Właścicielka restauracji wezwała żebraka staruszka na imprezę sylwestrową. Nie myślałam co dalej

– Anna Siergiejewna, kochanie, nasi przeprowadzki tak się spieprzyli! – część administrator. – Och, przepraszam, że nie pukam! U nas, sami wiecie … – zamilkła na chwilę, żeby odetchnąć i otrzeć z czoła duże krople potu. – Co zrobimy? Dwie skrzynie szampana zostały rozbite na kawałki! Francja! Ech … a ile nas to kosztowało, nawet nie chcę mówić.

– Nie rób tego. Powiedz po wakacjach.

Dziewczyna przy stole dyrektora nie wykazała podniecenia.

– A co, szampana w tym mieście i nie ma gdzie wziąć więcej? Zamów gdzieś brakujące szuflady … i możesz nie oszczędzać.

Admin beznadziejnie machnął ręką:

– W Sylwestra? Tak, teraz nawet z supermarketów sieciowych wszystko zostało oczyszczone! Z zapasem, żeby do końca wakacji wystarczyło! Anna Siergiejewna, wiesz…

Dyrektorka uparcie kręciła złotymi lokami.

– Znowu Siergiejewna? Ludmiła, dlaczego mnie tak nienawidzisz? Ile razy powtarzam, dla Ciebie Jestem Anną, po prostu Anną! A co do szampana……….. no proszę wysłać kogoś z półfabrykatów, niech będzie jak na zakupy, może w magazynach jeszcze zostało……….. I przestań się denerwować, wyczerpujesz tylko siebie i innych. Do nowego roku zostało … – dziewczyna spojrzała na zegarek i uśmiechnęła się marzycielsko i zdystansowana. Bransoletka-cienka, błyszcząca tym szczególnym, delikatnym blaskiem, który wyróżnia naprawdę drogie rzeczy, została wykonana w postaci winorośli owijającej się wokół nadgarstka. Bez wulgarnej jasności. Żadnych malowanych szklanek. Znakomita prostota.

– Nie umówiłeś się-przypomniała administrator. – Zacząłeś i…

– Co? Anna jakby się obudziła. Przesunęła palcem po zegarku, uśmiechnęła się. Do Nowego Roku zostało sześć godzin i chcę, żeby wszystko poszło idealnie. A teraz muszę załatwić kilka spraw. Nie będzie mnie do dziesięciu godzin.

– To jest restauracja! – o mało nie błagała Ludmiła, ale dziewczyna już jej nie słuchała. Szybko sprawdziłam zawartość torebki, podbiegłam do lustra, ubiłam dłońmi fryzurę.

– Przecież trzeba jeszcze wydać rozkazy szefowi! Barmanom! A Sala? Nie zatwierdziłeś jeszcze projektu sali! Kwiaciarnie czekają na Ciebie! Anno!

– Ludochko, poradzisz sobie ze wszystkim doskonale beze mnie-uśmiechnęła się dziewczyna. – A ja mam dziś tak mało czasu…

– A muzycy? Już tu są!

– Wspaniały. Zaoferuj im na razie posiłki przed pracą.

– Nie możesz! Upijają się, a potem jaka jest ich praca…

– Widzisz, Ludmiła-ręka Anny, zaciśnięta w jedwabnej rękawiczce, czule dotknęła policzka kierownika. – Wiesz wszystko lepiej ode mnie. Jak mogę ci pomóc? Tylko nie plątać się pod stopami.

A dziewczyna pospiesznie rzuciła na siebie futro, wyszła z gabinetu.

Ludmiła patrzyła za nią, czując, jak w duszy wznosi się burza, składająca się z oburzenia, protekcjonalności i przerażenia.

– Nie dam rady! – mruknęła. – W życiu nie dam rady…

Powoli podeszła do lustra, które zaledwie minutę temu miało Annę ze wszystkimi uśmiechami, grzywą loków, słodkimi pochlebstwami i subtelnym zapachem perfum.

Tym razem lustro odzwierciedlało zbladłą, bardzo zdezorientowaną twarz kobiety po czterdziestce. Jednak ta osoba miała zdecydowany, a nawet uparty wygląd.

– Tak-rozkazała sobie Ludmiła – a teraz się uspokoili! I nie poradziła sobie z tym.

Nie okłamała siebie. W życiu było wszystko. Och, wszystko! I dwoje dzieci, które musiały zostać podniesione bez męża, ponieważ palił się w łaźni po pijackiej ławce. I drugi mąż, który przywiózł do nich troje dzieci z pierwszego małżeństwa, a potem wyjechał do pracy gdzieś w tajdze, i tam został, o czym poinformował w krótkim liście. Co to za list? Notka jakaś! Nieprzyzwoitym pismem na skrawku papieru: “nie wrócę, pokochałem inny. Nie zostawiaj dzieci!».

Nie zrezygnowała. Wychowała się jak rodzina i nie zapomniała o swoich. Wychowała wszystkich, nauczyła się, uczyniła ludźmi. I nie żeby ktoś szczególnie chciał jej w tym pomóc. Ona nawet, to był taki trudny czas, w taksówce pracowała w nocy. Dzieci położy i na zmianę! Zdj! Teraz sobie poradzi. Co to jest jedna restauracja? To nie ty wychowujesz pięć dzieci.

Wybuchła i natychmiast zgasła złość na upartą dyrektorkę. Cóż za dyrektor, nie rozśmieszaj moich kapci! Dwudziestolatka, co wie o życiu? Chciałaby organizować wszystkie imprezy, imprezy firmowe … lubi zabawę, a kto jej nie lubi? Zwłaszcza w wieku dwudziestu lat.

I ogólnie jest niezłą dziewczyną. Po prostu jest za wcześnie na kapitana, najpierw musisz być jak marynarz.

Jej rodzice to inna sprawa! Ale tutaj czekaliśmy, aż dziewczyna dorosła i przekazała jej sprawy. I sami-poza miastem, hodować róże. Ojciec Anny, Siergiej Nikitich, osobiście poprosił Ludmiłę o pomoc dziewczynie we wszystkim.

– Dziewczynie-powiedział wtedy – a nawet ładnej i z pieniędzmi, czy to długo? jeszcze skontaktuje się, nie daj Boże, ze złą firmą, co wtedy zrobić? Niech będzie lepiej w biznesie. Mniej czasu na bzdury. A Ty, Ludmiła, pomóż jej, powiedz jej, czego potrzebujesz.

