Gdyby nie wędrował tam, gdzie uderzył, mąż by żył! Kiedy przyszedłem do domku po swoje rzeczy, z pokoju dobiegł głos teściowej.

Angelina biegła, nie zwracając uwagi na drogę, ale spóźniła się. Stała przy świeżym grobie i płakała, nie mogąc powstrzymać bólu:

— Dlaczego?! Dlaczego pochowali go beze mnie?!

Teściowa spojrzała na nią chłodno i rzuciła ostro:

— Nie miałaś się gdzieś włóczyć! Zostań w domu, a może Sasza by żył.

— Ale ja byłam w delegacji! W pracy! Jak możesz tak mówić?!

— Mówię, jak jest. To ty go do tego doprowadziłaś, chciałaś się rozwieść. Znam cię.

Anna Michajłówna dumnie podniosła głowę i odeszła, a Angelina została przed kopczykiem ziemi, czując, jak wątpliwości powoli zaczynają podkopywać jej duszę. Może naprawdę to jej wina?

Tak, ostatnio poświęcała mężowi mało uwagi. Ale to on namawiał ją, żeby brała delegacje: „Chcesz awansować? Bierz wszystko, co ci dają!” Sam nie potrafił znaleźć pracy – trzymał się trzy miesiące, potem pół roku. Wszystko kończyło się kłótniami: „Nie doceniają mnie! Nie widzą we mnie talentu!”

Ona starała się go uspokoić:

— Sasza, nie wszystkim od razu się udaje. Potrzeba czasu, cierpliwości, pracy.

Sasza kiwał głową… dopóki nie pojawiała się jego mama:

— Po co ci ta praca, skoro ci się nie podoba? Znajdź sobie zajęcie, które sprawia ci przyjemność! Nie słuchaj jej — ona tylko chce cię wyrzucić z domu, żebyś chodził do innych!

Anielina za każdym razem zamykała oczy i liczyła do dziesięciu, żeby nie wybuchnąć. W końcu to matka męża… Ale jakże trudno było to znosić! Anna Michajłowna nie polubiła jej od pierwszych dni znajomości. Według jej planów Sasza miał poślubić Marinę – córkę swojej dawnej przyjaciółki. Ta sama Marina na ich ślubie zrobiła taki skandal, że do dziś wstyd o tym wspominać. Przy każdym spotkaniu przyklejała się do Sashy, jakby byli parą.

Gela miała łagodny charakter. Starała się trzymać, nawet nie opowiadała Saszy o prowokacjach jego matki. On nie miał w tym nic złego – po prostu trafił na psychicznie niestabilną osobę. Ale czuła, że jeszcze trochę i wybuchnie.

Ratowały ją podróże służbowe. Tam traktowano ją z szacunkiem, ceniono jej doświadczenie i wiedzę. Wracała do domu wypoczęta, gotowa na kolejną rundę z teściową.

Ale ostatnio Sasza zaczął się od niej oddalać. Kłótnie stały się częstsze, chociaż wcześniej Gela zawsze znajdowała sposób, aby rozładować atmosferę. Właśnie dlatego zamierzała poważnie porozmawiać z nim podczas ostatniej podróży służbowej. Takie relacje w rodzinie nie powinny być normą.

A dwa dni temu zadzwoniła do niej teściowa i krótko powiedziała:

— Sasza nie żyje. Odpłynął mu mózg.

To niemożliwe! Sasza zawsze dbał o zdrowie. Ale ona była tak daleko… Podróż zajęła dwie doby — przesiadki, opóźnienia spowodowane pogodą, dziesięć godzin oczekiwania na lotnisku.

Po kilku godzinach Angelina wstała z grobu. Trzeba wracać do domu, zacząć coś robić, żyć dalej. Potem, kiedy trochę do siebie dojdzie, uporządkuje wszystko, dowie się wszystkiego.

W mieszkaniu paliło się światło. Wydawało się to dziwne — może zapomnieli wyłączyć, kiedy wzywali karetkę? Wchodząc na piętro, zobaczyła, że drzwi są uchylone. Weszła do przedpokoju, a z pokoju wyszła Anna Michajłowna:

— Zabierz swoje rzeczy i wynoś się stąd!

Gela cofnęła się nawet o krok:

— Anno Michajłowna, czy pani się pomyliła? To moje mieszkanie!

Teściowa roześmiała się:

– Twoje? A dokumenty pokażesz? Czy myślisz, że pozwolę ci mieszkać w mieszkaniu mojego syna, podczas gdy ty włóczy się Bóg wie gdzie?

Angelina przypomniała sobie: mieszkanie zostało zarejestrowane na Sashę, ponieważ miała wtedy problemy z urzędem skarbowym. Obiecali później przepisać je na nią, ale nigdy tego nie zrobili.

— Mam dowody, że inwestowałam w ten zakup…

— Zanim coś udowodnisz, my też nie będziemy siedzieć z założonymi rękami. Bierz swoje rzeczy i wynoś się. A może chcesz, żeby sąsiedzi dowiedzieli się całej prawdy?

Angelina rozumiała, że ta kobieta jest zdolna na wszystko. Jej słowa ją zraniły, nawet jeśli wiedziała, że większość z nich to kłamstwa.

Chwyciwszy walizki, wyszła. Wszystko, co się działo, wydawało się teatralnym koszmarem.

Postanowiła zadzwonić do Wiki – przyjaciółki z dzieciństwa. Chociaż ostatnio prawie się nie widziały – Wika miała małą córeczkę, a Hela pracę, delegacje…

– Cześć, Vik!

– Och, Gelka! Ile lat, ile zim!

– Vik, możesz mnie przyjąć na kilka dni?

– Oczywiście! Co się stało?

– Dzisiaj pochowali Sashę… A teściowa wyrzuciła mnie z naszego mieszkania.

Angelina gorzko zaśmiała się przez łzy.

– Sashę?! Jak to?.. Przyjedź natychmiast!

Pół godziny później Gelia była już w objęciach przyjaciółki. Nie miała siły płakać — czuła tylko pustkę w środku.

— Wejdź, rozpakuj się. Jesteś z pracy?

— Cześć, Gel.

Podniosła wzrok i zobaczyła Stasa — brata Viki. Spotkali się wiele lat temu. Nie wiedziała, że on tu jest. Gdyby wiedziała, prawdopodobnie nie przyjechałaby.

— Cześć, Stas.

— Przyjechałem na kilka dni, żeby zobaczyć się z siostrzenicą.

Przy kuchennym stole Angelina opowiedziała mu wszystko. Stas zamyślił się i powiedział:

— Przepraszam, ale to jakiś nonsens. Twoja teściowa najwyraźniej coś ukrywa.

Stas skinął głową:

— Też tak pomyślałem. To wszystko jest zbyt dziwne.

Wika niespodziewanie zapytała:

— A na jakim cmentarzu?

— Na Sokolowskim.

— Przecież tam od dziesięciu lat zakazano pochówków!

Angelina zamarła:

— Co to znaczy?

Stas wzruszył ramionami:

— Sami jeszcze nie wiemy. Ale na pewno coś to znaczy.

— Widziałaś akt zgonu? Byłaś w szpitalu, gdzie zmarł?

Wika szturchnęła brata:

— Oszalałeś? Przecież ona od razu przyjechała na cmentarz, a potem do nas…

— Dobrze. Odpoczywaj. A ja jutro objadę szpitale. Jakie masz plany?

— Najpierw na dacza — trzeba zabrać rzeczy. Jeśli Anna Michajłowna się złości, może je wyrzucić. A potem… trzeba to wszystko ogarnąć.

Następnego dnia Stas zaproponował, że ją zawiezie:

— Po co jechać taksówką? Zawiozę cię i przyjadę po ciebie, potem wpadniemy do szpitala.

Angelina postanowiła wcześniej uprzedzić teściową, żeby nie wezwała policji…

— Jadę na dworek po rzeczy.

Jak można było się spodziewać, teściowa natychmiast wpadła w furię:

— Nie waż się! Jak możesz jechać beze mnie? To moja dacha!

— Czekam tam na ciebie. Jeśli nie przyjedziesz za pół godziny, sama wszystko zabiorę.

Anna Michajłowna przyjechała w tym samym czasie co Angelina. Wyskoczyła z taksówki jak burza:

— Znowu się spieszysz? Chcesz się nas szybciej pozbyć? I widzę, że nie jesteś sama?

Gelia milczała. Nie chciała zaczynać awantury — miała zupełnie inne myśli.

Weszły do domu. Angelina zaczęła zbierać swoje rzeczy. Nagle rozległ się głos — jakby ktoś zapytał coś z góry.

Teściowa zaczęła się krzątać:

— Znowu zostawiłaś radio! Zaraz wyłączę!

I pobiegła nie do kuchni, gdzie zwykle stało radio, ale do korytarza.

Angelina zamarła. Głos brzmiał jak głos Sashy… Ale to niemożliwe! Pewnie nerwy i zmęczenie płatały jej figla.

Stas spojrzał na nią z niepokojem:

— Jesteś blada jak prześcieradło. Co się stało?

— Wydawało mi się… Jakby usłyszałam głos Sashy. Oczywiście rozumiem, że to niemożliwe, ale miałam wrażenie, jakby był tu, obok…

Stas parsknął:

— Ja oczywiście też w to nie wierzę, ale… jesteś pewna, że on nie żyje?

— Jak to?!

Angelina spojrzała na niego przerażona.

— Przecież rozumiesz, że to niemożliwe! Ale… widziałaś jego ciało? Nie. A akt zgonu? Też nie. Czy to nie dziwne?

— Po co mu to?! To mój mąż!

— Nie mam pojęcia. Może postanowili się ciebie pozbyć, żeby nic nie oddawać?

— Ale ja mogę udowodnić, że to nasze mieszkanie!

— A jak będziesz to udowadniała… A tak w ogóle, jak układały się wasze stosunki ostatnio?

— Szczerze mówiąc, nie za dobrze…

Stas podniósł palec:

— Oto kolejny powód do zastanowienia. Nie zgadujmy, tylko sprawdźmy wszystko do końca. Jedźmy do szpitala.

W recepcji długo nie mogli zrozumieć, czego od nich chcą. W końcu lekarz wzruszył ramionami:

— Przepraszam, ale w ciągu ostatnich dwóch tygodni nie zmarła u nas żadna osoba odpowiadająca pańskiemu opisowi. Była tylko starsza pani około osiemdziesiątki i młoda dziewczyna z problemami sercowymi. To wszystko. Nie mieliśmy pacjenta, o którym mówicie.

Stas spojrzał na Angelinę, która zbladła:

— Czy mogli go przewieźć do innego szpitala?

— Wykluczone. Mamy jedyną klinikę z taką specjalizacją. Nawet gdyby przyjęto go gdzie indziej, informacja i tak trafiłaby do nas.

Kiedy wyszli, Angelina zwymiotowała z nerwów.

— Dlaczego, Gel? Nie wiem, czy warto dalej grać w tę grę. Ale wydaje mi się, że trzeba wezwać policję i wrócić do domku letniskowego. Posunęli się za daleko.

— To po prostu nie może być… Żyliśmy razem siedem lat! Jeśli to prawda, to przez te wszystkie lata żyłam z człowiekiem, który jest zdolny do czegoś takiego…

— Niestety, zdarza się. Czasami myślisz, że znasz człowieka, a potem okazuje się, że nie znałeś go wcale.

Tuż przy wjeździe do osady dogonił ich radiowóz. Razem pojechali do dachu.

Teściowa była jeszcze na miejscu. Zauważywszy ich, ożywiła się:

— Znowu się tu wkręciłaś? Nie ma tu już nic twojego!

Widząc policję, gwałtownie się zatrzymała:

— Po co to?

Policjant podszedł do niej:

— Gdzie jest teraz Aleksander Svistov?

— Nie żyje! Wczoraj go pochowali!

– Proszę pokazać akt zgonu. I opowiedzieć szczegóły.

– Zaświadczenie jest w domu… jeszcze nie jest gotowe…

– Czy możemy obejrzeć dom?

– Nie ma mowy!

Kobieta zasłoniła drzwi rękami, ale delikatnie, ale stanowczo ją odepchnięto.

Po kilku minutach z domu wyprowadzono Sashę – żywego, zdrowego. Za nim szła Marina — ta sama córka przyjaciółki Anny Michajłownej.

Angelina powoli podeszła do męża. Sasza schował głowę w ramionach i zaczął szybko mamrotać:

— Gel, to wszystko mama z Mariną wymyśliły! Nie myślałem, że to tak poważna sprawa… Myślałem, że można po prostu zniknąć… na jakiś czas…

– Czy ty w ogóle rozumiesz, co narobiłeś?!

– Myślałem, że nie będziesz się zbytnio denerwować…

Z urazy i złości Angelina z całej siły uderzyła go w twarz:

– To boli! – zawył Sasza, zakrywając policzek dłonią.

Nie powiedziała już ani słowa. Odwróciła się i poszła do samochodu.

Podszedł Stas:

— Złożysz doniesienie?

— Złożę. O wszystko: o oszustwo i o zniesławienie.

Wieczorem wszyscy zebrali się u Viki. Ta uśmiechała się:

— No to wypijmy za to, że nasza Gelia nie jest wdową!

Angelina uśmiechnęła się krzywo:

– Nie zdążyłaś nawet porządnie opłakać…

– No i dzięki Bogu! Jaki by nie był – niech żyje. Tylko z dala od ciebie.

W nocy Gelia zebrała się do domu:

– A jeśli on tam jest?

– Nie martw się – powiedział Stas. – Jestem z tobą. Pomogę, jeśli będzie trzeba.

Wika spojrzała na męża i ukryła zadowolony uśmiech.

Rano Stas nie wrócił. Wysłał tylko wiadomość: „Będę musiał zostać na noc”.

Wiktoria westchnęła:

— No cóż, dzięki Bogu! Może w końcu się ożeni?

Tak się stało. Stas nie tylko się ożenił, ale także zabrał Angelinę do swojego miasta. Musieli trochę się męczyć z rozwodem i podziałem majątku, ale w rezultacie Gela zostawiła Saszę z niczym.

Marina również wkrótce odesłała go daleko stąd. Aby choć częściowo zrekompensować koszty sądowe, Anna Michajłowna musiała sprzedać daczkę. Teraz mieszkała z synem w swoim jednopokojowym mieszkaniu – ale, jak to sami mówili, w miłości i zgodzie.

Angelina tylko wzdychała. Niech sobie. Teraz zaczynała nowe życie – spokojne, jasne i bez przeszłości, o której wolała zapomnieć.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *