną dziewczynkę nad rzeką i przyjęła ją pod swój dach! „Prawdziwa mama-niedźwiedzica” – pomyślał ze smutkiem.
Próbował skoncentrować się na pracy, ale myśli o Mili nie dawały mu spokoju. Dręczyły go pytania: dlaczego dziewczynka nie próbowała wrócić do domu? A może próbowała? Może Rita jej zabroniła?
Jednak intuicja podpowiadała Pawłowi, że Rita była dobrą i czystą osobą. Przypomniał sobie jej twarz – tak spokojną, jakby po prostu spała. Anioł w ludzkiej postaci.
Po zakończeniu operacji Paweł wszedł do sklepu i kupił Mili różne smakołyki. Widząc słodycze, dziewczynka rozpromieniła się. Jej oczy błyszczały, a serce lekarza zabolało. Z apetytem zajadała banana i wesoło gadała – gadka-saka, jakich mało. Dla Pawła było to na rękę: im więcej dowiedział się o niej, tym większe były szanse na odnalezienie jej rodziny lub przynajmniej zrozumienie, co się z nią stało.
— Mila, dlaczego nie próbowałaś wrócić do ojca? — zapytał ostrożnie.
– Nie obchodzi mnie to! – machnęła ręką dziewczynka. – Tata kocha tylko Dinę, a ona razem z mamą prowadzą go za nos.
„Mówi jak dorosła” – zauważył Pavel. Ale co w tym dziwnego? Dzieci, które przeszły przez ból, często dojrzewają przedwcześnie.
Mila kontynuowała:
– Jeden sąsiad powiedział, że oni myślą, że utopiłam się. Nawet płakali… Niech tak myślą!
Paweł postanowił na razie zatrzymać dziewczynkę u siebie – z Nikitą będzie im wesoło. „Ale trzeba skontaktować się z jej ojcem i macochą” – pomyślał.
Natomiast los Rity był całkowicie niejasny. Najprawdopodobniej już jutro odłączą ją od aparatury podtrzymującej życie. Szansa jest jedna na tysiąc… Ale nagle Pawłowi wpadł do głowy pomysł: może uda się zebrać pieniądze na leczenie?
— Panie Pawle Aleksandrowiczu, chce pan herbaty z ciastkiem? — zaproponowała Inna Semenowna, wchodząc do gabinetu. — Właśnie przywieźli, świeże!
– Oczywiście – odpowiedział roztargniony lekarz.
– O czym pan myśli? – zapytała pielęgniarka, odgryzając soczysty kawałek ciasta.
– Chciałem zwrócić się do ojca Mili. Może pomoże z pieniędzmi na leczenie Rity. Przecież jeśli dowie się, że jego córka żyje dzięki tej kobiecie…
Inna Semenovna pokręciła głową:
— Naprawdę wierzysz, że będzie szukał swojej córki?
— Dlaczego nie?
— Gdyby potrzebował Mili, przewróciłby całe miasto do góry nogami! A tu żadnych poszukiwań, ani jednego ogłoszenia… Mogli widzieć ją z Ritą setki razy.
Pielęgniarka miała rację, ale Paweł postanowił spróbować.
Kiedy zobaczył dom, w którym mieszkał ojciec i macocha Mili, od razu zrozumiał, że bieda nie jest przyczyną. Na placu zabaw bawiła się zadbana dziewczynka w kolorowym kostiumie. Zauważywszy Milę z nieznajomym, zbladła i schowała się w domu.
Po kilku sekundach wyszła wysoka kobieta w powiewnym kimonie, z wyraźną wyzywającą nutą w głosie:
— Czego sobie życzysz?
— Czy Sergey Vasilievich jest w domu? Chciałbym z nim porozmawiać.
— Sergey jest w podróży służbowej — odpowiedziała chłodno. — Nie ma możliwości rozmowy.
Mila dyskretnie dotknęła Pawła ręką. Zrozumiał, że lepiej nie przyspieszać wydarzeń.
— Dobrze, to można zadzwonić? Nie ma telefonu?
— Ma — odparła Angelina — ale nie dam wam.
— Proszę tylko o numer. Naprawdę się czegoś boicie?
Po długiej dyskusji w końcu oddano telefon. Paweł postanowił zadzwonić nieco później, aby wszyscy mogli się nieco uspokoić.
— Chodźmy do kawiarni — powiedział do Mili. — Stamtąd zadzwonimy.
Podczas lunchu Paweł wybrał numer. Siergiej Wasiliewicz przyjechał po kwadransie. To, co nastąpiło potem, zaszokowało lekarza:
— Tak, oddam pieniądze — powiedział mężczyzna. — Tylko zabierzcie Milę i znikajcie.
Paweł nie wierzył własnym uszom. Ojciec płaci, żeby pozbyć się własnej córki?
Rozmowa w jej obecności była nie do zniesienia.
— Nie jest moją córką — wyjaśnił spokojnie Siergiej. — Zabraliśmy ją z domu dziecka. Moja pierwsza żona nie mogła mieć dzieci. Po jej śmierci ożeniłem się ponownie i teraz mam córkę — Dinę. Więc weźcie pieniądze i odejdźcie.
Mila zakryła usta dłonią, ale nie zareagowała w żaden inny sposób. Paweł podziwiał jej siłę. Sam czuł się jak zdrajca.
Biorąc kopertę z pieniędzmi, Paweł westchnął ciężko. Teraz rozumiał, dlaczego w domu nie cieszyli się z powrotu Mili. A to oznaczało, że pieniądze pójdą na leczenie Rity.
— No to jedziemy? — uśmiechnął się.
— Jedziemy — odpowiedziała Mila, również uśmiechając się. Wyszli, trzymając się za ręce, i skierowali się do samochodu.
W klinice Paweł natychmiast pospieszył do ordynatora:
— Michaił Iljicz, znalazłem pieniądze na leczenie pacjentki z trzeciej sali!
— Za późno — odpowiedział obojętnie Krasnopolski. — Odłączono ją już od aparatury.
Serce zamarło. Paweł pobiegł do sali. Rita leżała, życie powoli z niej uchodziło. Ale on się nie poddał.
— Nie! — krzyknął i chwytając nosze, pobiegł do sali operacyjnej.
— Co pan sobie pozwala?! — oburzył się ordynator, pojawiając się w drzwiach.
Ale Paweł go nie słyszał. Rozpoczął resuscytację.
— Defibrylacja! — rozkazał, a pielęgniarka pomagała mu, choć z obawą.
Długie minuty napięcia… I nagle – pierwsze oznaki oddechu. Serce nie chciało się poddać. To był cud.
Paweł płakał ze szczęścia. Mila będzie miała mamę. A Rita – drugą szansę na życie.
Minęło pół roku.
— Mamo, jesteś najpiękniejszą panną młodą na świecie! — wykrzyknęła Mila, podziwiając Ritę w sukni ślubnej. — Chciałabym wyglądać tak samo!
— Na pewno będziesz taka sama — uśmiechnęła się ciepło Rita, słysząc słowo „mama” — dla niej oznaczało ono więcej niż urodziny.
– Kochanie, gotowa? – wszedł Paweł w eleganckim muszce.
– Gotowa – odpowiedziała, przytulając się do ukochanego.
– A my wszystko widzimy! – zachichotał Nikita zza drzwi.
– A podglądanie jest złe! – skarciła go ojciec.
— A całowanie się przy dzieciach jest dobre? — nie poddawał się chłopiec.
— Ach, dzieci… — westchnął teatralnie Paweł, patrząc na zegarek. — Limuzyna już podjechała. Jedziemy stać się mężem i żoną?
— Jedziemy — odpowiedziała radośnie Rita, biorąc go za rękę.