Siergiej Nikitich rozumował na swój sposób rozsądnie, Ludmiła to przyznała. Sama nauczyła dzieci pracy i wierzyła, że bezczynność i bezczynne życie są źródłem wielkiego zła.

Ale jeden mądry Tata Seryozha nie wziął pod uwagę: jest za wcześnie, aby postawić Annę na czele, nie ma żadnego doświadczenia. Pracowałaby pod ojcowskim początkiem roku dwa, potarła się, złapała szyszki i zwycięstwa, a tam można pływać swobodnie … teraz z nią zadzieraj. EH, co za próżno mówić! Może Ludmiła nie zadzierałaby z rozpieszczoną dziewczyną, gdyby…

Kierownik wygładził włosy, wyszedł z gabinetu i stanowczym krokiem skierował się do kuchni: szef kuchni czekał na Ostatnie wskazówki.

Anna pobiegła do swojego samochodu, ciesząc się, że tak zręcznie udało jej się zepchnąć nudne dzisiejsze sprawy na Ludmiłę i wstydząc się, że Spychała.

Kierownik był złotem jako pracownik, ale Anna w jej obecności zawsze tak się czuła, na pewno jest pięcioklasistką, która postanowiła chodzić do szkoły na wycieczkę do kina. Biegnie taka kupić bilety, wszystko w oczekiwaniu na ciekawy film, a tuż za rogiem wychodzi na nią surowy dyrektor. “Sidorowa Dlaczego nie w szkole? Dzisiaj masz kontrolę nad geometrią!».

Więc Ludmiła jest taka sama. Chce wezwać wszystko do porządku, naciska na sumienie. Chociaż Anna nie wydaje się głupia. Czy tata dałby głupiemu restaurację?

Cienka bransoletka na dłoni złapała i natychmiast odbiła światło latarni ulicznej. Dziewczyna uśmiechnęła się, wsiadając do samochodu i znów podziwiała swój zegarek.

Prezent Romeo … to imię brzmiało tak romantycznie, jak w sztuce o kochankach.

A jeśli do tej nazwy dołączony jest również wysoki wzrost, idealnie narysowane mięśnie i kuszący, lekko bezczelny uśmiech w kącikach ust? A także niski głos i lekki włoski akcent, który sprawia, że gęsia skórka spływa po ciele?

– Wiosną pojedziemy do mnie-obiecał. – Musisz zaplanować przynajmniej kilka tygodni odpoczynku. Zostawisz Ludmiłę zamiast siebie, a my odejdziemy.

– Dokąd? Anna pytała, żeby o coś zapytać. Z Romeo zgodziła się jechać gdziekolwiek, i to nie przez kilka tygodni, ale na całe życie…

– Pokażę Ci prawdziwe Włochy. Nie widziałaś takiego. Mam winiarnię na południu, przejedź się Incognito po moich winnicach. Pojedziemy z Tobą samochodem, zatrzymamy się w wioskach, wypijemy młode wino, spojrzymy, jak słońce płonie o zachodzie słońca. Tyle wina i słońca, kochanie! A potem zabiorę cię do Wenecji. Mam tam Palazzo! Kiedyś był to Palazzo mojego dziadka, potem ojca, a teraz jest mój. Witraże wykonane są z czystego kryształu, a schody z różowego marmuru.

– Więc okazuje się, że kocham bogatego Pinokia? śmiała się dziewczyna.

– Nie jestem Pinokio, co Ty – uśmiechnął się smutno Romeo. – To tylko w bajkach Pinokio może być bogaty, a w życiu jestem tatą Carlo, który cały czas pracuje, pracuje, pracuje…ale i tak mam więcej szczęścia niż on. Tata Carlo nie miał ukochanej, a ja mam moją Annę.

Do tej pory, pamiętając te słowa, Dziewczyna słodko zamknęła oczy i wydawało się, że szczęście spowija ją od stóp do głów, jak długi płaszcz z weneckiego karnawału.

Z przyjemnością usiadłaby w ten sposób, nie ruszając się, zamykając oczy, wygrzewając się w tym cudownym poczuciu miłości i wdzięczności.

“Szkoda, że nie można tego zrobić” – westchnęła Anna, ruszając z miejsca. Na tylnym siedzeniu leżała Ogromna jaskrawoczerwona torba przewiązana kokardką-prezenty dla dzieci ze schroniska. Dziś trzeba było mieć czas, aby wpaść do schroniska, przekazać prezenty.

Kolejny worek, nawet większy, leżał w bagażniku. Były to prezenty dla mieszkańców domu opieki.

Po zostaniu właścicielką restauracji Anna chętnie zaangażowała się w działalność charytatywną. Dorastając w trosce i dostatku, szczerze żałowała tych, których los pozbawił obu. A odkąd poznała Romeo…

– Nie narzekam na życie – wyznała ukochanemu. – Mam wszystko: kochających rodziców, potrzeby i ubóstwo, których nigdy nie znałam. A teraz także miłość…

– Czy to źle? – co? – zdziwił się.

Anna pokręciła głową.

– Nie, oczywiście, że nie. Ale teraz, kiedy jestem taka szczęśliwa, chcę uszczęśliwić wszystkich! Wiem, że to niemożliwe, ale choć trochę poprawić życie innych-to przecież możemy.

Romeo poważnie spojrzał na dziewczynę i nagle uśmiechnął się.

– Jak dobrze powiedziałaś, kochanie! A poza tym dobroczynność nie podlega opodatkowaniu! Genialnie wymyśliłeś: inni będą dla ciebie korzystni.

Z jakiegoś powodu Anna poczuła się urażona, jakby jej ukochana nie rozumiała jej, ale uważała, że używa organizacji charytatywnej jako innego sposobu oszczędzania pieniędzy.

“On jest Włochem” – uspokoiła się – “myślą zupełnie inaczej, nie tak jak my”. Pomogło, ale Anna zaczęła pomagać również schroniskom i domom opieki, nie oficjalnie, jakby chciała udowodnić sobie, że dla niej, która dorastała w Rosji, na pewno nie chodzi o podatki.

W sierocińcu przekonano ją, by została i pogratulowała dzieciom osobiście, ale dziewczyna odmówiła. Trzeba było spieszyć się do domu opieki.

A Romeo miał już iść do restauracji i udało mu się wysłać co najmniej sto entuzjastycznych SMS-ów na telefon.

“Wkrótce się spotkamy, kochanie. Jak bardzo za tobą tęsknię!”, napisał w ostatniej wiadomości.

Za każdym razem, gdy usłyszała krótki sygnał o otrzymanym SMS-ie, dziewczyna uśmiechała się. A ponieważ wiadomości przychodziły non-stop, uśmiech nie zszedł z twarzy. W snach była już w swojej restauracji, obok ukochanej … cieszyła się nadejściem nowego roku.

– Śmieje się, śmieje, a ludzie nie mają co jeść! nagle usłyszała za skądś z boku. Z zaskoczenia upuściła telefon, a gdy tylko pochyliła się za nim, natychmiast dostała niezbyt silny, ale raczej nieprzyjemny szturchnięcie w kostkę.

Puszysty beżowy but miał teraz brudny szary nadruk.

Dziewczyna wyprostowała się i szukała oczami sprawcy. Ale kogo tam rozróżniasz w pośpiesznym noworocznym tłumie? Nikt nie patrzył na nią z złośliwym uśmiechem, nikt nie czekał.

Za co? Ona jest…

– Nie denerwuj się-powiedział miękki męski głos za jej plecami.

Anna obejrzała się.

Metr od niej stał biedny staruszek. W dłoni trzymał kapelusz, w który niektórzy przechodnie rzucali drobiazgiem.

– Ludzie są zazdrośni, dziewczyno-wyjaśnił beztrosko. – Widzą przed sobą młodą piękność, która…

Rozproszył się na chwilę, by podziękować kolejnemu przechodniowi, który włożył do kapelusza kilka małych monet.

– Młoda piękność, która uśmiecha się tak szczęśliwie. Niektórzy przy tym wspominają swoje problemy i zaczynają myśleć, że życie potraktowało ich niesprawiedliwie … Dziękuję-uśmiechnął się do nowego dobroczyńcy.

Anna spojrzała w zamyśleniu na starca, a on poczuł jej spojrzenie i uśmiechnął się. W kapeluszu leżała garść drobiazgów i kilka papierowych banknotów zwiniętych w tubę.

“Tylko sto rubli może zyskać” – szybko oszacowała. Ale wakacje…

– Dziadku-zdecydowała. – a chcesz, przyjdź dziś do … – Anna szybko znalazła w kieszeni wizytówkę restauracji i wręczyła ją staruszkowi. – Tutaj. Powiem ci, że będziesz smacznie nakarmiony na zapleczu. Nie mogę wejść na salę, przepraszam. Tam będą Goście…ale za to zjesz i weźmiesz ze sobą smacznego!

– Dziękuję-z godnością podziękował żebrak. – Na pewno będę.

– No to świetnie! – już spieszyła się do samochodu. Na ulicy zaczęła się śnieżyca i nie chciałem stać pod śniegiem. Mimo wszystko zimny mamy klimat … nic, na wiosnę wyjedzie z Romeo do Włoch! Zastanawiam się, czy ich podróż będzie ślubem, czy tylko wakacjami?

Z jednej strony nie rozmawiali jeszcze o ślubie. Ale z drugiej strony Romeo już kilkakrotnie sugerował, że na dzisiejszy wieczór przygotował ukochanemu wyjątkowy prezent.

Starzec spojrzał na odjeżdżający samochód i powoli, szarpiąc się lekkimi, nietypowymi butami, wędrował do siebie.

Wstyd…och, jak wstyd było z tej dobroci nieznanej mu dziewczyny! Czy to przyzwoite, aby starszy człowiek przyjął pomoc od dziewczyny, która jest dla niego dobra jako wnuczka? Wcześniej sam pomagał innym … wcześniej…

Anna już się spieszyła. Duże miasta nigdy nie śpią, aw Sylwestra liczba samochodów na ulicach wydaje się podwoić! A jeśli utknie w korku i będzie siedzieć w samochodzie przez cały Sylwester? Szkoda by było…a Romeo na pewno jest już w restauracji, czeka na nią z innymi gośćmi.

Na myśl o Romeo ze swoim specjalnym prezentem dziewczyna, po raz pierwszy od całego dnia, nie uśmiechnęła się, ale zmarszczyła brwi.

Co jeśli się jej oświadczy?

Z jakiegoś powodu ta myśl w duszy Anny stała się bardzo niepokojąca. Małżeństwo nie było jeszcze w jej planach. Nie, oczywiście, chciała mieć własną rodzinę, mieć dzieci…ale nie teraz, nie w wieku dwudziestu lat! Jest jeszcze taka młoda, chce przyjemności, a nie obowiązków! A co powiedzieć ukochanej osobie, jeśli nadal zaproponuje jej ślub? Czy odrzucenie go nie obrazi? A jeśli ją opuści?

Noworoczny nastrój wyparował szybciej niż lód na słońcu…

“Nie będę o tym myśleć” – obiecała sobie dziewczyna – “w każdym razie nie dzisiaj”.

Już podjeżdżała do restauracji. Jego okna, ozdobione opalizującymi noworocznymi girlandami, kusiły do siebie. W ciepło i zabawę.

Oficyna wyglądała na opuszczoną, ale taka była. Kiedyś był częścią domu kupieckiego, a w oficynie mieszkała gospodyni. Potem dom został przekształcony w jakąś instytucję, ale nawet wtedy Oficyna nie była pusta: odbywały się tam niektóre (teraz powiedzieliby, korporacyjne) święta. W latach dziewięćdziesiątych zakład został zlikwidowany, a dom – zniszczony, niebezpieczny, pozostawiony do życia pod śniegiem i deszczem.

Teraz w oficynie tłoczyli się bezdomni. Latem było tu nawet przytulnie: przez duże okna wpadało dużo światła, w pobliżu pluskał się staw, a wokół zieleniały jakieś chwasty … w końcu natura.

Zimą robiło się ciężko. Bez prądu, bez gazu,bez ogrzewania … ale i tak komuna bezdomnych powiększała się co roku wraz z nadejściem chłodów i do samej wiosny. Niech tu nie było ciepła i światła, ale mimo to ściany nadal mogły chronić przed wiatrem i trochę – przed mrozem.

Starzec mieszkał tu przez cały rok, przez co bracia żebracy zaczęli już uważać go za swojego tylko w połowie.

– Burżuj, Pietrowicz! – niezłomnie krzyczeli. – Nie bezdomny, nie mieszkasz na ulicy. Nie masz krewnych? Jak to się stało, że w bezdomnych wpadł?

Na takie pytania Piotrowicz nigdy nie odpowiedział. Krewni to nie krewni, jak stał się bezdomny … nikogo to nie dotyczy i nie ma co się bawić.

Ale teraz, idąc na “przyjęcie” na zapleczu restauracji, nie mógł się oprzeć wspomnieniom. Jedyny płaszcz, który kiedyś był czarny, a teraz wyblakły i szary, starannie, kaa szczotką, wyczyścił wybraną gałązką świerkową. Spodnie nie przeszkadzałyby w prasowaniu, ale w tej oficynie nie było takich rzeczy jak żelazko. Pietrowicz starannie schował rękawy na zużytym swetrze i odciął nitkę przy szyi.

Jak to wygląda, stary oczywiście nie mógł-skąd tu lustro?

Ale jeden z jego sąsiadów, zły starszy mężczyzna, którego wszyscy z jakiegoś powodu nazywali “dwa po sto”, widząc Pietrowicza, kwaknął z aprobatą:

– Nie umówiłem się na randkę, Stary gówno!

Z tego wątpliwego komplementu starzec stwierdził, że wygląda całkiem przyzwoicie, a nawet elegancko. Oczywiście według standardów bezdomnych. Cóż … innych pomiarów Piotrowicz już dawno nie miał.

Wychodząc, spojrzał na oficynę, jej mieszkańców i to, co przy odrobinie wyobraźni można by nazwać otoczeniem: szmatę w rogach, która służyła jako łóżko dla jego właścicieli, i szufladę na środku pokoju. Szuflada udawała stół. Źle, naprawdę udawał, nieprzekonujący. Podłogi były pokryte gazetami.

Tak, gdyby wcześniej powiedziano mu, że spędziłby sto lat w tym miejscu! Nigdy bym w to nie uwierzył. Czy w takich miejscach mieszkał wcześniej? Czy nie odwrócił się z wrażliwością na widok bezdomnego grzebającego w śmietniku? Nie potrząsałeś osądzająco głową? To jest to, Pietrowicz! Nie narzekaj.

“A może nie powinieneś nigdzie iść?”- pomyślał nagle starzec. Teraz przecież idzie się ulicami ubranymi na święta, a przy restauracji na pewno spotka wielu wesołych, czysto ubranych ludzi, którzy przyszli z rodziną i przyjaciółmi. A on sam zostanie nakarmiony na zapleczu, dadzą ze sobą sprzedawcę…Szczęśliwego Nowego Roku, dziadku! A po tym wszystkim, co zobaczyłeś, będzie jeszcze gorszy powrót tutaj…

“Dwa po sto”, cały czas obserwując Piotrowicza z jego kąta, nagle mrugnął:

– Nie bój się, staruszku! Będziemy żyli-nie umrzemy!

“Do diabła!”- postanowił Piotrowicz – ” pójdę! Chociaż jedzenie z tobą jest mile widziane, wakacje są takie same!».

Oderwał płaszcz i wyszedł z oficyny.

W sali restauracji panował Zwyczajny świąteczny zgiełk.

Anna jeszcze nie zaglądała do gości. Ludmiła, ledwo widząc dyrektorkę, prawie siłą zmusiła ją do wejścia do biura i wysłuchania raportu.

– Muzycy mówią, że dźwięk jest okropny, ale nie przynieśli swojego sprzętu. Niedawno spalono ich bazę prób, wraz z całym dobrem. Cóż, nie ma co robić, będą grać jak się okaże…

– Ludochka-przerwała jej Anna-jesteś dobra. A teraz muszę iść do gości…

– Kwiaciarnie-kontynuowała Ludmiła, nie zwracając uwagi na słowa szefowej-zapłaciliśmy zgodnie z szacunkami. Ale jedna z kompozycji się rozpadła, więc oczywiście odjęliśmy jej koszt…

– Ludmiła, proszę…

– Szampan znaleźliśmy podobny, choć z ogromnym trudem. I niewielką nadpłatą. Już się ochładza-kontynuowała bezlitośnie kierująca. – Dyspozycje szefowi i barmanom dałam.

– Dziękuję! – krzyknęła Anna. – A teraz pozwól mi spokojnie przywitać się z Gośćmi!

Weszła do sali, prawie odpychając Ludmiłę i prawie wybuchnęła płaczem, widząc, że nikt nie myślał o czekaniu na nią. Goście bawili się, rozmawiali, przytulali się z kumplami. Gdzieś wystrzelił korek szampana, ludzie krzyczeli ” Happy coming!».

Obraźliwie. Anna tak bardzo chciała rozpocząć wieczór od osobistego przywitania się ze wszystkimi, pogratulowania wszystkim, podziękowania za przybycie. No cóż, opóźniłam się, nie mogłam sama spotkać gości, nie czekałam na nich na ulicy, aż gospodyni przyjedzie.

Ale czy można było przynajmniej nie rozpocząć zabawy bez niej?

– Tak, nie martw się tak – powiedziała cicho Ludmiła, która nie wie, skąd pochodzi w pobliżu. – Zaraz powiem muzykom, przestaną grać, a Wy wstaniecie, a Wy scenę i przywitacie się ze wszystkimi.

– Moim zdaniem-odpowiedziała ponuro Anna. – nie dbają o mnie. Tam, nawet nie zauważyli, że przyszła gospodyni.

Kierownik wzruszył ramionami.

– Na próżno przesadzasz. Czy chciałbyś, żeby się nudzili, siedząc przy nakrytych stołach? Ludzie przyszli odpocząć. Odpoczywają, a jednocześnie czekają na ciebie.

Anna spojrzała z wątpliwością na hałaśliwy tłum. Czekają? A tak przy okazji, gdzie jest Romeo?

– Luda, a nie widzieliście…

– W barze.

Ludmiła, jak zawsze, od pół słowa zrozumiała, O kim mowa.

Romeo z entuzjazmem rozmawiał z kimś przez telefon. Dziewczyna nawet stąd, z takiej odległości, zrozumiała, że mówił po włosku. Od dawna zauważyła, jak jej ukochany zmienił się, gdy przeszedł na język ojczysty. Jego mimika stawała się inna, bardziej mobilna. I zaczął gestykulować tak, jak się wydawało, że nie ma dwóch rąk, ale aż cztery.

Romeo, jakby czując, że się na niego patrzy, odwrócił się i zauważył Annę. Jego twarz rozjaśniła się radością, rzucił się do niej przez całą salę. Dziewczyna wyciągnęła ręce na spotkanie z ukochaną osobą.

Muzyka ucichła. Goście spojrzeli zdezorientowani, ale natychmiast zamazali się w uśmiechu, zauważając przytulającą się parę.

– Wesołych świat, Aneczko! – okrzyki.

– Dziękuję za zaproszenie, kochanie!

Anuta, Twój zespół to super profesjonaliści! Nie spodziewałem się…

– Dziękuję, dziękuję-zażenowała. – Tak mi miło, że wszyscy przyszliście i podoba Wam się…

Ktoś już podał jej kieliszek szampana, a muzycy znów zaczęli grać coś powolnego i pięknego.

– Pójdziemy do naszego stolika? zaproponowała Romeo.

Z roztargnieniem skinął jej głową i ponownie spojrzał na swój telefon.

– Oczywiście. Och, przepraszam, muszę odpowiedzieć!

Anna, choć spodziewała się, że tego wieczoru ukochana osoba będzie należeć tylko do niej, sprawiła, że się uśmiechnęła. Włoch! Prawdopodobnie teraz zadzwoni do niego cała jego Liczna rodzina: rodzice, babcie, wujkowie, czternastu kuzynów i czterech kuzynów.

Anna Siergiejewska – Wszechobecna Ludmiła znów była w pobliżu. – Anna Siergiejewna, mamy tam … niezwykłego gościa. Twierdzi, że cię zna.

– Gdzie?

Dziewczyna owinęła oczy wokół sali i od razu zobaczyła postać w koszmarnym płaszczu.

– Musiałem się pomylić z wejściem – mruknął starzec, rumieniąc się od skierowanych na niego zewsząd, zakłopotanych spojrzeń. – Przepraszać.

– Nie, Nie, Co ty!

Anna skinęła głową kierownikowi: wszystko w porządku! Jedyną osobą, która niczego nie zauważyła, był Romeo. Ciągle gadał, a Włoska mowa wydawała się ogłuszająca w ciszy, która zapadła.

– Dziękuję, że przyszedłeś, dziadku-zwróciła się czule dziewczyna do starca. – Usiądź przy stoliku…

– Wolałbym gdzieś wejść do kuchni – odwrócił wzrok Piotrowicz. – Żenada mi tu…

– Dobrze, jak chcesz. Wtedy Ludmiła odprowadzi Cię na … Panie Romeo! Anna nie wytrzymała. – Mogę chociaż chwilę milczeć?

Starzec, patrząc na Włocha, nagle stał się ciemny. Ciężkim krokiem podszedł do stołu i z całego mahu uderzył młodego mężczyznę.

Anna krzyknęła.

Romeo patrzył niezrozumiale, albo na dziewczynę, albo na śmiesznego, brudnego starca obok niej.

– Nie wstydzisz się! pogardliwie po włosku rzucił Piotrowicz.

– Dziadku … – co? – spytała zdezorientowana Anna.

Starzec odwrócił się do niej.

– Wybacz mi, skarbie. Ale nie mogłem tego znieść. Ten krzyk właśnie mówił do kogoś przez telefon: “ta głupia zaprosiła żebraka do restauracji. Ale nie denerwuj się, kochanie, jak tylko restauracja będzie nasza, nie będzie w niej bezdomnych!».

– Romeo … – dziewczyna nie spuszczała oczu z twarzy ukochanego. – Romeo … co on mówi?

Włoch wykrzywił usta w sztywnym uśmiechu i nieprzyzwoicie przeklinając w swoim ojczystym języku, wyszedł z sali, obnażając Pietrowicza.

Anna opadła zmęczona na krzesło, z którego właśnie wstał Romeo.

Skąd znasz włoski? – co? – spytała staruszka.

Piotrowicz patrzył na dziewczynę ze współczuciem. Więc rozczaruj się ukochaną osobą! Ale trzyma się, dzielna dziewczyno! Pytania zadaje kilka… pytań Stary człowiek nie lubił, ale zdawał sobie sprawę, że cała uwaga Gości jest pochłonięta obrzydliwą sceną, która się tu rozwinęła. Jeśli nie odwrócisz ich teraz, umyją kości dziewczynie, która jest już trudna.

Niech lepiej mu umyją kości.

Piotrowicz westchnął i zaczął opowiadać:

– Nie zawsze byłem bezdomny-zaczął od oczywistego faktu. – W poprzednim życiu…wiele lat temu uczyłem języków obcych na Uniwersytecie. Francuski, hiszpański … cóż, włoski też. Moja żona zajmowała się historią starożytnego Rzymu … razem przeżyliśmy dwadzieścia szczęśliwych lat, wychowaliśmy córkę. Kiedy moja żona odeszła, całkowicie poświęciłem się pracy, moim studentom. Córka była już wtedy mężatką i przeprowadziła się na drugi koniec kraju. Pięć lat później zmarła podczas porodu. Dziecko … to był chłopiec, przeżył, a ojciec wychowywał go sam. Miałem nadzieję, że pewnego dnia zobaczę mojego wnuka.

I pewnego dnia czekałem…

Pietrowicz zawahał się, jakby trudno mu było mówić.

– Przynieś herbatę-szepnęła Ludmiła przechodzącego kelnera – nie widzisz, starszy mężczyzna zamarzł.

Kostya wysłał mi wiadomość, w której powiedział, że przegrał w karty z poważnymi ludźmi. Kwota była astronomiczna, nawet nie wierzyłem oczom … życie mojego wnuka wisiało teraz na włosku, a jedyne, co można było zrobić, to przepisać Mój Dom i mieszkanie na osoby, których nazwiska podał Kostya. Ci panowie przyszli do mnie następnego dnia, a ja … czy mogłem odmówić pomocy jedynemu wnukowi?

Starzec uśmiechnął się gorzko i rozłożył ręce.

– To cała historia. Przepraszam, że nie nadaje się na wakacje, ale co jest-jest.

Ludmiła podała mu filiżankę gorącej herbaty.

– A co z Kostyą? – co? – spytała cicho. – Twój wnuk?

– Kości nigdy nie widziałem-powiedział po prostu Piotrowicz. – Próbowałem zadzwonić na numer, z którego przyszła wiadomość, ale nikt nie odpowiedział, A wiadomości nie dotarły. W końcu zrezygnowałem z tych prób.

Anna zakryła oczy, by powstrzymać napływające łzy.

– Dziadku-powiedziała i zakryła dłonią dłoń starca. – ty … nie denerwuj się, proszę. Wymyślę, jak ci pomóc.

– Dziękuję kochanie-uśmiechnął się Piotrowicz. – Podziękowanie.

Wczesnym rankiem Anna i Ludmiła znalazły się w gabinecie dyrektora. Goście rozeszli się zaledwie pół godziny temu.

Anna z jękiem ulgi zrzuciła z nóg piękne, ale niemożliwe ciasne buty.

– Wow! wydychała powietrze i oparła się na krześle. – Dzięki Bogu, Sylwester się skończył! Cóż, wakacje się skończyły … nie życzyłbym wrogom.

– Życie jest życiem-zauważyła filozoficznie Ludmiła. – Nie pyta, święto u człowieka, nie Święto. Oczywiście też musiałeś to zrobić. Romeo ten … ale może lepiej, że teraz wszystko wyszło na jaw, a nie po ślubie? Myślę, że na lepsze.

Ale tego staruszka naprawdę szkoda.

– Obiecałam mu pomóc – powiedziała zamyślona dziewczyna. – W czym pomóc? Znajdź mu przyzwoite mieszkanie, Przywróć dokumenty, to zrozumiałe. Musimy też spróbować znaleźć jego wnuka. Tylko gdzie go szukać…detektywa trzeba zatrudnić. Dobre.

– Cóż, z tym – Ludmiła uderzyła dłonią o stół – nie ma żadnych trudności. Witka, mój starszy prowadzi całą agencję detektywistyczną. Nie powiedziałam ci?

– Nie ma. Z zaskoczenia Anna natychmiast się wyprostowała. Nie ma śladu zmęczenia.

– Ludmiła, wtedy mam do ciebie kolejną prośbę. Osobisty. Chodzi o Romeo…

Odpowiedzi otrzymali wcześniej, niż mogli się spodziewać.

– Cóż, co do Romea, nie mam cię czym zadowolić-westchnęła Ludmiła. Tego nie trzeba szukać, na kobiecych forach jest pełno jego zdjęć. Oszust małżeński. Sam skądś z włoskiego zaplecza, ale nieźle się podniósł kosztem byłych żon. Jedną namówił do przepisania na niego winiarni, drugą udało mu się złomować na Salonie Samochodowym. Wydaje się, że nazywa się Romeo, najwyraźniej dlatego, że jest bardziej romantyczny. W rzeczywistości nazywa się Antonio Scardelli.

Trzeba zauważyć, że wszystko szło mu dobrze, ale potem…

– Co potem? – co? – zapytała Ostro Anna. – Powiedz mi!

Ludmiła wzruszyła ramionami:

– W ogóle nic. Salon samochodowy zbankrutował, a pracownicy fabryki strajkowali z powodu niskich wynagrodzeń, a teraz nikt nie chce tam pracować. Więc nasz przyjaciel znalazł się na mieliźnie i zaczął szukać nowej ofiary. Tym razem w Rosji. We Włoszech stał się zbyt sławny, aw jego sprawie niepotrzebna sława nie jest potrzebna. Tutaj ożenił się po raz trzeci. Ale nie miał szczęścia: żona, choć obiecała mu dać Sklep jubilerski na pierwszą rocznicę ślubu, okazała się wyjątkową osobą, poza tym znacznie starszą od niego. Przez cały rok ten Antonio Romeo był wzorowym mężem, spełniał wszystkie kaprysy żony i czekał na pierwszą rocznicę. Ale kiedy nadszedł długo oczekiwany dzień, zamiast sklepu jubilerskiego otrzymał ciężki kopniak w tyłek Od najdroższej żony.

Anna nie mogła ukryć uśmiechu.

– Mało mu! – powiedziała szczerze. – Ale dlaczego go wyrzuciła?

– Chyba mam dość-zaśmiała się Ludmiła. – Pani jest miłośniczką młodych i drżących chłopców. to jej hobby: kolekcjonowanie chłopców. Cóż, żeby wszystko wyglądało przyzwoicie, wychodzi za nich za mąż. Jej najdłuższe małżeństwo trwało półtora roku, ale potem ponownie się rozwiodła. Najprawdopodobniej wybrała zastępstwo dla swojego Włocha i to koniec.

Ale biedak był tak urażony byłą żoną, że sfałszował jej podpis na dokumentach, aby przejąć sklep. Teraz grozi mu także kara więzienia.

– UFF-skrzywiła się Anna. – Jak to wszystko … obrzydliwe. Prawdopodobnie był ze mną równolegle i umawiał się z kimś innym.

– Niewykluczone-zgodziła się zarządca. – Ale szczerze mówiąc, nikt już tego nie odkrył. Zadanie było: odkryć coś o przeszłości tego typu.

Ale z Pietrowiczem historia jest ciemniejsza…

Widzisz, Anna Siergiejewna, dziadek wpadł na zwykły nieuczciwy rozwód. Ale faktem jest, że Kostya jest prawdziwym wnukiem naszego Pietrowicza, teraz w więzieniu za przestępstwo, którego nie popełnił.

Jego matka rzeczywiście zmarła przy porodzie, a ojciec od tego czasu pił, a syn nie był zaangażowany. Pewnego dnia jego tata stracił sporą sumę i prawie został przecięty, ale wtedy jego syn interweniował i powiedział, że odda pieniądze. Nie miał gdzie ich zabrać, mimo że facet zaorał trzy prace. W sumie … pewnego dnia goście przyszli do niego i powiedzieli, że rozumieją, że nie spłaci długu, ale istnieje możliwość spłaty w inny sposób. Mianowicie, Weź na siebie winę kogoś z ich gangu. Wygląda na to, że w nocy zniszczyli stoisko.

Opowiedzieli facetowi wszystkie szczegóły i dodali, że jeśli odmówi, może pójść i zająć się trumną dla swojego rodzica.

– I zgodził się-szepnęła dziewczyna. Nie pytała. Twierdzić. – Jak długo będzie siedział?

– Nie-uspokoiła Ludmiła. – Na drugi dzień już wychodzi. Myślę, że jeden z jego współwięźniów wiedział o Piotrowiczu, o tym, że ma dom…no i rozwiódł dziadka.

– Jest zrozumiałe…

Anna z przyzwyczajenia spojrzała na nadgarstek. Nie było na nim zegarka.

– Ja … pójdę po Pietrowicza, powiem mu wszystko. Może będzie chciał spotkać się z wnukiem.

Kostya okazał się silnym, szerokim ramieniem w wieku dwudziestu sześciu lat. Jego twarz była prosta, ale miła, z uśmiechniętymi niebieskimi oczami.

– Dziękuję za dziadka, Anna Siergiejewna-powiedział od razu.

– Nie ma za co-uśmiechnęła się. – Piotrowicz … twój dziadek jest bardzo miłym i przyzwoitym człowiekiem, miło mi było mu pomóc. Może… może ja też mogłabym … Nie wiadomo, jak ten młody zek mógł uznać tę propozycję. Anna słyszała wiele historii o tym, jak byli więźniowie chwytali się każdego, kto miał nieostrożność, by przynajmniej trochę ich żałować, a potem wyciągali z ofiary wszystko, co mogli. A potem wracali za kratki, bo nie wiedzieli, jak i nie chcieli pracować, i znowu wracali do przestępczości.

Kostya uśmiechnął się, jakby czytał jej myśli.

– Może chciałbyś wrócić do swojego miasta? – znalazła się. – W końcu masz tam przyjaciół, dziewczyno … w końcu mieszkanie.

Potrząsnął głową.

– Nie, nic mi tam nie zostało. Ojciec zmarł z powodu pijaństwa, zasnął z papierosem, a jednocześnie spalił mieszkanie. Przyjaciele od dawna się rozeszli, a ja nie miałem dziewczyny. Więc pewnie zostanę przy dziadku i dostanę pracę. Przeżyjemy razem…tak, przeżyjemy.

Dziękuję, Anna Siergiejewna, już pomogłeś. Za dziadka jeszcze raz dziękuję. A ja niczego nie potrzebuję. Tylko jeśli praca … bo z moją przeszłością na początku trudno się osiedlić.

– A co wy umiecie? – co? – spytała ostrożnie Anna. – Bo mam restaurację, praca specyficzna. Nie jesteś kucharzem, prawda?

Kostya pomachał głową.

“I dzięki Bogu!”- pomyślała dziewczyna, ale na głos oczywiście tego nie powiedziała.

– W takim razie obawiam się, że nie mam nic więcej do zaoferowania. Kelnerów mamy pełny etat, barmanów też … co prawda niedawno odszedł jeden ze strażników, szukam kogoś na jego miejsce.

Facet uśmiechnął się radośnie, z całego serca.

– A ja byłem ochroniarzem, do… – Tu się zakłopotał – do więzienia, w ogóle.

– To Przyjdź jutro, o trzeciej-westchnęła Anna. Naprawdę nie chciała zatrudniać byłego opiekuna, ale nie było to wygodne. Sama zaproponowała pomoc, a teraz … słusznie mówią ludzie: słowo to nie Wróbel, wyleci-nie złapiesz.

Trzeba będzie poprosić chłopaków, żeby się nim opiekowali … a Ludmiła też powiedziała, żeby nie spuszczała z niego oczu.

Aha … Anna schowała czoło w skrzyżowanych ramionach i cicho, smutno zaśmiała się z siebie. A jaki ma charakter? Wszędzie znajdzie dla siebie przygodę!

Przez pierwsze dwa miesiące uważnie obserwowała nowego pracownika i wymagała od innych takiej samej czujności.

– Nie puszczaj go z oczu, Ludeczko-prosiła kierowniczkę. – Zrozumiesz, może był kiedyś prostym, uczciwym facetem. Może tak został. Ale więzienie ludzi nie zmienia się na lepsze i nie można o tym zapomnieć. Patrzcie za nim w oba!

– Nie ma co oglądać-zaśmiała się Ludmiła. – Radzi sobie z pracą, nie pije. Uprzejmy, nikt na niego nie narzekał. Cóż, reszta to nie nasz umysł.

– I tak-powtarzała uparcie Anna. – pilnujcie go. Ludzie są różni.

Ostatnio Anna zaczęła zauważać, że nie odnosi się już do ludzi z tym samym swoim entuzjastycznym zaufaniem. Nagle poczuła, że jest starsza od wielu swoich przyjaciół i nie jest już tak zainteresowana nimi, jak kiedyś. Kiedyś? A może jeszcze niedawno?

Sama nie wiedziała, co sprawiło, że tak bardzo i nieoczekiwanie Dorosła: obrzydliwa historia z oszustem Romeo? Spotkanie z Piotrowiczem i jego wnukiem? Nie rozumiem. Najprawdopodobniej wpłynęło to na jedno i drugie, ale Anna nie chciała tego rozgryźć. Wolała zanurzyć się w pracy.

Teraz pojawiła się w restauracji jako pierwsza, a wyszła jako ostatnia, często spotykając się z nowym ochroniarzem.

Kostya nie był znajomy, nigdy nawet nie próbował z nią rozmawiać, ograniczając się tylko do zwrotów powitalnych i pożegnalnych.

Dziewczyna była z tego całkiem zadowolona.

– Dzisiaj będzie nocna dostawa-ostrzegła Kostya Ludmiła. – Sprowadzą alkohol. Dwadzieścia pięć skrzynek białego wina, zapamiętaj i policz. A potem zawsze przynoszą tam mniej, a potem więcej.

Dlaczego barmani nie biorą? – co? – zdziwił się Kostya. – Alkohol to ich Lenno.

– Akceptują. Tylko Zwykle dostawy są poranne, ale dziś logistycy gdzieś się pomylili. Więc weź to dla ciebie.

Dwadzieścia pięć białych, pamiętasz? I sprawdź.

A Kostya został sam.

Lubił pracować w tej restauracji. W więzieniu często, aby nie ulec tęsknocie i rozpaczy, powtarzał sobie, że jego życie na pewno się ułoży. Ale że będzie tak dobra – nie odważył się o tym myśleć. Od razu znalazła pracę, a jego dziadek jest świetnym dziadkiem-w pobliżu. Po raz pierwszy w życiu Bones ma prawdziwą rodzinę.

A to wszystko dzięki anie. Mentalnie nazwał ją już tylko tak: ania, Bratek, Aneczka. Skądś przyszła jak dobra wróżka i pomogła. Po prostu tak pomogło, ponieważ “dziękuję”. Czy to się dzieje?

– Taka byłaby żona – i nic więcej nie trzeba-wyznał kiedyś dziadkowi. – Tylko gdzie ona jest i gdzie ja…

– A ty idź się uczyć-poradził mu Piotrowicz. – Teraz jest wiele różnych kursów, możesz zdobyć zawód. Będziesz pracował, nie w ochronie, ale przez kogoś bardziej interesującego.

– Myślisz, że wtedy mnie zauważy? – uśmiechnął się Kostya.

Dziadek w odpowiedzi tylko mrugnął do niego podstępnie.

– Wybrałeś sobie wysoki cel, Kostya. Więc staraj się być jej godny.

Wino przybyło w jednym kawałku. Po krótkiej rozmowie z chłopakami-przeprowadzkami Kostya ponownie zamknął wszystkie drzwi i udał się na obowiązkowe godzinowe obejście całego budynku. Na zapleczu zatrzymał się nieco dłużej niż zwykle, słuchając cichego szelestu gdzieś tam, gdzie przeprowadzki zostawiły przywiezione skrzynie z winem. Czy mysz dostała się do szuflady? Nie miał prawa otwierać skrzynek, więc będziesz musiał poczekać do rana, aby poradzić sobie ze źródłem szelestu.

Z zaplecza przeszedł do kuchni, a dalej do sali restauracyjnej. W tej nocnej ciszy sala wyglądała szczególnie spektakularnie, a Kostya wydawał się nie na miejscu wśród tego luksusu.

W szafie też nie było nic podejrzanego. Wskazówki zegara wskazywały już na czwartą rano. Piekarze już wkrótce. Ich zmiana zawsze zaczynała się wcześniej niż wszyscy inni. Ciasto na porowaty, ulubiony chleb “ciabatta” nadawało się od samego wieczora, więc nie można było tracić czasu. Poza tym piekarze mają wiele innych rzeczy do zrobienia: tworzą puste miejsca na bułki chlebowe i wkładają je do proofingu, a potem są słodkie wypieki cukiernicze, z którymi zawsze jest strasznie dużo zamieszania…i to nie licząc robienia wszelkiego rodzaju nadzień! Kostya na początku nie mógł przestać, więc chciał spróbować wszystkiego: soczyste rozpórki z łososiem, pachnące bułeczki o śmiesznej nazwie “Brioche”, niespodziewanie pyszne ciasta z borówkami i porzeczkami … nie możesz wymienić wszystkiego!

Na szczęście piekarze zawsze zostawiali część wypieków specjalnie dla personelu.

Strażnik cieszył się, że wkrótce rozpocznie się PIEKARSKA zmiana. Noce w restauracji nie były straszne, ale z jakiegoś powodu zaskakująco ponure i nigdy nie lubił samotności.

Szelest dochodzący skądś z kuchni sprawił, że się wzdrygnął.

Kostya szybkimi krokami przeszedł przez salę, wszedł do kuchni i sapnął, zakrywając twarz rękawem, ponieważ w nos uderzył go paskudny, skoncentrowany zapach benzyny. Pod jednym ze stołów coś mocno dymiło. Po zerwaniu ze ściany gaśnicy strażnik pobiegł do ogniska pożaru i … prawie wybuchnął śmiechem z ulgi, widząc, że to tylko płonąca szmata. A po chwili nie chciałem się już śmiać, ponieważ okazało się, że jest kilka takich szmat i wszystkie były umiejętnie schowane, rozrzucone po szufladach, piekarnikach, a Kostya rzucił się między nimi z gaśnicą, szukając nowych, koncentrując się głównie na dymie, który wypełniał wszystko i wypełniał pomieszczenie.

– Kostia Kostenka!

Jęknął i otworzył oczy. Chłodna dziewczęca ręka położyła się na jego czole. Gdzie on jest?

– Jak się czujesz?

Anna Siergiejewna!

Teraz przypomniał sobie. I natychmiast spróbowałem wstać.

Anna Siergiejewna, tam…

– Uspokój się, bo wyciągniesz kroplówkę z ręki. Ogień zapobiegłeś. Ale wdychasz dym i masz kilka oparzeń. Połóż się z powrotem, nie możesz się denerwować.

– Kto? – co? – spytał słabym głosem, schodząc na łóżko.

Krótki melodyjny chichot.

– Mój nieudany narzeczony. Został już zatrzymany. To już nie jest ważne. Jesteś prawdziwym bohaterem. Uratowałem moją restaurację. Jak tylko wyzdrowiejesz, poproś mnie o to, czego chcesz. Porozumieć się.

– Rękę-odpowiedział bez namysłu.

Anna wpatrywała się zdezorientowana w faceta. O czym on mówi?

– Rękę? Znowu chcesz wstać? Ale nie możesz.

– Rękę-powtórzył i widząc, że go nie rozumieją, uśmiechnął się złośliwie-rękę i serce.

Sześć miesięcy później Anna i Konstantin wędrowali po supermarkecie z artykułami dla dzieci.

– Wybraliśmy już wszystko? – martwił się Kostya. – Nic nie zapomniałeś?

– To wszystko. A jednak … Anna rozmyślnie pogłaskała zaokrąglony brzuszek-przykro mi rozstać się z restauracja. Jestem już tak przyzwyczajona do bycia w pracy przez cały czas.

– To nie jest na zawsze-pocieszył ją mąż. – A potem zostawiasz Ludmiłę zamiast siebie, a ona jest osobą kompetentną, wszystko będzie dobrze.

Odkąd udało mu się pozbyć rejestru karnego, udowadniając, że nie był winny przestępstwa, za które został skazany…a co od tego czasu? Życie się zaczęło! Nowe życie, w którym czuł się o wiele pewniej i lepiej. Pojawiły się konkretne plany. I nawet praca na specjalności została znaleziona, chociaż teraz myślał o kontynuowaniu studiów.

– A kim teraz będę? przerwała mu rozmyślania żona. – Czy po prostu zostanę zwykłą gospodynią domową?

Uśmiechnął się i delikatnie pocałował żonę w nos.

– Zawsze będziesz sobą.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *