Teściowa wysłała synową, by zbierała grzyby na opuszczonym Jeleniu, ale wróciła nie sama

— Zinaida Nikitishna, pewnie nie ma już grzybów! — zawołała z irytacją Tanya, rozkładając ręce.

— Nie ma to nie ma! — nie dawała za wygraną teściowa.

— Ale może jednak coś zostało? Zbieraj się, szybko! — Zinaida Nikitishna, jak zawsze, nie zamierzała słuchać żadnych sprzeciwów.

Tania właśnie wróciła z ogrodu — bolały ją plecy, nogi się jej ugięły. A teraz jeszcze trzeba wyciągać się na ulicę w październikowy chłód… Boże, po co to wszystko?

Kłótnia z teściową – to tylko na własną szkodę. Znowu zacznie się: „Jaka Tania jest niewdzięczna, inna dawno by ją wyrzuciła za drzwi, a ja tu cierpię…”.

Nie, dziękuję – nie chciała tego słuchać po raz setny.

Tania mieszka z tą kobietą już trzy lata. Z mężem przeżyła tylko dwa lata, a on był tak sobie mężem.

Poznali się, kiedy Tania po opuszczeniu domu dziecka nie wiedziała, gdzie się podziać. Andriej zaproponował jej wtedy: „Zostań moją żoną, pojedziemy na wieś, mam duży dom”.

Dom rzeczywiście był duży. Tak duży, że sprzątanie zajmowało Tani pół dnia. Nie należał jednak do niego, ale do jego matki – kobiety, która nienawidziła całego świata, a zwłaszcza Tani.

Andriej nie umarł ani nie zaginął. Po prostu wyjechał do jakiejś innej kobiety na koniec świata. A Tania została tutaj. Nie wiadomo dlaczego – formalnie była jego żoną, a w rzeczywistości – darmową służącą.

Na początku płakała z żalu. Wstydziła się – młoda, piękna, a życie potoczyło się tak źle. Potem nie miała czasu na płacz: Zinaida Nikityszna zasypywała ją pracą tak, że nie miała czasu na nic innego.

Stara kobieta zabrała się do roboty na poważnie: kupiła dwie szklarnie, powiększyła ogród, wzięła jeszcze krowę i kilka prosiąt. Po co nie, skoro ma darmową siłę roboczą?

Tania dowiedziała się później, że Zinaida wysyła pieniądze Andriejowi i jego nowej dziewczynie. To naprawdę przykre – wychodzi na to, że Tania pracuje, żeby im się dobrze żyło?

Sąsiadki współczuły Tani: — Po co się z nią zadajesz! — oburzyła się Stepanowna. — No proszę, rozpieściła się, farmerka! Wcześniej ona i Andriej nie kiwnęli palcem, a teraz prowadzą gospodarstwo!

Tania tylko smutno się uśmiechała. Było jej nie do zniesienia, ale odejść oznaczało pozostać zupełnie sama. Gdzie miałaby się podziać? Na ulicę?

— Co za bomży! — prychała Stepanowna. — Spójrz, ile ty wszystkiego robisz! Ty przecież na każdym stanowisku się sprawdzisz! A tu można umrzeć!

Rozumem Tania rozumiała, że sąsiadki mają rację. Ale jak zostawić starą kobietę samą? Tyle lat mieszkały pod jednym dachem… Dlatego tylko wzdychała.

Prawda, kiedy usłyszała, że Zinaida chce powiększyć pole ziemniaków, pomyślała: może naprawdę czas odejść?

Tania pierwsza zebrała się i wyszła na ulicę. Padał drobny, nieprzyjemny jesienny deszcz.

— Tania, cześć! Gdzie to się wybierasz w taką pogodę? — zawołała Stepanowna.

— Zinaida Nikityszna wysłała mnie po grzyby — westchnęła Tania.

Sąsiadka roześmiała się, a potem spojrzała zdziwiona: — Poważnie? Jakie grzyby? Już tylko muchomory rosną!

Z ganku zeszła Zinaida Nikityszna: — Nie twoja sprawa, jakie grzyby! Znajdziemy, nie ty jedna!

Stepanowna splunęła: — Zina, urodziłaś się głupia, głupia umrzesz! Robisz z siebie ważną osobę, a wszyscy i tak wiedzą, kim jesteś!

Splunęła jeszcze raz i zniknęła za płotem.

Zinaida rzuciła złośliwie: — No co stoisz? Chodź, zaraz będzie ciemno!

Właściwie to sama już żałowała, że wyszła. Ale nie miała siły patrzeć, jak Tania siedzi bezczynnie. Andriej, kiedy ją przywiózł, powiedział: „Mamo, korzystaj – darmowa pracownica!”.

Zinaida najpierw przyglądała się dziewczynie, ale potem zrozumiała, że jest wytrzymała. Andriej zamierzał wtedy wyjechać, więc nie zatrzymywała go. Niech zobaczy świat. Teraz ma pomocnika.

Dotarliśmy do lasu i nagle Nikitiuszna mówi: — Ojej, zapomniałam! Ciasto stoi w domu! Pobiegnę, a ty idź na przykład w stronę wroga. Wasia przyniósł wczoraj stamtąd cały worek opytek.

Tania zdziwiła się: — Nigdy tam nie byłam! Las jest mi obcy, a do tego daleko.

— A co, myślisz, że grzyby rosną w ogrodzie? Nie! Idź tam, gdzie inni je znajdują — też znajdziesz! Jaki problem?

Zinaida odwróciła się i szybkim krokiem skierowała się do domu.

Tania zrobiła krok za nią, ale zrozumiała, że lepiej być w lesie niż w domu. Zaciskając zęby, weszła w mroczną szczelinę między drzewami.

Do wroga dotarła już prawie o zmierzchu. Chciała natychmiast wrócić, ale jak wrócić do domu bez grzybów?

Opieki znalazły się tuż przed jej oczami. Zaczęła je szybko kroić, wybierając najgęstsze miejsca. Potem znalazła jeszcze jeden pień, jeszcze jeden… Ocknęła się, gdy koszyk był pełny, a wokół prawie zapadła ciemność.

— Ojej! — wyrwało się jej.

Rozejrzała się. Nie miała pojęcia, w której stronie znajduje się wąwóz, z którego przyszła. Pobiegła w jedną stronę — nic. W drugą — też nic. Wszystko wyglądało znajomo, jakby już tu była.

Strach całkowicie ją sparaliżował. Noc, nieznany las… Nie mogła nawet się ruszyć.

— Pomocy!

Tania otworzyła oczy. Wydawało jej się, że zasnęła, siedząc pod wielkim dębem na mokrej trawie.

— Pomocy!

Nie, to nie ona krzyczała. Ktoś w pobliżu wołał o pomoc. Dziecko?

Ruszyła w kierunku głosu, przedzierając się przez gałęzie. Koszyk został w tyle. Nikitiusza na pewno zrobi jej awanturę…

Głos zbliżał się.

– Hej! Gdzie jesteś?

– Jesteś babą Jagą? Przyszłaś mnie zjeść?

– Nie! Jestem Tania. Też się zgubiłam.

W końcu zobaczyła dziewczynkę siedzącą na wysokim pniu.

– Ojej, wysoko się wspięłaś!

– Tam są te… żaby… – wyszeptało dziecko.

Z nadzieją spojrzała na Tanię: — Uratujesz mnie?

— Oczywiście! Po to tu przyszłam. Tylko poczekajmy do rana — w nocy łatwo się potknąć lub wpaść do dołu.

Tania widziała, że dziewczynka płacze. Trzeba ją było uspokoić.

— Nie odejdziesz?

— Nie. Teraz wymyślimy, jak się wygodnie ułożyć.

W ciemności Tania zbierała gałęzie, układając z nich coś w rodzaju legowiska. Ziemia była wilgotna, ale nie było wyboru. Posadziła dziewczynkę na kolanach, okryła swetrem — wkrótce dziecko przestało drżeć.

— Mam na imię Masza…

— A dlaczego tu przyszłaś, Masia? Żeby zjeść owsiankę niedźwiedziom i zniszczyć łóżka?

Masza zachichotała: — Nie! Chciałam przestraszyć tatę… i zgubiłam się.

— A po co go straszyłaś?

— Nie pozwolił mi popływać w rzece…

— Popływać? Ale przecież jest jesień, zimno!

— Nie kąpałabym się… Ale dlaczego mi nie pozwolił?

Dziewczynka mówiła coraz wolniej, jej głos stawał się coraz cichszy. Tanya uśmiechnęła się — dziecko zasypiało. Pozostało jeszcze trochę cierpliwości… Tylko pięć godzin do świtu.

Najwyraźniej ona sama też zasnęła — obudziła się od światła. Poranek przedzierał się przez drzewa, Masza spokojnie chrapała na jej kolanach, a nad lasem wschodziło już słońce.

— Pobudka, śpiochu! Trzeba znaleźć twojego tatę!

Masza przetarła oczy: — A po co go szukać? Przecież on tu pracuje — jest leśniczym.

Tania zaniemówiła. Kilka razy spotkała miejscowego leśniczego i za każdym razem rumieniła się – mężczyzna był przystojny, pewny siebie, patrzył w jakiś szczególny sposób… Ale nigdy nie rozmawiali, a ona nawet nie znała jego imienia. Okazuje się, że ma córkę… i najprawdopodobniej żonę. Jak mogłoby być inaczej?

– No dobrze, chodźmy tam!

— Tania wskazała ręką. — Słońce wschodzi na wschodzie, więc twoja wioska jest tam.

Masza sprytnie zmrużyła oczy: — A skąd wiesz, gdzie jest moja wioska?

— Żaby mi podpowiedziały! — zaśmiała się Tania.

Masza roześmiała się: — Chodźmy szybko! Chcę jeść!

Tania westchnęła smutno. Gdyby wszystko było takie proste… Być może wybrała właściwy kierunek, ale kto wie, co ich czeka?

Po około dwóch godzinach usłyszały szczekanie psów.

Masza, która była już zupełnie wyczerpana, ożywiła się: — Laska! Joy!

Z krzaków wyskoczyły dwa potężne psy. Tania mimowolnie zamarła, a dziewczynka radośnie rzuciła się w ich kierunku — obejmowała je i całowała, a psy, prawie tak wysokie jak ona, skomlały z radości i próbowały polizać swoją panią w twarz.

— To nasze! To znaczy, że tata jest blisko!

Rozległ się długi gwizd, a psy odpowiedziały szczekaniem. Jeden pozostał z dziewczynkami, a drugi pobiegł przed siebie, jakby chciał przekazać wiadomość.

Po chwili usłyszeli kroki i z lasu wyszedł wysoki mężczyzna. Widząc córkę, podniósł ją na ręce i zakręcił nią: — Maszka! Jak mnie wystraszyłaś!

— Sama się wystraszyłam! Więcej tak nie będę robić! To Tania mnie uratowała!

Tania uśmiechnęła się słabo. Uratowała… chociaż sama się zgubiła.

Usiadła na pniaku – nagłe zmęczenie ogarnęło ją z głowy. Po wszystkich przeżyciach napięcie zaczęło opadać.

Myśliwy podał jej flaszkę: – Napij się. Odpocznij trochę, potem pójdziemy.

Tania wzięła kilka łyków chłodnego napoju i posłusznie wstała.

Szli prawie godzinę. Yura niósł Maszę na rękach, psy szły przed nimi, ostrożnie rozchylając krzaki.

Kiedy pojawiła się wioska, Tania zrozumiała, że to nie jest jej dom. Musiała jeszcze pokonać prawie sześć kilometrów. Cicho jęknęła.

Yuri chyba od razu to zrozumiał: — Odpocznijcie trochę, coś zjedzcie, a ja was podwiozę. Mam motocykl.

Tanya uśmiechnęła się. Nie wiedziała, jak ma na imię, ale nie odważyła się zapytać.

On, jakby czytając w jej myślach, powiedział: — Jestem Yura. A ty jesteś Tanya — Masza mi już o tobie opowiadała.

Dom stał na obrzeżach, prawie przy lesie. Widać było, że właściciel mieszka sam – w środku było czysto, meble wygodne, przytulnie.

– Rozgośćcie się, nakarmię was.

Masza skinęła głową: – Zjem wszystko!

Jura roześmiał się: – Wszystko? To trzy łyżki i kawałek chleba!

Tania jadła gorący barszcz i czuła, jak dawno zapomniane ciepło rozlewa się w jej wnętrzu. Opiekują się nią, proponują chleb, mówią łagodnie: „Nie spiesz się, jedz”. Nikt nie krzyczy, że czeka praca. Można po prostu być…

Ale już wkrótce trzeba będzie wrócić do domu. Do domu, który dawno stał się dla niej klatką.

Tania walczyła ze snem, ale Jurij zauważył: — Proszę się położyć, odpocząć. Nic złego się nie stanie.

I rzeczywiście, co może się stać? Może trawa na grządce trochę urosnie?

Leżąc na miękkiej kanapie, Tania nagle zrozumiała — czas odejść. Jak tylko wróci, zbierze rzeczy i wyjedzie. Nawet jeśli nikt jej nie czeka, znajdzie sobie zajęcie.

Obudziła się wieczorem: — Ojej! Dlaczego mnie nie obudziliście?!

Yura uśmiechnął się: — Nie mogłem. Uśmiechała się pani przez sen.

— A Masza?

— Śpi jak zabita.

Tania westchnęła: — Teraz Zinaida na pewno mnie zabije za ten kosz…

Yuri zdziwił się: — To znaczy, że zabije cię za to, że prawie zginęliście?

Tania skinęła głową, zdezorientowana, a potem niespodziewanie zaczęła mówić. Tak, jak nigdy wcześniej nie potrafiła z nikim. Opowiedziała o wszystkim – o trzech latach życia, o pracy bez odpoczynku, o tym, jak straciła siebie.

Jurij pokręcił głową: – Jak można tak mało cenić siebie?

– Już zdecydowałam. Przyjadę, zbieram się i wyjadę do miasta.

– A kto tam na ciebie czeka?

– Nikt. I nic. Jakoś sobie poradzę. Znajdę pracę.

Jurij pomyślał chwilę, po czym cicho powiedział: – Zostań. Tutaj zawsze będziesz mile widziana. Jako pomocnica albo jako przyjaciółka. A jeśli zdecydujesz się wyjechać, pomogę ci znaleźć pracę.

Tania spojrzała na niego i poczuła, jak coś w jej wnętrzu zaczyna topnieć…

– No i nacierpiałaś się? Trzeba by cię wsadzić! — Zinaida Nikityszna nawet nie zaczęła naprawdę się kłócić — była zbyt zmęczona, zajmując się całym stadem.

— Nie ma powodu, żeby mnie zamykać. A waszą krewną zostawiliście samą w lesie!

— Jaka to z ciebie moja krewna! Mój głupi syn — dawno by wrócił, ale nie chce!

— Zamknijcie się! Mam wam być wdzięczna za połowę życia? — nagle warknęła Tania.

— Co za hałas?! — wtrąciła Stepanowna. — Ojej, kto do nas przyjechał?

To był motocykl Jurki. Tania wyszła, pożegnała się i skierowała się do domu.

Nikityszna była nawet zdezorientowana: — Gdzie się wałałaś, włóczęgo! I jeszcze nazywasz się mężatką! Gdzie zostawiłaś koszyk?

Tania wyszła po kilku minutach, zbierając się w końcu: — Do widzenia!

— Dokąd?! Dokąd?!

— Nie będę już dłużej znosić waszych drwin. Za moją dobroć obiecujecie mi góry?

Zinaida Nikitishna otworzyła usta, ale nie znalazła nic do powiedzenia.

A Stepanovna, zadowolona, dodała: — Masz, co zasłużyłaś, gwiazdo!

Wieczorem Yura opowiedział, że po urodzeniu Maszy jego żona była długo leczona, a dwa lata później zmarła. Od tego czasu wyjechał z córką na tę dziurę, aby zacząć wszystko od nowa.

Uzgodnili, że Tania zostanie zatrudniona za tydzień. Tydzień ten miała odpocząć — tak nakazał Jura.

A pół roku później odbyło się huczne wiejskie wesele. Żyli długo i szczęśliwie — jak w bajce.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *