– Kto tam szlocha? Stepan, słyszysz? Przy tak niesprzyjającej pogodzie ktoś płacze!
– Prawdopodobnie wycie wiatru, Katusha. Jakie mogą być łzy w taką noc…
Wybiegłam na ganek, nie rzucając chusteczką. Jesienny deszcz spływał po policzkach, a ja wciąż wpatrywałam się w ciemność.
I nagle-znowu ten dźwięk. Nie wiatr, nie. Ludzkie szlochy, takie subtelne, bezbronne.
Przy dolnym stopniu znajdowała się paczka przewiązana starym szalikiem. W środku jest dziecko, chłopiec w wieku około trzech lat.
Oczy szeroko otwarte, ale spojrzenie w pustkę. Nie mrugnął, kiedy przyłożyłem dłoń do jego twarzy.
Stepan wyszedł, cicho podniósł paczkę z dzieckiem i przyniósł ją do środka.
– To jest boskie przeznaczenie – powiedział tylko, stawiając imbryk. — Pozostawić.
Rano udaliśmy się do szpitala powiatowego. Dr Siemion Palych pokręcił głową i westchnął ciężko:
— Niewidomy. Od urodzenia, najwyraźniej. Nie mówi, ale reaguje na Dźwięki. Rozwój … trudno powiedzieć. Katerina Siergiejewna, czy zdajesz sobie sprawę, że takie dzieci w domach dziecka…
– Nie – powiedziałam cicho, ale tak, że lekarz zamilkł. – Nie wiem. I nie chcę być świadomy.
Później sporządzono dokumentację.
Pomogła Nina z rady wiejskiej daleka krewna ze strony matki. Wszystko zorganizowane jako “adopcja”. Nazwali go Ilya-na pamiątkę dziadka Stepana.
Tego dnia rodzina wróciła do domu.
– Jak się mamy? Stepan był zdezorientowany, trzymając dziecko niezdarnie, kiedy otwierałem drzwi.
– Jak damy radę, tak będziemy. Uczymy się-odpowiedziałam, sama nie ufając zbytnio swoim słowom.
Musiałem odejść z pracy w szkole — tymczasowo, jak sądziłem. Ilya wymagała uwagi w każdej chwili.
Nie widział niebezpieczeństwa, nie wiedział, gdzie jest krawędź ganku, gdzie jest piec.
Stepan pracował przy pozyskiwaniu drewna, przychodził wyczerpany, ale każdego wieczoru tworzył coś dla dziecka-drewniane poręcze wzdłuż ścian chaty, kołki z linami w ogrodzie, aby Ilya mogła się poruszać, trzymając wyciągnięty sznur.
– Spójrz, Katerina, on się uśmiecha-Stepan po raz pierwszy po pojawieniu się Ilyi uśmiechnął się sam, pokazując mi, jak dziecko czuje jego dużą, szorstką dłoń.
– On cię rozróżnia-wyszeptałam.
Sąsiedzi podzielili się na dwie grupy. Jedni sympatyzowali, inni potępiali. Pierwsi wysyłali dzieci do pomocy, przynosili mleko, jajka. Drugi szeptał na ławkach:
– Po co im to? Sami zdrowi, mogli urodzić własne.
Mnie to oburzyło, ale Stepan mądrze mówił:
– Nie wiedzą, nie rozumieją. Nie wiedzieliśmy też, dopóki nie pojawił się Ilyushka.
Zimą Ilya zaczął wypowiadać pierwsze słowa. Powoli, niepewnie:
– Ma-ma.
Zamarłem z łyżką owsianki w dłoni. W tej chwili coś się we mnie zmieniło — jak rzeka, która płynęła w jedną stronę, nagle się odwróciła.
Nigdy nie uważałam się za matkę. Nauczycielka, żona, wiejska kobieta – ale nie matka. A teraz…
Wieczorami, kiedy Ilya zasypiała, siedziałem przy piecu i ponownie czytałem stare podręczniki, starając się zrozumieć, jak uczyć niewidomego dziecka.
Odkrycia następowały stopniowo. Prowadziłem go rękami po przedmiotach, nazywając je.
Pozwalała dotykać różnych powierzchni-gładkich, szorstkich, ciepłych, zimnych. Słuchaliśmy odgłosów wioski-kogutów, krów, skrzypienia furtek.
– Nie trać serca-powiedziała Baba Dunya, przynosząc świeże mleko. – Bóg da, wyrośnie. U nich … u niewidomych … słuch jest ostrzejszy, ręce bardziej wrażliwe. Zobacz, jeszcze wszystkich zaskoczy.
— Nie tracę serca-odpowiedziałam. Nikt nie wie. Po prostu go kochamy.
– I już nie-kiwnęła głową stara kobieta, kładąc puszkę na stole. – Miłość-przezwycięży wszystko.
Wiosną Ilya już poruszał się za mną po domu, trzymając fartuch.
Rozróżniał Stepana krokami, wyciągał do niego ręce.
A kiedy dzieci z sąsiedztwa zaczęły przychodzić na nasze podwórko, po raz pierwszy zaśmiał się, słysząc, jak grają w salki.
— Katiusz-Stepan przytulił mnie, obserwując, jak Ilya siedzi na werandzie, słuchając dziecięcych głosów. – Myślę, że to nie my go znaleźliśmy. To On nas znalazł.
Czas mijał. Ilya dorastała, gdy dorastały wszystkie dzieci-szybko. W wieku siedmiu lat znał nasz dom lepiej niż my sami.
Mógł przejść od ganku do stodoły, nigdy nie zbaczając ze ścieżki. Rozróżniałem drzewa w ogrodzie na podstawie tekstury kory. Pomógł mi uporządkować ziemniaki, bezbłędnie identyfikując zepsute bulwy.
– Emanuje innym aromatem-wyjaśnił, odkładając zgniłe warzywo. – A jeśli stukniesz paznokciem, dźwięk jest stłumiony.
Stepan zbudował dla niego całą sieć punktów orientacyjnych — kołki o różnej wysokości na całym podwórku, ścieżki linowe, poręcze.
Szukałam sposobów na nauczenie go czytania.
– Jak opanujesz litery? interesowały się sąsiadki. – Może on tego nie potrzebuje?
Milczałam. W nocy wycinałem litery z lipy — obszerne, z wyraźnymi kątami i wypukłymi krzywiznami. Wbiłem goździki w deski, naciągnąłem drut-okazało się, że ciągi. Choć bardzo małe, kilka słów.
Ilya poruszał palcami po tych domowych symbolach, pamiętając kształt każdej litery.
W dniu, w którym przeczytał swoje pierwsze słowo, Stepan przyniósł z lasu ogromną sosnową deskę.
– Zróbmy stół do zajęć – powiedział, jego oczy świeciły. – Z bokami, aby podręczniki nie spadały.
Urzędnicy dowiedzieli się o naszej Ilyi, gdy skończył osiem lat. Przyjechała Komisja z Powiatowego Wydziału Edukacji-sprawdzić, dlaczego dziecko nie uczęszcza do szkoły.
– Obywatelka Woroncowa-zaczęła pełna kobieta w surowym garniturze – czy zdajesz sobie sprawę, że łamiesz prawo? Dziecko w wieku szkolnym jest zobowiązane do uzyskania wykształcenia.
– On to dostaje – wskazałam na domowy alfabet, zeszyty z przebitymi stronami, gdzie Ilya nauczyła się pisać, naciskając papier.
– Ale nie od profesjonalnych nauczycieli-odparła. – W naszym regionie znajduje się specjalistyczny internat dla niewidomych dzieci. Tam profesjonalna opieka, techniki…
— Nie-poczułam, jak zamarzła mi twarz.
– Pomyśl, obywatelko. Nie jest nawet twoją krewną. Dlaczego cierpisz? Tam lepiej się nim zaopiekuje.
Powoli wstałam z siedzenia.
– Jest nasz. I będzie żył pełnią życia, a nie istnieć.
Wyjechali, ale wiedziałam, że wrócą. Stepan milczał przez dwa dni, a potem zaczął budować nowy pokój w domu.
– Dla Eliasza-powiedział wbijając pierwszy gwóźdź. – Jego osobisty. Do układania podręczników.
Pozwolono mi wrócić do szkoły jako nauczyciel, a w domu pozwolono mi uczyć Ilii. Każdego dnia po zajęciach uczyliśmy się. Chwycił wszystko natychmiast.
Czasami przychodzili też inni nauczyciele, udało się dojść do porozumienia.
– Ekaterina Siergiejewna-powiedział mi kiedyś dyrektor szkoły – czy wiesz, że twój chłopak jest … wyjątkowy?
– Wiem-uśmiechnęłam się.
– Nie, Nie chodzi mi o ślepotę. Ma fenomenalną pamięć. A mowa … skąd wiejskie dziecko ma takie słownictwo?
Czytałam mu co wieczór. Puszkina, Tołstoja, Czechowa. Stepan przynosił książki z biblioteki Okręgowej-pracowała tam Anna Pawłowna, która została naszym obrońcą.
Odkładała dla nas nowości, a kiedy pojawił się pierwszy Magnetofon, zaczęła nagrywać książki na taśmie.
Ilya słuchała, pamiętała, powtarzała. Jego mowa naprawdę różniła się od innych dzieci — spokojna, przemyślana, jakby smakował każde słowo przed wypowiedzeniem.
W wiosce przyzwyczailiśmy się do niego. Dzieci już nie dokuczały, ale biegły w kierunku:
– Iluha, chodź do nas! Opowiedz historię!
Opowiadał im bajki — te, które czytałem i te, które sam skomponowałem.
Siedział na kłodzie w pobliżu, a wokół-wiejski dzieciak, z otwartymi ustami. Nawet dorośli przestali słuchać.
– Wiesz, Stepa – powiedziałam mężowi pewnego wieczoru. – wydaje mi się, że zauważa nas więcej. Tylko inaczej.
– Widzi sercem-skinął głową Stepan. – A my patrzymy oczami, ale nie zawsze widzimy.
Kiedy Ilya skończyła siedemnaście lat, siedzieliśmy z nim na werandzie. Uszyłam koszulę Stepana,
Ilya prowadził palcami po książce, którą dla niego zdobyłem, specjalnie dla niewidomych.
– Mamo-powiedział nagle-chcę pisać. Aby inni też się nie bali.
– Pisać? – ukłułam palec igłą. – Chcesz zostać autorem?
– Tak – odwrócił do mnie twarz. – Chcę opowiedzieć o tych, którzy nie widzą. Ale i tak zauważa świat. O Tobie. O tacie. O wszystkim, co mi dałeś.
Patrzyłem na jego twarz-szczupłą, z wysokimi kośćmi policzkowymi, tak przypominającą twarz Stepana, chociaż nie byli związani więzami krwi. Mój syn. Nasz syn.
– Będę za tobą nagrywać – powiedziałam ściskając jego rękę. – Każde słowo.
Rok 2025. Za oknem wiosna jest hałaśliwa, dźwięczna, z krzykami gawronów i zapachem rozmrożonej ziemi.
Siedzę na wiklinowym krześle na tarasie naszego nowego domu. Przestronny, jasny, z szerokimi korytarzami i brakiem progów. Dom, który Ilya wzniósł dla nas za tantiemy ze swoich dzieł.
– Mamo, herbata się ochładza-Ilya stawia przede mną nową filiżankę. Czterdzieści siedem lat, a ruchy są równie schludne, sprawdzone.
Dopiero teraz porusza się nie tylko w domu — na całym świecie.
– Zamyśliłem się-uśmiecham się, biorąc filiżankę. – Pamiętam, jak zaczynaliśmy.
Stepan wychodzi z ogrodu, opierając się o laskę. Lata nie oszczędziły mu mocnego grzbietu-przeciągał za dużo drewna, za dużo desek.
– O czym rozmawiacie? – co? – pyta siadając obok.
– O przeszłości-odpowiada Ilya i śmieje się. – Mama znów we wspomnieniach.
— Ona jest marzycielką-Stepan bierze moją rękę. Jego dłoń jest nadal szorstka, choć pokryta starczymi Plamami.
Patrzę na nich-dwóch najważniejszych mężczyzn w moim życiu-i nie mogę uwierzyć, ile się wydarzyło przez lata.
Po tej rozmowie na werandzie Ilya zaczęła dyktować mi historie. Najpierw niepewnie, potem coraz odważniej.
Zapisałam każde słowo w grubym zeszycie. Kiedy pojawiły się komputery osobiste, wraz z nim opanowaliśmy tę technikę.
Anna Pawłowna z biblioteki pomogła nawiązać kontakt z redakcją Wydawnictwa Literackiego.
Pierwsze opowiadanie Ilyi zostało opublikowane w 2000 roku. “Słuchający świata” to opowieść o chłopcu, który odróżniał ludzi od dźwięku ich kroków. Potem ukazała się powieść, Powieść, zbiór.
Twórczość Ilyi jest wyjątkowa. Opowiada o ludziach, którzy postrzegają rzeczywistość w inny sposób. O głosach, dźwiękach, dotyku.
O świetle, które można wyczuć przez skórę. O pamięci, która jest potężniejsza niż wzrok.
Teraz ma własne studio w dużym domu-z komputerem, który wypowiada wszystko, co pojawia się na monitorze. Z programami do rozpoznawania mowy, które rejestrują jego wypowiedzi.
Innowacje technologiczne zmieniły życie takich jak on. Ale Ilya twierdzi, że główna transformacja nie nastąpiła dzięki sprzętowi.
– Ludzie zaczęli słyszeć-wyjaśnia dziennikarzom, którzy przyjeżdżają na wywiady. – Nauczyliśmy się słuchać tych, którzy są inni.
Stepan aktywuje Radio-stare urządzenie, które trzymamy jak świątynię.
– Znowu o naszym przekażą-mówi z dumą.
Ilya marszczy brwi:
– Tato, wyłącz to. Żenujące jest słuchanie o sobie.
– A ja uwielbiam-mówi uparcie Stepan. – Pamiętasz, Katerina, jak po raz pierwszy powiedział “mama”?
Uśmiecham się.
– A jak zapomnieć … wtedy płakałam jak Ostatnia głupia.
Radio opowiada o nowej powieści Ilyi Woroncowa, która stała się znaczącym wydarzeniem w literaturze. O jego małej fundacji charytatywnej dla niewidomych dzieci.
O tym, jak zmienił się stosunek społeczeństwa do ludzi z osobliwościami wzroku.
Pukają do drzwi — dostarczyli nowe urządzenie do studia Ilyushina. Syn idzie otworzyć-pewnie, nie dotykając ścian. W domu, który jest dla niego stworzony, nie potrzebuje przewodników. – Wyobraź sobie-wraca, promieniejąc-zostałem zaproszony do Fundacji “ludzie światła”! Chcą, żebym został ich przedstawicielem.
– Pójdziesz? – interesuje się Stepan.
— Nie wiem-Ilya znajduje się między nami. – Tylko jeśli będziesz ze mną. Nigdzie nie jestem bez ciebie.
Siedzimy we trójkę na tarasie, słuchając wiosny. Obserwuję mojego syna-wysokiego wzrostu, dostojnego mężczyzny ze szlachetnymi siwymi włosami na skroniach.
Za mężem-starszym, ale wciąż tak niezawodnym. I rozmyślam o tym deszczu, o tym krzyku w nocy.
Zawsze wierzyłem, że daliśmy Ilyi życie. Ale z wiekiem zdałem sobie sprawę — dał nam ją. Wypełniony znaczeniem, światłem, którego nie widzimy, ale czujemy każdego dnia. Nauczył mnie zauważać to, czego inni tęsknią. Słyszeć sercem.
Gdyby ta październikowa noc znów się wydarzyła, pobiegłabym ponownie na werandę. Boso, w deszczu. I znowu powiedziałabym: tak. Tak, ten los. Tak dla tego syna. Tak, to życie, które okazało się o wiele bogatsze, niż mogłam sobie wyobrazić.
– Mamo, o czym myślisz? – Ilya dotyka mojej ręki.
— O tym, że jesteś najlepszą rzeczą, jaka nam się przydarzyła-mówię po prostu.
— Nie-kręci głową i uśmiecha się tym wyjątkowym uśmiechem, który znam od wielu lat. – Najlepsze, co się stało, to my. Wszyscy jesteśmy razem.
– Och, synu, a tam twoja żona i córka idą! Spotkajmy ich.
A teraz chcesz wiedzieć, jak Ilya postrzegała to wszystko? Spójrzmy na historię z jego perspektywy.
Mój świat zawsze był osobliwy. Nie “ciemny” – jak wielu uważa. Po prostu innym, pełnym dźwięków, zapachów, dotyku.
Pierwsze wspomnienia to ciepło rąk mamy. Jej głos, brzęczący jak wiosenny strumień. Szorstkie palce ojca, wydzielające zapach żywicy i drewna.
Nie wiem, kiedy zdałem sobie sprawę, że nie widzę — ponieważ nigdy nie widziałem inaczej. Miałem pięć lat, kiedy po raz pierwszy się o to zapytałem.
– Mamo, dlaczego nie widzę jak inni?
Zamarła. Słyszałem, jak jej oddech drży. Potem wzięła moje ręce i położyła je na twarzy. – Widzisz inaczej, Ilyusha. Rękami, uszami, sercem. Oczy to tylko jedna metoda. Ty masz innych.
Tego dnia zaprowadziła mnie do ogrodu i pozwoliła dotknąć każdego drzewa, każdego krzewu. “Zapamiętaj ich głosy” – mówiła. – “Brzoza hałasuje inaczej niż osika. Jabłoń pachnie inaczej niż wiśnia.»
Świat był dla mnie symfonią dźwięków. Skrzypienie desek podłogowych w domu, z którego wiedziałem, gdzie jestem. Dzwonienie naczyń w kuchni. Szelest stron, gdy mama czytała mi wieczorami.
Kiedy miałem sześć lat, chłopak z sąsiedztwa Vovka zapytał: “jak widzisz sny?”Długo zastanawiałem się, jak to wyjaśnić. – W moich snach szybuję. Dotykam wierzchołków drzew. Słyszę hałas każdego liścia.
– Ale jakiego koloru? – nie cofał się.
– Kolory … brzmią-powiedziałem wtedy. – Żółty dzwoni jak dzwonek. Czerwony brzęczy jak trąbka.
Vovka zamilkł. A potem złapał mnie za rękę:
– Chodźmy! Pokażę Ci coś!
Zaprowadził mnie nad rzekę. Nabierał wodę dłońmi i pozwolił mi dotknąć.
– Taki niebieski-powiedział. – Jak zimna woda.
Tak zaczęła się nasza przyjaźń. I moje poznanie kolorów poprzez dotyk, Dźwięki, temperaturę. Kiedy nadszedł czas na naukę, mama stworzyła dla mnie cały świat wypukłych liter. Godzinami jeździłem palcami po szorstkich deskach, zapamiętując kształty. Alfabet opanowałem w tydzień. Czytanie otworzyło mi nowy wszechświat.
– Jak tak szybko zapamiętujesz? – co? – dziwiła się mama.
Nie wiedziałem, jak to wyjaśnić. Dla mnie każda litera miała swój charakter, swój głos. A słowa układały się w melodie, których nie mogłem zapomnieć. W wieku ośmiu lat przybyli ludzie, którzy chcieli mnie zabrać. Stałem za drzwiami, słuchając, jak mama się z nimi kłóci. “On jest nasz”, powiedziała tak, że nawet ja miałem gęsią skórkę na plecach. – “I będzie mieszkał tylko z nami.»
Wtedy po raz pierwszy zdałem sobie sprawę – nie widzieć na tym świecie oznacza być zagrożonym. Możesz zostać zabrany, oddzielony, ukryty przed innymi. I zdałem sobie sprawę, że mam obrońców. Mój ojciec zbudował mi pokój. Pomagałem mu, podawałem gwoździe, trzymałem deski. Nigdy nie powiedział “ostrożnie ” ani” nie dotykaj ” – po prostu powiedział, Jak to zrobić:
– Trzymaj mocno młotek. Uderz dokładnie, bez strachu.
W wieku dwunastu lat zacząłem opowiadać historie. Po pierwsze-opowiadał to, co czytała mi mama. Potem zaczął wymyślać własne. – Skąd bierzesz te historie? – co? – pytali chłopacy ze wsi, gromadząc się wokół mnie.
— Z powietrza — zaśmiałem się.
W rzeczywistości historie rodziły się z dźwięków. Skrzypienie drzwi zamieniło się w początek przygody.
Szum deszczu – w marszu. Szum Maszyny do szycia mojej mamy zamienił się w moją wyobraźnię w mierzony trzask kół pociągu.
Praktycznie fizycznie postrzegałem, jak obsada zabiera postać coraz dalej ze znanych miejsc-tam, gdzie czekają na nią nowe terytoria i nieznane wyzwania.
W wieku siedemnastu lat ogarnęło mnie zrozumienie — moje narracje nie powinny rozpływać się w powietrzu.
Szukali papieru, domagali się istnienia poza moim głosem. Chciałem ujawnić ludziom, jak czuje się świat ten, kto nigdy go nie widział. – Ty dyktuj, a ja napiszę-powiedziała po prostu mama, gdy potykając się z podniecenia podzieliłem się z nią moim marzeniem. Nie było wątpliwości co do jej intonacji, jakby długo czekała na ten moment.
Nagrywała pod moim dyktando. Każdego dnia, po zajęciach w szkole, siadała obok notatnika. Słyszałem skrzypienie jej rączki, szelest arkuszy. To był nasz sekret, nasz rytuał przejścia. Pierwsza historia została wydrukowana, gdy miałem dwadzieścia dwa lata. Pamiętam, jak ojciec czytał to na głos-opublikowane w czasopiśmie, prawdziwe. Jego głos drżał z dumy.
Otaczająca mnie rzeczywistość zmieniła się wokół mnie. Pojawiły się komputery, programy mówiące, e-booki. Uczyłem się nowych technologii, odkrywałem możliwości, o których nie mogłem marzyć jako dziecko. W wieku trzydziestu lat spotkałem Marinę-redaktorkę wydawnictwa, która przybyła negocjować nową książkę.
Chodziła po naszym podwórku, a ja od razu wyróżniłem jej kroki spośród innych dźwięków — lekkie, ale pewne siebie, ze szczególnym rytmem, jakby nie chodziła, ale tańczyła po samej krawędzi ziemi.
A głos … przeplatały się w nim nuty, które uderzały we mnie głęboko — jak struna, która brzmiała zgodnie z biciem serca.
– Przyznaj się-powiedziała przeglądając rękopis mojej nowej książki. – jaki jest twój sekret? Twoje opisy są tak … namacalne. Dosłownie czuję wszystko, o czym piszesz.
– Wyobrażam sobie świat poprzez inne zmysły-odpowiedziałem.
Rok później pobraliśmy się. Po dwóch kolejnych urodziła się nasza córka Anya-z oczami jak Marina (tak mówi mama) i długimi palcami jak ja (wiem to już w dotyku).
Z każdą nową książką przychodziło uznanie.
Wywiady, podróże, spotkania z czytelnikami. Założyłem fundację wspierania niewidomych dzieci. Wraz z Marina stworzyliśmy małe studio – naszą własną wyspę, na której ożywają książki.
Zbudowali dom-nie tylko ściany i dach, ale przedłużenie nas samych, z pokojami, które wydają się oddychać w rytm mieszkańców. W ogrodzie, w którym znam każdy krzew po zapachu, teraz odpoczywają rodzice, których ręce zasłużyły na ten spokój.
U progu czterdziestu siedmiu patrzę wstecz i czuję się jak zbieracz skarbów — których nie można kupić-przychodzą tylko przez Przeznaczenie, przez spotkania, przez pokonanie.
Nie wizja — ale możliwość postrzegania świata w sposób wielowarstwowy, obszerny. Nie zwykłe dzieciństwo — ale dzieciństwo pełne miłości dwojga ludzi, którzy nigdy nie sprawili, że poczułem się”inny”. Ludzie często współczują niewidomym. Pytają: “jak sobie radzisz?”Zawsze odpowiadam:” dlaczego miałbym tego nie robić?»
Mój świat jest pełen kolorów – po prostu brzmią, pachną, mają teksturę. Mój świat jest pełen twarzy – po prostu widzę je opuszkami palców.
Nie straciłem wzroku-znalazłem inne sposoby postrzegania rzeczywistości.
Znalazłem też rodziców, którzy nauczyli mnie najważniejszej rzeczy: ślepota nie jest przeszkodą. Przeszkodą jest strach. A miłość jest silniejsza niż wszystkie przeszkody. Tutaj, na tarasie, między dwoma najbardziej rodzimymi oddechami, wśród przeplatających się głosów wiosennego ogrodu, czasami ogarnia mnie dziwne uczucie-jakbym widział świat jaśniejszy niż wielu widzących, ponieważ nauczyłem się rozróżniać istotę rzeczy, usuwając łuski przypadkowości z ziaren autentycznych.
A jeśli zapytasz mnie: “Czy chciałbyś zobaczyć, jak się mają wszyscy?”Odpowiem:” a kto powiedział, że widzę mniej?»
