Barbara siedziała u wezgłowia męża, wahając się, czy się ruszyć. Anton Michajłowicz spał to ciężki, wyczerpany chorobą człowiek. Aby choć trochę odpocząć, Barbara cierpliwie czekała na jego przebudzenie. Pół godziny temu Pielęgniarka dała mu zastrzyk, a teraz sen przynosił chwilową ulgę.
Wiedziała: na długo go nie starczy. Bóle powracały szybko, zbyt często. Glińska postanowiła poczekać — przyzwyczaiła się do takiego reżimu.
Anton miał 56 lat i stopniowo zanikał. Pilnie potrzebował przeszczepu wątroby, ale szanse były coraz mniejsze. Byli na liście oczekujących od dłuższego czasu, ale Kolejka poruszała się powoli. A krewni mężczyzny nie mieli nikogo.
Barbara patrzyła przez okno obok łóżka i myślała o przeszłości. Życie z Antonem nigdy nie było łatwe, ale starała się być wierną żoną. Kiedyś obiecała być z nim przez cały czas-w smutku i radości, w biedzie i dobrobycie. I starała się dotrzymać słowa.
Swoją podróż do dużego miasta Varia Prichepina rozpoczęła w 1985 roku. Po ukończeniu ośmiu klas w wiejskiej szkole podjęła decyzję o opuszczeniu rodzinnego zaplecza. W kolchozie nic jej nie trzymało-zwłaszcza po przykładzie matki, która przez całe życie pracowała jako mleczarka.
Valentina Yegorovna wstała o czwartej rano, stopiła piec, ugotowała owsiankę dla zwierząt, doiła krowy, nakarmiła kury i kozę. W domu też czekała na nią Opieka. Trwało to każdego dnia bez weekendu, aż wieczorem upadła bez siły na łóżko.
Córka dorastała sama, wychowywana przez matkę, która robiła wszystko, aby dziewczynka niczego nie potrzebowała. Ale Varia nie chciała powtórzyć losu swojej matki.
– Nie zamierzam przez całe życie pracować na farmie-powiedziała przed wyjazdem. – Chcę mieszkać w mieście, być zamożnym, chodzić na obcasach, na koncerty, a nie na dojenie.
– Myślisz, że miasto na Ciebie czeka? matka odpowiedziała z goryczą. – Są tacy jak ty, bez liku! Zostań, skończ szkołę, a potem będzie widać. Może zostaniesz agronomem lub zootechnikiem.
– Nie ma mowy! – odparła Varia. – Jeśli się uczysz, to dla życia w mieście. Nie wrócę. A ty, mamo, nie martw się. Przyjadę na wakacje, a potem zabiorę cię do siebie.
Valentina Egorovna tylko machnęła ręką. Nie zamierzała wychodzić z domu. I nie wierzyłem, że córka coś zrobi w mieście. “Wróci”, pomyślała. “A ona będzie potrzebować domu”.
Matka dobrze znała swoją córkę. Varia była leniwa, w nauce — dwójką. Podczas gdy matka pracowała wcześnie rano, córka budziła się przed obiadem. Valentina zrozumiała, że od dzieciństwa trzeba ją przyzwyczaić do pracy, ale litość zawsze wygrywała. Tak wyrosła rozpieszczona dziewczyna.
Varia pojechała do miasta ze szkolnymi przyjaciółmi-Tatianą Grushiną i Niną Uvarovą. Wstąpili do szkoły handlowej i dostali pokój w akademiku jako obcokrajowcy.
Miesiąc później Varia zdała sobie sprawę, jak dobry był dom z matką. Miasto okazało się ostrzejsze, niż myślała. Ale nie zamierzała wracać: “jeśli innym się uda, ja też mogę” – mówiła do siebie.
Początkowo Varia bała się nawet wyjść sama wieczorem, ale z czasem się uspokoiła. Wieczorami razem z przyjaciółmi chodzili na tańce, na koncerty lokalnych wykonawców. Najczęściej występy odbywały się na otwartych przestrzeniach, a bilety nie były wymagane, aby dostać się do środka — można było po prostu stanąć za płotem.
Pewnego dnia, spacerując w pobliżu stadionu, dziewczyny spotkały Towarzystwo młodych ludzi. To oczywiście nie byli wiejscy faceci-stylowi, w drogich ubraniach, z gitarami w ręku. Młodzi ludzie zauważyli dziewczyny i zaproponowali, że poprowadzą je na teren.
Okazało się, że byli to członkowie studenckiej grupy muzycznej, którzy mieli grać na rozgrzewce przed głównym składem.
W ten sposób Varvara poznała swojego pierwszego mężczyznę — Aleksandra Timofejewa. To z nim zaszła w ciążę i podjęła wówczas szybką decyzję, która wpłynęła na całe jej późniejsze życie. Aborcja była przyczyną niepłodności. Ta myśl do tej pory sprawiała jej ból.
Kiedy miała 20 lat, nie mogła sobie wyobrazić, że pewnego dnia będzie tego żałować. Ale lata minęły, a Barbara nigdy nie poznała radości macierzyństwa.
Anton nigdy jej tego nie zarzucił. Nie chciał dzieci i wcale nie był skłonny do miłości. Barbara zawsze rozumiała: jest wobec niej obojętny. Po prostu czuje się z nią komfortowo. Dopiero niedawno zaczęła w to wątpić.
Barbara spotkała się z Antonim Glińskim, gdy stała się już dorosłą kobietą. Po studiach dostała pracę jako sprzedawca w dużym uniwersum — w tych latach, kiedy deficyt panował na każdym kroku, a prawdziwy towar był wyciągany “spod lady”.
Stopniowo Barbara nawiązała kontakty, nawiązała przydatne kontakty, książka telefoniczna dosłownie spuchła od zapisów. Na początku lat 90. przeniosła się do bazy spożywczej-miejsca, w którym zaczęło się jej nowe życie.
Pierwszy dzień w pracy wstrząsnął nią: magazyny pękały od towarów, a półki były puste w sklepach. Barbara od razu zrozumiała, że można tu zrobić karierę. I nie pomyliłam się.
Bardzo lubiła tę pracę. Nie wyobrażała sobie nawet tylu możliwości. W ciągu kilku lat na bazie Varvara kupiła dwupokojowe mieszkanie i “Zhiguli”. To była jej wymarzona praca.
Oczywiście kierownik magazynu podejmował ryzyko i wielokrotnie łamał prawa, ale w tych trudnych latach, kiedy kraj przechodził ciężki kryzys i stał na skraju rozpadu, prawie nikt nie zauważył takich ludzi jak Barbara.
– Barbaro, kiedy w końcu przestaniesz? Ciągniesz do domu różne rzeczy-bibeloty, szmaty… czy to szczęście? – ubolewała córka Valentina Egorovna, którą Varia mimo wszystko zabrała ze wsi do miasta, wbrew wszelkim trudnościom i zgodnie z obietnicą.
– Mamo, wystarczy. A czym jeszcze jest szczęście, jeśli nie bogactwo? Mogę sobie pozwolić na wszystko, co chcę. A czego nie mogę-na pewno osiągnę! Pomyśl sama: gdyby nie to mieszkanie, gdzie przywiozłabym Cię ze wsi — do mojego Akademika? A do kliniki musiałbyś chodzić trzy mile. A teraz mogę cię podwieźć jak prawdziwą królową samochodem-uśmiechnęła się varia, a matka tylko wzdychała.
– Dla kobiety szczęście to rodzina, dzieci, ukochany mężczyzna. A Ty co? Wkrótce trzydzieści lat, ani rodziny, ani dzieci. Obawiam się, że nie doczekam się wnuków…
Za każdym razem, gdy chodziło o dzieci, Barbara milczała. Matka nie wiedziała, że jej córka przeszła aborcję w młodości, która pozostawiła ją bezpłodną. Myślała po prostu, że Varya nie spotkała jeszcze swojej narzeczonej — tej samej osoby, z której urodzą się dzieci i rozpocznie się prawdziwe życie rodzinne.
Valentina Yegorovna, naiwna i wierząca w czystość córki, nawet nie zdawała sobie sprawy, że Varvara od dawna spotyka się z żonatym dyrektorem fabryki obuwia. Naum Yakovlevich był tym samym człowiekiem, który pomógł Varenka kupić mieszkanie, dał jej samochód i dosłownie nosił go w ramionach.
Szafy barbarzyńcy pękały od modnych ubrań, a buty-ekskluzywne, z Włoch, Francji, a nawet Anglii — zajmowały całe półki. Matka uważała, że córka osiągnęła wszystko sama, ale w rzeczywistości to jej pięćdziesięcioletni kochanek dał jej większość pieniędzy.
Skończyło się to nagłym wyjazdem Nahuma z rodziną do Izraela. Ta wiadomość dla Barbary była ciosem. Od dawna przygotowywał się do emigracji, ale nawet nie dał tego ukochanej, obawiając się, że zostawi go dla kogoś bardziej niezawodnego. W końcu Varia przyzwyczaiła się do bogatego życia, a Nahum doskonale rozumiał, że jest z nim związana bardziej z powodu materialnego komfortu niż z miłości. Gdyby powiedział prawdę, Barbarzyńca natychmiast zniknąłby z jego życia.
Po odejściu Nauma całe poprzednie życie Barbary Semjonovny upadło. Została zwolniona z pracy i pozostała bez źródeł dochodu. Mieszkanie i samochód pozostały, ale bez pieniędzy były prawie bezużyteczne. Musiałem zacząć wszystko od zera.
Ten okrutny zwrot w życiu sprawił, że kobieta zaczęła myśleć. Barbara postanowiła zrezygnować z frywolnego stylu życia. Szok po nagłym odejściu kochanka był dla niej punktem zwrotnym. Przysięgła, że nie będzie już angażować się w związek bez przyszłości.
Teraz Varia chciała wyjść za mąż. Ale nie bez powodu-potrzebował bogatego, opiekuńczego mężczyzny, który byłby w stanie zapewnić jej wygodne życie i nie wymagać od niej dzieci. Najlepiej pasowałby ktoś, kto w ogóle nie chciał mieć potomstwa. Znalezienie takiego nie było łatwe.
Ale najwyraźniej los postanowił zlitować się nad Varvarą Prichepiną. Wkrótce po rozstaniu z Naum poznała trzydziestoletniego Antoniego Michajłowicza Glińskiego.
Barbara nie wiedziała, co dokładnie robił Anton, ale jedno było jasne — miał pieniądze. Po ślubie, kiedy Varia skarżyła się, że została niesprawiedliwie zwolniona, jej mąż po prostu kupił jej sklep. Kobieta była nawet zaskoczona — nie spodziewała się czegoś takiego i nie zamierzała pracować.
Jednak ten sam sklep wkrótce stał się obiektem starć lokalnych haraczy, a punkt sprzedaży został po prostu odebrany. Barbara była zszokowana. Anton tylko wzruszył ramionami i nie okazał smutku. Stopniowo Varia zaczęła rozumieć, że pieniądze męża nie zostały zarobione. Ani umieć je zarabiać,ani kompetentnie nimi zarządzać, nie umiał.
Najprawdopodobniej otrzymał te fundusze albo w drodze dziedziczenia, albo przypadkowo, a może nawet nielegalnie. Barbary nie było innego wyjaśnienia. Anton nie miał krewnych, ani przyjaciół-tylko sąsiad Igor był obecny na weselu ze strony pana młodego, ponieważ nie znaleziono innych kandydatów.
Po ślubie nowożeńcy przeprowadzili się do trzypokojowego mieszkania Antona. Varvara zabrała do siebie matkę-Valentinę Yegorovnę, a jej mąż nie miał nic przeciwko. Varia wynajęła swoje stare mieszkanie, a dom matki w wiosce sprzedała. Zrozumiała, że nie należy liczyć na męża-najwyraźniej nie był nowym hrabią Monte Cristo. Gdy pieniądze się skończą, będziesz musiał zacząć od nowa.
Wtedy Barbara zabrała się do pracy. Po sprzedaży domu we wsi otworzyła małą piekarnię. Chleb szybko się rozchodził, popyt był wysoki. Następnie uruchomiła stoisko z chlebem na targu, a następnie opanowała produkcję francuskich bagietek i rogalików.
Barbarzyńca nie stała się bogata, ale nie znała potrzeby. Nie dbała o duży biznes — wystarczyło, by wystarczyło na spokojne życie. Przynajmniej nawet w przypadku rozwodu mogłaby żyć wygodnie z matką.
Małżonkowie żyli dziwnie-każdy jakby sam. Anton był cichy, zamyślony, czasem nawet ponury. Pieniądze najwyraźniej nie przyniosły mu radości. Z łatwością je wydawał, nie myśląc o jutrze. Rozmowy na tematy duchowe między nimi prawie się nie zdarzały.
Ile razy Barbara pytała, skąd wziął takie środki-Anton albo unikał odpowiedzi, albo był zły. Varia czuła, że na duszy męża spoczywa jakiś ciężki ciężar, ale nie mogła zrozumieć, co go dręczy. Tylko raz, dziesięć lat po ślubie, Anton trochę ujawnił swoją duszę.
Stało się to podczas wakacji w wiejskim domu nad jeziorem. Świętowali rocznicę spotkania. Wrzesień był ciepły, nadeszło Babie lato. Przy kolacji przy ognisku, po kilku kieliszkach wina, mąż zaczął opowiadać:
– Moja rodzinna Wioska też stoi nad wodą, tylko nie nad jeziorem, ale nad rzeką. Wokół-lasy … a jakie tam grzyby jesienią-czapki wielkości dwóch dłoni. Jagody — wszędzie, jakby ktoś specjalnie rozsypał. Jako dziecko Andrei i ja każdego ranka uciekaliśmy do lasu, zbieraliśmy jagody i przekazywaliśmy je do państwowej farmy.
Barbara bała się ruszyć, bała się, że mąż przestanie mówić. Ale kontynuował:
Kochaliśmy się z Andrzejem i łowiliśmy ryby. Czasami zabierali ze sobą Maszę, ale rzadko. Bardziej pomagała matce w domu. Moja mama rano poszła handlować na targ, a gospodarstwo leżało na Maszy.
“Kim są Andrzej i Maria? – myślała Barbara. – Bracia? Dzieci z sąsiedztwa? Czyja matka poszła na targ-Antona czy ci tajemniczy faceci?”Ale milczała, słuchając dalej.
– A kiedy łosoś poszedł na tarło-Coho, różowy łosoś, Ket-było pięknie. Ostrożnie otworzyliśmy rybę, wyciągnęliśmy kawior, umyliśmy i włożyliśmy z powrotem do środka, posypując solą. Rano jedli już świeży kawior.
I pewnego dnia jedziemy z Andrzejem przez most na rowerach, a na spotkanie z niedźwiedziem. Most jest wąski, nie zawrócić. Stoimy, patrzymy na niego, on na nas. Przestraszyłem się na śmierć, zakryłem Andrzeja sobą. Myślałem, że to koniec. A niedźwiedź cofnął się, zszedł z mostu i poszedł do lasu. Dopiero wtedy odetchnęliśmy z ulgą…
Kim są Andrzej i Maria? – co? – spytała cicho Barbara. – To twój brat i siostra?
Tak więc, nie wiedząc, co mówi i nie rozumiejąc, co ujawnia, Anton kontynuował swoją drogę do ujawnienia…
Anton nagle się obudził. Jakby trzeźwy wytrzeźwiec uderzył go w głowę-nagle wyszedł ze stanu wspomnień, zmarszczył brwi i Ostro wypowiedział:
– Idź spać, Barbaro. Nie mam rodziny. Ile można to powtórzyć? Odejdź! A ja jeszcze siedzę-powiedział, ponownie napełniając kieliszek winem.
Varvara Semyonovna była wściekła. Dlaczego mąż trzyma ją w ciemności? W końcu nie jest mu obca, ale żona!
– Ale jak to? Miałeś rodziców, prawda? Nie mógł cię znaleźć ktoś w kapuście? podniosła głos Varia.
– Może i w kapuście. Co cię to obchodzi? Anton wzruszył ramionami.
W rzeczywistości Barbara nie była szczególnie zaniepokojona teściami męża. Po prostu czasami ogarnęła ją ciekawość: co ukrywa Anton? Dlaczego jest zły na pytania o przeszłość? Czasami ta tajemnica nie dawała jej spokoju, a nawet próbowała znaleźć ślady rodziny Glińskich.
Z dokumentów Barbara znała imiona rodziców Antona, dowiedziała się, że urodził się na Sachalinie, tam się uczył, służył w Morflot na Dalekim Wschodzie — a potem wszystko się kończyło. Próbowała znaleźć Glinsky ‘ego, ale wkrótce porzuciła te próby:” Dlaczego miałbym to robić? Mój mąż nie potrzebuje, więc ja też nie. Sama ma dość zmartwień: mama jest chora, ciśnienie skacze, a biznes wymaga uwagi”.
Życie nie stoi w miejscu — porusza się szybko do przodu, szczególnie w drugiej połowie życia. I Barbara zaczęła myśleć o wartości czasu, o tym, co ważne i drugorzędne. Coraz bardziej bolało ją słyszenie śmiechu dzieci, widzenie matek z dziećmi na placu zabaw. Serce kurczyło się z chęci bycia jednym z nich.
Z biegiem lat Varvara nauczyła się doceniać swojego cichego i ponurego męża, zwłaszcza po tym, jak zmarła jej matka — Valentina Egorovna. Ludzie mówią, że człowiek czuje się jak dziecko tak długo, jak żyją jego rodzice. Po ich odejściu życie się zmienia, staje się inne.
Teraz dla Barbary Anton stał się jedyną bliską osobą. U jego boku nie było tak strasznej samotności. Ten wieczny zrzęda i zmarszczony mąż nagle zamienił się w bratnią duszę. A kobieta często żałowała, że nie zostali rodzicami.
W dzisiejszym świecie istnieje wiele możliwości zostania rodzicami. Trzeba było wykorzystać wszelkie szanse. “Dlaczego tego nie zrobiliśmy?”myślała już pięćdziesięcioletnia Barbara. Pewnego dnia zapytała męża:
– Anton, dlaczego nigdy nie rozmawialiśmy o dziecku? O naszym wspólnym dziecku?
– Nie potrzebuję dzieci. Ani wcześniej, ani teraz. Jaki jest ich sens? Tylko troski i ból-wzruszył obojętnie ramionami.
– Co ty mówisz! Dzieci to szczęście! Kiedy widzę szczęśliwe twarze mam na placu zabaw, jestem zazdrosny. Bardzo żałuję, że nie mamy dzieci.
– To tylko jedna strona medalu, kochanie. Dzieci to nie tylko radość. To nieprzespane noce, strach o nie, choroby, rozczarowania. Mogą być niewdzięczni, porzucić cię, zapomnieć … a Ty będziesz sam, ze swoimi łzami. Widziałem to na własne oczy. Wiem o czym mówię.
– Gdzie to widziałeś? – Barbarzyńca się zestresował. Intuicja podpowiadała-oto chwila prawdy.
– Mój brat i siostra to Andrzej i Maria. Zostawili naszą mamę, wyrzucili ją z domu, zapomnieli. A ja byłem poza domem … Posłuchaj-zaczął swoje opowiadanie Antoni Gliński.
Tamara Nikołajewna i Michaił Fiodorowicz Glinscy niezmiernie kochali dzieci, chociaż przez wiele lat sami nie mogli mieć potomstwa. Nie czuli się jednak samotni — pracowali jako nauczyciele matematyki w szkole w małej wiosce. Dzieci zawsze je otaczały: wracały do domu, pomagały w pracach domowych, spędzały czas.
Tamara Nikołajewna miała kozę Zoika, która dawała mleko, w ogrodzie rosły warzywa. Małżonkowie pogodzili się, że nie będą mieli własnych dzieci i żyli dla siebie. Ale nagle, gdy Tamara skończyła czterdzieści lat, wydarzył się cud — zaszła w ciążę.
– Misza, co robić? Wszyscy się śmieją. Powiedzą: wkrótce na emeryturę, a ona chciała rodzić – powiedziała zakłopotana kobieta, zasłaniając policzki dłońmi.
– Oczywiście rodzić! Niech się śmieją — nie jest nam przykro. To szczęście-będziemy mieli dziecko! – odpowiedział mąż.
To było w 1965 roku. W 1966 roku urodził się syn, który został nazwany Antonem na cześć ulubionego pisarza Tamary Nikolajewnej, Antona Pawłowicza Czechowa.
W tamtych latach Urlop macierzyński był krótki — półtora miesiąca przed porodem i tyle samo później. Przez kolejne trzy miesiące można było przebywać w domu bez oszczędzania pensji. Oznacza to, że po czterech i pół miesiącu Tamara wróciła do nauczania, a małego Tosha oddano do żłobka.
Jeszcze większą niespodzianką było to, że cztery lata później 44-latka ponownie zaszła w ciążę. Na świat przyszły bliźniaki-Andrzej i Maria. Czy kobiecie w wieku 45 lat trudno było wychować troje dzieci? Z pewnością trudne. Ale Tamara Nikołajewna radziła sobie.
Dwaj nauczyciele nie mogli dać dzieciom wszystkiego, ale zapewnili im to, czego potrzebowali — miłość, opiekę, edukację. Kiedy dzieci miały jedenaście lat, Tamara została emerytką, ale nadal pracowała w szkole.
Gospodarstwo u Glinskich rozrosło się: oprócz kozy były kury, świnie, owce, gęsi. Zbiory warzyw pozwalały na sprzedaż nadwyżek na rynku, co przynosiło dodatkowy dochód.
Młodsi niechętnie pomagali, ale starszy-Anton-zawsze był niezawodnym wsparciem dla rodziców. Stało się trudniej, gdy został zabrany do wojska, do Morflot. Wrócił, gdy rodzice przekroczyli już sześćdziesiątkę, a bliźniacy ukończyli szkołę i wstąpili do Instytutu Pedagogicznego.
Anton poparł ich decyzję o nauce, pozostał z rodzicami i podjął pracę. Nie myślał o życiu osobistym, dopóki brat i siostra nie otrzymali wykształcenia.
Dwa lata po ukończeniu studiów młody specjalista zmarł ojciec. Tamara Nikołajewna przeżywała stratę ciężko, osłabiona zdrowiem. Wtedy Anton postanowił iść do pracy – trzeba było pieniędzy, aby zbudować dom.
Ocenił: niech dom rodziców trafi do Maszy-prędzej czy później wyjdzie za mąż, a dom stanie się jej posagiem. A on, jako mężczyzna, musi zacząć od nowa.
Z listów siostry Anton dowiedział się o nowościach. Regularnie wysyłał pieniądze, aby Maria była łatwiejsza, a mama niczego nie potrzebowała. Wiedział, że Andriej przeprowadził się do Moskwy — otrzymał posadę w stolicy po wygraniu konkursu “Nauczyciel Roku”, a następnie przeniósł się do Wydziału Edukacji.
Anton był dumny z brata i myślał, jak szczęśliwa jest z tego Mama. Chociaż ona sama już nie widziała dobrze i nie mogła pisać do syna, Masza czytała jej listy na głos i przekazywała matczyne pozdrowienia.
Ale pewnego dnia listy ustały. Maria nie miała kontaktu. Anton nie czekał i natychmiast wrócił do domu. To, czego się nauczył, wstrząsnęło nim do głębi…
Okazało się, że półtora miesiąca wcześniej Maria zaaranżowała matkę w domu dla osób starszych, a sama wyjechała do Andrieja w Moskwie. Anton nie mógł uwierzyć własnym uszom-dopóki nie zobaczył wszystkiego na własne oczy. Tamara Nikołajewna mieszkała w pokoju z trzema innymi kobietami. Widząc syna, rozpłakała się. Anton natychmiast zabrał mamę do domu i pozostał blisko aż do ostatniego dnia jej życia. A o bracie i siostrze już nie wspominał-usunął ich ze swojego życia.
Zabrał matkę na badanie do Moskwy, mając nadzieję, że lekarze pomogą jej odzyskać wzrok, ale wszędzie Tylko rozłożyli ręce. Operacja nie przyniosła rezultatu. Ale Tamara Nikołajewna nadal była zajęta: pomagała dzieciom z sąsiedztwa w matematyce.
Byli uczniowie przyprowadzali swoje dzieci lub wnuki ze słowami:
– Tylko Ty, Tamara Nikolaevna, możesz sobie poradzić! Podciągnij mój Fidget, zacząłem dostawać same dwójki i trójki!
Tamara Nikołajewna nikomu nie odmówiła, a wkrótce nawet najbardziej niepoprawny shalun z dumą pokazał solidną czwórkę, a nawet piątkę. Cieszyła się z ich sukcesów jako dziecko, czując się potrzebna i ważna.
Kobieta nigdy nie mówiła o Marii i Andrieju, ale Anton czasami kazał jej płakać lub zauważył, jak przegląda stare rzeczy dzieci w szafie, przyciska je do piersi i wdycha znajome zapachy. To sprawiało mu nieznośny ból.
Czasami matka pytała:
– Synu, dlaczego nie przedstawisz mnie dziewczynie?
– Jaka dziewczyna, mamo?
– Cóż, spóźniłeś się na ślub. Chcę zrozumieć wnuki, przytulić małe, przycisnąć do serca – westchnęła Tamara Nikołajewna.
– Nie mam dziewczyny, mamusiu. Najwyraźniej nikt mnie nie lubi-odpowiedział syn, ukrywając prawdziwe powody. Nie myślał o ślubie. Ani teraz, ani nigdy. Nie chciałem też mieć dzieci – wystarczył przykład Andrzeja i Maszy. Przede wszystkim nie chciał powtarzać losu rodziców.
Anton miał kobiety – był wysokim, silnym, przyjemnym mężczyzną. Ale nie nawiązał z nimi poważnych relacji, niczego nie obiecał i nie związał się żadnymi zobowiązaniami.
– Nie wierzę ci, synu. Glinsky zawsze był przystojny. Kiedy poznałam twojego ojca, po prostu oszołomiłam się — jaki był przystojny! A twój dziadek, Fiodor, pozostał zdrowy i piękny do starości. Gdyby go wtedy drzewem na drzewostanie nie przygniótł, dożyłby do stu lat-upierała się matka.
– Aż do stu-zaśmiał się Anton.
– Nie mów mi zębów, Antosha. Powiedz prawdę: dlaczego się nie ożenisz?
Ale nie chciał denerwować mamy i pewnie odpowiedział:
– Kim ja jestem? Bez wykształcenia, bez zawodu. Pracuję tam, gdzie muszę. Współczesne dziewczyny potrzebują zamożnych, wykształconych mężczyzn.
Anton już miał wyjść z pokoju, uznając rozmowę za skończoną, gdy nagle matka powiedziała:
– Wcale nie jesteś żebrakiem, synu. Zostały mi klejnoty mojej babci-ukryte od dnia jej śmierci. Nasza rodzina pochodzi z wygnańców. Pochodzę z rodziny kupieckiej, z bardzo zamożnej rodziny. Pochodziliśmy z guberni Orłowskiej. Kochugurova to moje panieńskie nazwisko. Ale twój ojciec jest biedakiem. Jego rodzina przybyła na Sachalin po wojnie z obwodu Penza.
Poznaliśmy się tutaj. Moja rodzina przybyła z Dalekiego Wschodu, a jego z Penzy. Przyjechaliśmy tutaj podczas masowego osadnictwa Sachalinu uwolnionego od Japończyków. Byliśmy młodymi specjalistami, pracowaliśmy w szkole. Tak się poznali, pobrali. Mój ojciec nie wrócił z wojny-zaginął. A Misha był ogólnie jeden-stracił wszystkich krewnych na wojnie. Dobrze nam było z twoim ojcem. Wciąż Tęsknię za nim. Więc synu, wszystko, co mam, to dziedzictwo dla Ciebie i twojego brata i siostry.
Tamara Nikołajewna zamilkła i spojrzała na syna.
– Mamo, Nie wiem, gdzie są. Wiedzą, gdzie jesteśmy, ale nigdy nie przyjechali, nawet nie napisali. Nie chcieli cię widzieć.
Anton opuścił głowę i zakrył twarz rękami.
– Synu, spróbujmy je znaleźć. Poszukamy, znajdziemy w jakikolwiek sposób. Musi być wyjście-prosiła matka.
– Mamo, nie jesteś na nich zła? Zostawili cię. Anton machnął ręką i odwrócił się. Płakał.
– Nie mam złości. Przynajmniej raz w życiu ich przytulić…
Anton obiecał matce, że będzie szukał brata i siostry. I naprawdę szukał. Nawet znalazłem. Tylko nie odważył się powiedzieć o tym mamie.
Andrzej odmówił przyjazdu:
– Dużo pracy, bracie. Odpowiedzialność jest ogromna. Nie masz pojęcia, ile osób mam na czele! Może w przyszłym roku … albo wiosną. Nie wiem-westchnął.
Anton spodziewał się takiej odpowiedzi, ale nadal miał nadzieję: “nagle okoliczności przeszkadzały?”Jednak to, co usłyszał, złamało Ostatnie złudzenia i przestał uważać Andreja za swojego brata.
Pozostała Maria. Ale nawet nie chciała rozmawiać:
– Czy zapłacisz mi za bilet na Sachalin? Bliskie światło! Zapytałeś, jak żyję? Czy mam pieniądze na chleb? krzyczała do telefonu.
Anton powstrzymał się:
– Zapłacę za bilet. Przyjdź, mama na Ciebie czeka. Proszę cię.
Z tymi słowami zarumienił się-mówienie ich było niezwykle trudne. Był gotów przeklinać, uderzyć pięścią w stół, ale ze względu na matkę tolerował.
– Proszę? A Ty kiedyś prosiłeś mnie, żebyś szybko wrócił do domu. A Ty jesteś na zarobkach. Może to przez Ciebie straciłam swoją pierwszą miłość, a teraz sama, z dzieckiem w ramionach! siostra rozpłakała się, najwyraźniej będąc pod wpływem alkoholu.
Anton po cichu odłożył słuchawkę. Jeszcze kilka razy próbował się dogadać, ale Maria płakała, żądała pieniędzy, odmawiała przyjazdu. Oczywiście, gdyby powiedział im o klejnotach i dziedzictwie, przyjechaliby. Ale Anton nie chciał stać się narzędziem własnego interesu.
Marzył, że brat i siostra przyjadą, bo tęsknili, bo kochają mamę. Ale tak się nie stało.
Tamara Nikołajewna odeszła cicho-w nocy, we śnie.
Pół roku później Anton odziedziczył, sprzedał dom i przeniósł się na południe kraju. Kupiłem skromne mieszkanie, dostałem pracę i żyłem bez zbędnych ambicji. Część pieniędzy przeznaczono na zakup domu, resztę przechowywałem – nie przyzwyczaiłem się do dużych kwot.
Nie zamierzał się żenić, tym bardziej nie chciał mieć dzieci. Postanowiłem żyć samotnie. Ale los postanowił inaczej-spotkał Barbarę.
Anton miał trzydzieści pięć lat, Barbara około trzydziestu. Była wolna, bezczelna, zdeterminowana, kochała pieniądze i marzyła o bogatym życiu.
Dlaczego to ona go pociągała – nie rozumiał. Oczywiście wygląd odgrywał rolę, ale nie tylko. Miał mnóstwo piękności. Barbara była wyjątkowa – jednocześnie odpychająca i Manila, irytująca i ekscytująca. Anton zdał sobie sprawę, że nie może oddychać bez tej kobiety.
Barbara postawiła stan surowy i jasny: albo zostają mężem i żoną, albo rozstają się tu i teraz. Anton zgodził się. I nigdy tego nie żałowałem. Setki razy był przekonany, że Varia jest jego przeznaczeniem. Została stworzona dla niego, a on dla niej.
Wspierał jej ambicje, wychodził naprzeciw wszelkim kaprysom. Kiedyś nawet kupił sklep, ale szybko zniknął z ich życia, jakby nie istniał. Gliński niczego jednak nie żałował. Dopiero zbliżając się do swoich 55. urodzin, pomyślał :” czy mógłbym żyć inaczej?»
I dopiero teraz Barbara zaczęła interesować się swoją przeszłością-pytała o krewnych, dzieci. Czasami patrzyła na niego, jakby czegoś chciała, ale wahała się powiedzieć głośno.
Wcześniej wydawało się, że nie potrzebuje dzieci. Teraz Anton przyłapał się na myśleniu: “może mimo wszystko trzeba było mieć dziecko? Wtedy Varya nie patrzyłaby na mnie jak na porzuconego psa”.
Kiedy został zdiagnozowany, myśli wróciły do dzieci. “Jeśli mnie nie będzie, z kim zostanie Barbarzyńca? Komu będzie opowiadać o swoich dniach, z kim napić się porannej kawy? Nie ma nawet do kogo zadzwonić. Może to zwierzę? Przynajmniej ktoś żywy powinien być w pobliżu…”
Mimo własnej choroby Gliński bardziej martwił się o żonę. Prawie nie myślał o sobie. Ale serce kurczyło się z bólu za każdym razem, gdy zobaczyłem jej zamyślone spojrzenie. O czym ona myśli-nie wiedział.
A Barbara myślała, jak uratować męża. Sama była gotowa zostać dawcą, ale nie pasowała. Byli na liście oczekujących, ale Kolejka poruszała się powoli. Można było spróbować pokrewnego przeszczepu, ale Anton nie miał krewnych. A raczej były-ale od dawna zerwały wszystkie więzi. Czy zgodzą się pomóc?
Varvara Semyonovna rzuciła się w myślach jak błędne koło. Nie wiedziałem, co robić, komu wierzyć, gdzie szukać wyjścia.
Anton Michajłowicz Gliński zmarł w listopadzie. Listopad był zimny, śnieżny. Ale Barbara, żegnając się z mężem, nic nie czuła-ani zimna, ani rozpiętego płaszcza, a śnieg już zatyka się pod sukienką i szalikiem.
Długo nie mogła dojść do siebie po stracie. Nawet przez czterdzieści dni nie mogła normalnie pamiętać męża. Nowy Rok spotkałem sam, dużo płakałem, wspominałem przeszłość.
We francuskiej piekarni wszystko szło po swojemu-kierownik Boris Iwanowicz Feldman doskonale radził sobie bez gospodyni. Był starym przyjacielem rodziny, człowiekiem godnym zaufania, a Barbara mu ufała.
Boris też został sam – jego żona Rita odeszła do drugiego kilka lat temu. Być może ta wspólna samotność zbliżyła ich do siebie, a może coś innego. W każdym razie ostatnio zaczęli się często komunikować. Teraz Barbara konsultowała się z nim w każdej sprawie. Nie wiedziałam, jaki był mądry.
– Bory, chcę sprzedać mieszkanie. To przerażające. Wszystko przypomina Antoniego…
— Wspierać. Sprzedawać. To ci pomoże. Zajmiesz się naprawą, przeprowadzką – czas minie, będzie łatwiej.
– Naprawdę?
— Pewny. Sam bym sprzedał swoje mieszkanie i kupił dom. Gdzieś poza miastem.
– Nad jeziorem? Żeby wokół był las?
– Można i nad jeziorem-pomyślał Feldman. – I tak pomogę: i przy przeprowadzce, i przy remoncie. Ja też mam dla Ciebie interes. Poznałem jedną dziewczynę i myślę…
Barbara roześmiała się:
– Stary kozioł, Bory Znowu do ogrodu? Mało Ci Margarity, która Cię okradła i rzuciła?
– Ech, Varenka, co z tego? Co mam zrobić z pieniędzmi, jeśli nie z kobietami? Kochają moje pieniądze, ja je kocham-dlaczego nie cieszymy się nawzajem?
Feldman przytulił dziewczynę i pobiegł w interesach, śmiejąc się radośnie. A Barbara pomyślała: “jaki on wciąż jest samotny. Tak jak ja”.
Barbara zdecydowanie postanowiła sprzedać mieszkanie i kupić dom. W niedzielę obudziłem się z tym zamiarem. Postanowiłem przeprowadzić ogólne sprzątanie, aby pokazać lokal nieruchomości: niech oceni, określi cenę, zajmie się sprzedażą i natychmiast zacznie szukać domu.
Starannie posprzątałem-poruszyłem meble, umyłem podłogi i listwy przypodłogowe. W pokoju, w którym stała zabytkowa sofa, której Anton używał jako części swojej osobistej przestrzeni, ledwo ją odsunęła i zamarła.
Za sofą, na samym dole, w pobliżu listwy przypodłogowej, znajdował się wbudowany sejf. Anton nigdy nie pozwolił mu posprzątać tego pokoju – wszystko sprzątał sam. Wcześniej Barbara nie zwracała uwagi na dziwność męża. “Niech sam ociera kurz w swoim Sanktuarium”.
Teraz pochyliła się i zobaczyła, że klucz wystaje w zamku. “Może specjalnie zostawił? A może po prostu zapomniałeś?”- pomyślała kobieta i pewnie otworzyła drzwi.
Wewnątrz znajdował się list i Starożytny Kobiecy rydyk, wypełniony biżuterią w skrzynkach. Barbara od razu zrozumiała-to cenne rzeczy. Jej pierwsza myśl: “czy naprawdę ukradł?»
Drżącymi rękami Barbara wyciągnęła list. Był do niej adresowany. Napisane drobnym pismem na kilku stronach. Anton pisał w nim o swoim dzieciństwie, rodzinie, o tym, jak dostały się do niego te klejnoty należące do jego prababki.
Kobieta była wściekła: “setki tysięcy dolarów! To wystarczyłoby na operację za granicą, na leczenie … wiedział, że ma coś takiego i po prostu odszedł? Zostawił mnie samą? Ty, Anton!”i płakała.
W liście mąż poprosił o przekazanie części biżuterii Andrzejowi i Marii. Wyjaśnił, że nie mógł wybaczyć krewnym, ale nie mógł też użyć tego, co do nich nie należało. Podano również adresy, w których mieszkał brat i siostra. Okazuje się, że przez całe życie wiedział, gdzie są, obserwował ich, ale nie poszedł do nich.
– Nic nie zabiorę! Niczego nikomu nie oddam! – powiedziała głośno Barbara. – Wszystkie pieniądze pójdą na mnie! Kupię duży dom, psa, samochód i wyjadę w podróż! Zajmij się rodziną, Anton! A ja Nie będę biegał po kraju dla Ciebie!
Ale potem znowu płakała i długo siedziała na podłodze, ponownie czytając list.
Tej nocy Barbara długo nie mogła zasnąć. Rzucała się i obracała, wzdychała, wstawała, chodziła po pokoju. Dopiero przed świtem podjęła decyzję: musimy pojechać do Moskwy i spotkać się z krewnymi męża-bratem i siostrą.
– Boria, cześć. Śpisz? Barbara wybrała numer, gdy zegar wskazywał szóstą rano.
— Cześć. Nie, Nie śpię. Czekam na Twój telefon całą noc-odpowiedział niezadowolony Feldman. – Co się stało?
– Jedź ze mną do Moskwy. Bardzo potrzebne. Boję się sama.
– Warzę, napiję się kawy, wezmę prysznic… a po co Ci do Moskwy?
– Borya, nie mogę wyjaśnić wszystkiego przez telefon. Nie wiem od czego zacząć i co robić-powiedziała szeptem Barbara.
Feldman natychmiast usiadł na łóżku:
— Niech będzie. Już parzę kawę. Zaraz wychodzę.
Borys i Varvara stali przy trzymetrowym ogrodzeniu — nigdy nie widzieli tak wysokiego. Kilka minut później do furtki podszedł strażnik i poinformował:
Pan Gliński jest teraz w Ratuszu. Nie wiadomo, kiedy wróci.
– Mogę się z nim jakoś skontaktować? A może jego małżonek jest w domu? Przyjechaliśmy w bardzo ważnej sprawie. Jestem żoną starszego brata Andrzeja Michajłowicza-powiedziała cicho Barbara.
– Zaczekaj tutaj-powiedział strażnik i uciekł za drzwiami.
Po pewnym czasie Borys i Varvara byli już w przestronnym holu. Gospodyni nie spieszyła się jeszcze z powitaniem gości. Barbara wierciła się na kanapie:
– Borya, może stąd pójdziemy? Siedzimy jak niektórzy błagający.
– Spokojnie, Varia, będziemy cierpliwi. Kiedy przyszliśmy, musimy posłuchać.
Po kolejnych dziesięciu minutach w końcu przyszła pani Irina Wasiljewna-żona Andrzeja. Jej twarz wyraźnie wyrażała irytację:
– Kim jesteście? Szybko, jestem zajęta. I w ogóle sprawy męża mnie nie dotyczą.
– Jestem Varvara Semyonovna Glinskaya, żona Antona Michajłowicza-starszego brata twojego męża.
Andrzej ma brata? Irina była szczerze zaskoczona. — Chwila.
Natychmiast zwerbowała męża:
– Andrzeju, tu kobieta mówi, że jest teściową lub niewiadomą-żoną twojego brata Antoniego. Jest taki?
– Irisha, mam spotkanie! Nie przeszkadzaj! Zapytaj, czego potrzebują i odprowadź. Nie mam czasu na to.
Barbara usłyszała tę rozmowę, gwałtownie podskoczyła i wyrwała telefon z rąk Ireny:
Andrzej Michałowicz Ty draniu! Zapomniałeś, jak Anton uratował Cię przed niedźwiedziem na moście?
Zwróciła słuchawkę oszołomionej kobiecie i nagle wstała:
– Chodźmy, Boris Iwanowicz. Tutaj śmierdzi zdradą.
Dopiero w taksówce Barbara rozpłakała się:
– Biedny mój Antosiu … lepiej być sierotą niż mieć takiego brata jak Andrzej.
Borys przytulił ją i samochód ruszył w nowym kierunku-pod adres, na którym zameldowała się siostra zmarłego Antoniego-Maria Glińska.
Dom, w którym mieszkała Maria, znacznie różnił się od domu Andrzeja. Był to dwukondygnacyjny Barak za obwodnicą. Wydawało się, że zaraz go osiedlą, ale na razie nadal uważano go za mieszkalny.
– Borya, dlaczego tu przyjechałam? Dlaczego nie wydałeś tych pieniędzy na siebie jak normalny człowiek? Po co mi to wszystko? Barbara wspinała się po chwiejnych schodach, waląc się za głupie przedsięwzięcie.
– Dokładnie. Zabrała mnie też ze sobą. Nagle tu są pluskwy? Jedziemy do domu-narzekał Feldman.
— No co Ty, skoro już przyjechałeś-zobaczymy, co tu jest i jak. Musimy spotkać się z Marią, choćby dla własnego spokoju.
Drzwi otworzyła młoda kobieta. Gdy tylko zobaczyła gości, zaczęła sypać przekleństwami i zatrzasnęła drzwi przed nosem Barbary. Nie zdążyła się nawet przedstawić.
W tym momencie otworzyły się sąsiednie drzwi i stamtąd wychyliła się ciekawa starsza pani:
– Do kogo, dzieciaki?
– Szukamy Marii Glińskiej-odparła zdezorientowana Barbara.
– Maszku? Nie ma jej od prawie trzech lat. Jej kochanek zabił ją w walce.
– Co masz na myśli? – nie rozumiem Varia.
– To mam! Żyjesz jak w innym świecie. To-staruszka skinęła głową na mieszkanie-wnuczka Mashkina-Ninka. Tak gorąca jak matka była. Tylko Mashka przynajmniej wychowała córkę, a Ninka straciła dziewczynę. Służby socjalne Varenka została zabrana-Sąsiadka otarła łzę.
– Przepraszam, kim jest dżem?
Staruszka zacisnęła usta:
– A Maszka jest mi winna jeszcze trzy tysiące. Teraz nie ma kogo żądać.
Barbara pospiesznie wyjęła portfel, wręczyła pieniądze:
– Zapłacę. Powiedz wszystko, co wiesz o dżemie.
Emeryt od razu się rozbawił i gestem zaprosił do wejścia:
– Chodźcie, drodzy goście. Powiem Ci wszystko do ostatniego szczegółu. Prawie od dnia, w którym Mashka się tu przeprowadziła.
Okazało się, że Nina, córka Marii, została niedawno pozbawiona praw rodzicielskich. Ojciec dziecka jest nieznany-dziewczynka urodziła się, gdy Nina miała osiemnaście lat. Obie kobiety prowadziły antyspołeczny styl życia, usługi socjalne od dawna ostrzegały Ninę, że mogą zabrać dziecko. Ale dopiero w wieku ośmiu lat dziewczyna po raz pierwszy znalazła się w szkole — wcześniej jej tam nie zabrali. Pewnego dnia dziecko zostało zabrane, a następnie całkowicie pozbawione praw rodzicielskich.
Godzinę później Borys i Varvara już wychodzili na podwórko. W rękach kobiety była kartka z adresem domu dziecka, który natychmiast podyktowała taksówkarzowi.
– Varia, po co ci to wszystko? – co? – spytał zmęczony Borys.
– Wezmę dżem. Załatwię opiekę i zabiorę ją do siebie. Uszczęśliwię ją. Mogę to zrobić.
— Nigdy nie chciałaś mieć dzieci-oburzył się Feldman.
– Borya, nie wkurzaj mnie. Zawsze je kochałam, po prostu nie było okazji.
– W porządku, milczę. Chodźmy-westchnął. – Wiesz, obok fontanny na Czernyszewskim jest dobra szkoła. Tam mój kuzyn pracuje…
Feldman rozmawiał bez przerwy, a Barbara patrzyła przez okno i uśmiechała się. Z powodu szarych chmur wyczołgał się pierwszy promień słońca, potem drugi. Pochmurny dzień zaczynał się rozjaśniać. “Tak właśnie wygląda moje życie” – pomyślała Barbara. Teraz znów pojawiło się w niej słońce. Słońce o imieniu Varia.