Dyrektor przygotował kontrolę dla sprzątaczki. Zostawiłem na stole portfel z gotówką. To, co zrobiła Sprzątaczka, nigdy nie zapomni…

Michał siedział przy biurku, pochylony nad stosem dokumentów, z marszczonymi brwiami. Jak ojciec to wszystko zapamiętuje? Gdyby Michał przeanalizował wszystko, co kryje się za tymi liczbami – poprzez umysł, nerwy i serce – nie patrzyłby teraz na nie jak student, który przespał wszystkie wykłady z tego przedmiotu.

Dlaczego ojciec nie dopuścił go wcześniej do zarządzania firmą i nie zapoznał z jej sprawami? Przecież wielokrotnie o to prosił. Ale ojciec był nieugięty: ucz się, poznaj świat, jeszcze zdążysz – firma nigdzie nie ucieknie. Czasami Michaił miał wrażenie, że ojciec po prostu mu nie ufa, a nawet jest zazdrosny o swoje dziecko – biznes.

Trudno było to zrozumieć: ojciec od początku był człowiekiem zamkniętym, powściągliwym i małomównym, a przedwczesna śmierć matki sprawiła, że stał się niemal milczący. Michaił podchodził do niego ze zrozumieniem, wiedział, jak ciężko było mu godzić opiekę nad dzieckiem z pracą, zwłaszcza gdy dom nagle opustoszał. Sam był wtedy bardzo młody i niewiele mógł pomóc. Jednak ojciec miał żelazną wolę i godną pozazdroszczenia wytrzymałość. Nawet jeśli w ich relacjach brakowało ciepła i uwagi, zapewnił synowi opiekę, godne życie i dobre wyniki w pracy.

Dla ojca firma była drugim dzieckiem, którym opiekował się przez całą dobę. Michaił zawsze czuł, że ten świat jest niedostępny dla nikogo — nawet dla niego samego. A teraz taka niespodzianka: bez przygotowania, bez stażu, trzeba przejąć zarządzanie firmą.

Być może ojciec uważa, że najlepszym sposobem nauki jest metoda całkowitego zanurzenia: wrzucić do wody — albo płyń, albo utoniesz. Być może ma to jakiś sens. Ale Michaił czuł się jak prawdziwy nowicjusz, zagubiony wśród niezrozumiałych szczegółów i spotykający się ze sceptycznymi spojrzeniami zastępców, dla których nie był szefem, a „zielonym”.

Dobrze, że ojciec dał mu wskazówki: do kogo się zwrócić, na kogo można polegać, kto za co odpowiada. Ale autorytet trzeba sobie zasłużyć. Ile jeszcze błędów trzeba popełnić, aby go osiągnąć?

Na przykład Anatolij Wasiliewicz – sam w sobie jest tego wart: mówi płynnie, ale zaciska usta, a w oczach widać zimny szyderczy uśmiech: no dalej, młody, spróbuj, jeśli potrafisz. Po biurze krążą plotki, że od dawna marzył o stanowisku dyrektora. Z nim trzeba być ostrożnym – to wyraźnie niebezpieczny człowiek.

Na myśl o tym potencjalnym rywalie, gotowym wykorzystać każde potknięcie, Michaił z nową energią zagłębił się w sprawozdanie finansowe.

Dwie godziny później, wyczerpany i zmęczony, jechał do domu przez wieczorne miasto. Zmierzch ustąpił nocy, którą oświetlały latarnie i jasne neony sklepów. W pobliżu klubu „Big Ben” nagle ścisnęło go w środku. Ciekawe, czy Ilona tam jest? I z kim? Chociaż… teraz to już nie ma znaczenia. Oboje wybrali swoją drogę. Szczerze mówiąc, taki wynik był praktycznie nieunikniony.

Ilona była córką dyrektora dużej międzynarodowej firmy, przyzwyczajona do wygodnego życia, nie znająca wartości pieniądza i nieprzyzwyczajona do realiów życia. A on… Nie był biedny, oczywiście, ale dochody jego firmy nie mogły się równać z poziomem, do którego była przyzwyczajona. Ojciec od razu wszystko zrozumiał. Wtedy Michaił nie zrozumiał, dlaczego ojciec, widząc dziewczynę, która mu się spodobała, powiedział tylko krótko: „Nie wyciągaj kranu za wodę”. Teraz stało się jasne: doświadczone oko ojca przewidziało, że syn może napotkać trudności. Dobrze, że nie powiedział zbyt wiele – pozwolił mu doświadczyć wszystkiego na własnej skórze.

Teraz, po niekończących się kaprysach Ilony i jej niezadowoleniu z kwiatów, restauracji i perfum, wszystko wyglądało inaczej. Przypomniały się inne momenty: jak wyśmiewała przyjaciół Michaiła, kiedy ten przyprowadził ją na bal maturalny, lub jak nie chciała jechać do chorej ciotki, ponieważ było jej niewygodnie.

Skąd w tak pięknym ciele może być tyle egoizmu? Pamięć wciąż zachowywała wspomnienia o jej długich kasztanowych włosach, smukłej sylwetce, zielonkawych oczach, jakby należących do rusałki. Jedno wspomnienie wystarczyło, by przebiegł dreszcz. Ale były też inne wspomnienia — nieprzyjemne.

Ostatnią kroplą była podróż. Ojciec stracił wtedy ważną transakcję, musiał zapłacić karę, a Michaił wiedział, jak ciężko przyszło mu zdobyć pieniądze na wakacje. Ale Ilona chciała pojechać do Meksyku, a konkretnie zobaczyć Machu Picchu. Zebranie potrzebnej kwoty nie było dla Michaiła łatwe, więc odmówił. Nagromadzone napięcie wybuchło i powiedział jej wiele prawdy o jej egoizmie, niezdolności do zrozumienia życia poza klubami i samochodem ojca.

Ona odpowiedziała, że jest sknerą i plebejuszem, który nie docenił podarowanego mu drogocennego kamienia. Na co Michaił odparł, że naturalne klejnoty też są piękne, ale wymagają mniej zachodu. Głośne trzasnięcie drzwi zakończyło ich związek.

Chociaż rozumiał, że wszystko potoczyło się tak, jak powinno, rana jeszcze się nie zagoiła. Na samo wspomnienie imienia Ilony serce mu się ściskało i obiecał sobie, że zrobi wszystko, co w jego mocy, aby podnieść rodzinny biznes do takiego poziomu, że nikt nie będzie mógł go już poniżać z powodu sytuacji finansowej.

Następnego dnia spotkanie przebiegło pomyślnie. Udało się nawet przechytrzyć Anatolija Wasiliewicza, który próbował zadać nowemu kierownikowi podchwytliwe pytania. Dlatego też, gdy do gabinetu weszła dziewczyna w mundurze i zapytała, czy nie przeszkadza, podlewając hibiskus, Michaił skinął łagodnie głową i nawet oderwał wzrok od dokumentów, aby ją lepiej obejrzeć.

Dziewczyna spuściła wzrok. „Wygląda nieźle” – pomyślał. „Co prawda fryzura prosta, ubrana skromnie, ale twarz ładna, zwłaszcza bez makijażu”. Zapytał:

— Jesteś nowa?

— Tak, przyjęto mnie dzisiaj, więc nie zdążyłam posprzątać podczas pańskiej nieobecności.

Michaił zauważył, że dziewczyna zachowuje się skromnie, ale z godnością. Spodobało mu się to.

– Jak się pani nazywa?

– Lera – odpowiedziała i uśmiechnęła się lekko. Jej uśmiech rozjaśnił twarz jak słońce.

– Bardzo się cieszę, że w zespole pojawiła się nowa twarz. Valeria, jeśli będzie pani czegoś potrzebować, proszę wejść, nie krępuj się, przyjmę wszystkie prośby.

— Dziękuję — uśmiechnęła się dziewczyna, wzięła konewkę i wyszła.

„Przynajmniej jedna prawdziwa twarz w ostatnim czasie” — pomyślał Michaił i z nowym entuzjazmem wrócił do pracy.

Od tego dnia stopniowo zaczął czuć smak nowej pracy. Z chaosu informacji zaczęły wyłaniać się pewne prawidłowości i coraz częściej udawało mu się podejmować trafne decyzje lub zgłaszać trafne uwagi. To dodawało mu energii. Młoda energia wpłynęła w nowe koryto.

Zaczął przychodzić do biura wcześniej, aby popracować w ciszy, lub zostawał dłużej, aby uporządkować nagromadzone dokumenty. Pewnego razu, przychodząc godzinę przed rozpoczęciem dnia pracy, zauważył uchylone drzwi gabinetu Anatolija Wasiliewicza. „Dziwne, zazwyczaj nie przychodzi tak wcześnie” – pomyślał Michaił, ale nie zdążył rozwinąć tej myśli, ponieważ usłyszał głosy: kobiecy – oburzony, męski – niezadowolony.

„Anatolij Wasiliewicz, muszę pana ostrzec: jeśli jeszcze raz spróbuje pan zachowywać się w ten sposób, będę zmuszona się bronić” – powiedziała powściągliwie, ale stanowczo kobieta.

„Tak?” – zapytał groźnie zastępca. „Nie udawaj księżniczki, bo szybko pożegnasz się z pracą”.

Takich jak ty już mieliśmy…

Rozległ się jakiś hałas, potem ostry dźwięk uderzenia, trzasnięcie drzwi i pośpieszne kroki.

„Brawo, dziewczynko!” — pochwalił w duchu Michaił. — „Tak mu trzeba, staremu kobieciarzu! Więc postanowił zostać kazanolem. Trzeba wziąć Lerę pod swoją opiekę”.

Jednak wkrótce sytuacja przybrała nieoczekiwany obrót. Kilka dni później do gabinetu Michaiła wszedł ponury Anatolij Wasiliewicz z kartką papieru i położył ją na stole.

– Co to jest? – zdziwił się Michaił.

– Notatka służbowa – odparł ten. – Zarejestrowałem ją już u sekretarza. – Po co? – zapytał Michaił.

– Żeby nie można było tego tak po prostu zbyć i zamieść pod dywan. W biurze zaczęły znikać pieniądze pracowników. Wcześniej coś takiego nie miało miejsca. Wskazałem nazwiska poszkodowanych. Proszę o przeprowadzenie kontroli wśród nowych pracowników, aby znaleźć winnego. Podejrzewałem nową sprzątaczkę. Tylko ona miała swobodny dostęp do wszystkich pomieszczeń. Przed jej pojawieniem się nie mieliśmy takich incydentów.

Po tych słowach Anatolij Wasiliewicz dumnie wstał i uroczyście opuścił gabinet. Michaił był tak wściekły, że omal nie złamał długopisu. Ten drań znalazł coś, czego mógł się czepić! Doskonale rozumie, że nie można ignorować faktów kradzieży. Cóż, trzeba będzie poszukać. Jeśli Lera naprawdę jest winna, trzeba podjąć odpowiednie kroki. A jeśli nie… Oby tylko nie miała z tym nic wspólnego!

Michaił wezwał szefa ochrony i polecił zainstalować dodatkowe kamery w biurze oraz dokładnie przeglądać nagrania. Zwłaszcza w swoim gabinecie – poprosił, aby przesyłano mu osobiście wszystkie nagrania. Następnie przesłuchał wszystkie poszkodowane osoby – fakt kradzieży został potwierdzony. Anatolij Wasiliewicz nie kłamał.

Pozostawszy sam, Michaił siedział zamyślony. Dręczyły go sprzeczne myśli. Z jednej strony, całkiem możliwe, że zastępca po prostu chce zaszkodzić Lierze. Ale wtedy kto kradnie pieniądze? Nie było innych nowych pracowników. Poza tym ojciec zawsze dbał o porządek i zaufanie w zespole. Jakże nie chciał, żeby to była Lera! Taka dobra dziewczyna – czyżby zupełnie stracił umiejętność rozróżniania ludzi?

Właśnie zaczęło się układać, a teraz znowu ból głowy – gra w detektywa. Trzeba było pilnie coś zrobić. Po krótkiej refleksji wpadł na pomysł: wykorzystamy metodę żywej przynęty!

Nie tracąc ani chwili, wyjął portfel, zostawił w nim sporą sumę gotówki, a karty schował. Portfel celowo rzucił obok stołu – niech leży, jakby przypadkowo upuszczony. Niech złodziej myśli, że właściciel nie zapamiętał dokładnej kwoty. Michał wiedział: jeśli ktoś już zagląda do cudzych rzeczy, to pokusa okaże się zbyt wielka.

Wyszedł z gabinetu, udając się na spotkanie biznesowe. Dzisiaj wieczorem sprzątać miała Lera — będzie co popatrzeć.

Z powodu bieżących zadań prawie zapomniał o swojej „pułapce”. Przypomniał sobie o niej dopiero wtedy, gdy szef ochrony wysłał mu wiadomość z filmem. Michaił odłożył niedopitą kawę i uruchomił nagranie. Na ekranie pojawiła się Lera – podlewała kwiaty, wycierała kurz… Portfel był słabo widoczny z kamery, ale może podczas czyszczenia dywanu go zauważy.

Rzeczywiście – wzięła odkurzacz… Zatrzymała się. Podniosła portfel. Otworzyła. Zajrzała do środka… Nic nie wzięła. Następnie usiadła przy stole, wzięła notes, coś napisała, odłożyła notatkę i starannie odłożyła portfel na miejsce.

„Co za dziwactwa? – zdziwił się Michaił. – Co ona tam napisała?”. Teraz całą noc dręczy cię to pytanie. Anatolij Wasiliewicz, wydaje się, sam prosi się o kłopoty. Ta krucha na pozór dziewczyna najwyraźniej nie jest prosta.

W nocy prawie nie spał. Od samego rana pędził do biura, gdzie portfel nadal leżał na stole. Drżącymi rękami Michaił wyjął kartkę. Było na niej napisane dużymi, wyraźnymi literami: „Dziękuję za sprawdzenie. Myślę, że zdałam”. No i proszę! Od razu wszystko zrozumiała!

Lera okazała się znacznie mądrzejsza i odważniejsza, niż można było się spodziewać. Trzeba koniecznie dowiedzieć się, kim ona naprawdę jest.

Następnego dnia Michaił celowo zatrzymał się w biurze, czekając na Lerę. Kiedy wszyscy pracownicy rozeszli się, rozległy się znajome kroki, brzęk kluczy i szelest sprzętu do sprzątania. Przybrał poważną minę – sprzątanie zwykle zaczyna się od jego gabinetu.

Lera weszła, zobaczyła go i zamarła w progu.

— Chyba najpierw posprzątam inne gabinety — zaczęła.

— Nie, proszę poczekać, chciałbym z panią porozmawiać.

Podeszła i usiadła naprzeciwko niego. Jej spojrzenie było uważne i spokojne.

— Przepraszam za ten numer z portfelem. Ale ostatnio pracownicy zaczęli gubić pieniądze i jako kierownik musiałem zareagować. Nie mogłem przecież wezwać policji do własnego biura.

— Rozumiem — odpowiedziała łagodnie Lera. — Tutaj chyba nie jest łatwo ani panu, ani innym.

— Nie zauważyłaś niczego?

— Mi najłatwiej. Często sprzątam w godzinach pracy, więc ludzie postrzegają mnie jako element wystroju wnętrza – mopa z nogami. Dlatego gadają o wszystkim, nawet się nie zastanawiając. Mam więc dość jasny obraz zarówno sytuacji finansowej, jak i moralnej.

— Wygląda na to, że ma pani kilka wyższych wykształceń — powiedział z uśmiechem Michaił.

— Nie, jedno, ale dobre — odpowiedziała Lera tym samym tonem. — Nie pytajcie, dlaczego sprzątam biuro. To tymczasowe rozwiązanie i mam ku temu poważne powody.

— Dopiero co znalazłem sojusznika, a już boję się go stracić. Proszę powiedzieć, co najbardziej zaniepokoiło Pana w tej firmie?

— Jeśli porównać firmę do statku, to w kadłubie jest dziura. Pański zastępca ds. sprzedaży aktywnie pozyskuje zwolenników. Mówi się, że od dawna marzy o zajęciu Pańskiego miejsca. Prawnikom proponuje się podpisanie z góry przegranej umowy z firmą, która osiągnie korzyści, a następnie ogłosi upadłość. Po takim skandalu trudno będzie wam utrzymać się na stanowisku, a Anatolij Wasiliewicz wykorzysta ten kryzys, aby przejąć kontrolę nad sytuacją. Wygląda na to, że przygotował jakiś as w rękawie. W rezultacie firma poniesie straty, a on zajmie stanowisko dyrektora. Koniec scenariusza.

— Jesteś jak Mata Hari — powiedział z namysłem Michaił. — Z takimi zdolnościami analitycznymi powinnaś być moją zastępczynią. Napijmy się kawy. Nie musisz dzisiaj sprzątać gabinetu. Kawę zaparzę sam.

Dziesięć minut później siedzieli już przy stole z filiżankami parującej kawy. Rozmowa nabrała poufałego charakteru i Michaił zrozumiał, że Lera nie jest zwykłą sprzątaczką, ale inteligentną, interesującą kobietą o szerokich horyzontach i ironicznym podejściu do życia.

Żegnając się, z żalem zauważył, że zatrzymał ją na długo, ale nie mógł pozbyć się myśli: jeszcze trochę – i nie puściłby jej w ogóle.

Tej nocy nie spał. Śniła mu się złośliwa uśmiech Anatolija Wasiliewicza z umową w rękach, potem Lera uciekająca przed nim, a następnie nagle zamieniająca się w Ilonę, która drwiła z niego. Rano wstał zirytowany i z ciężką głową, zastanawiając się, jak znaleźć złodzieja i zdemaskować fałszywą umowę wśród setek innych.

Dni mijały na tych rozmyślaniach, do których mieszały się myśli o tym, gdzie zaprosić Lerę – tak, aby atmosfera była komfortowa, ale nie zobowiązująca. Ławka w parku – zbyt banalne. Po długich rozmyślaniach postanowił zaproponować przejażdżkę konną poza miasto. Wycieczka była nieformalna, niezwykła, a sądząc po wyglądzie Lery, lubiła ona aktywny wypoczynek.

Ożywiony tym planem, Michaił przyjechał do biura i od razu udał się do szefa ochrony.

— Jakieś nowości? — zapytał bez zbędnych słów.

Ten skinął głową i poszedł za nim do gabinetu. Włączył odpowiedni nagranie i pokazał Michaiłowi mężczyznę w średnim wieku, który wchodzi do jednego z gabinetów, grzebie w szufladach i znajduje tam pieniądze. Szybko chowa je do kieszeni i wychodzi. Przy wyjściu odwraca się twarzą do kamery…

— Ale to przecież Wiktor Siergiejewicz! — wykrzyknął Michaił. — Radca prawny, najstarszy pracownik! Co się z nim stało, że doszedł do kradzieży?

— Dziękuję za dobrą robotę. Nagroda jest zasłużona. Jednak ta informacja musi pozostać między nami. Na razie tylko my o tym wiemy. Rozumiesz?

Szef ochrony skinął głową i opuścił gabinet. Michaił natychmiast polecił wezwać Wiktora Siergiejewicza — radcę prawnego.

Ten wszedł, mrużąc oczy, i niepewnie opadł na krawędź krzesła. Jego zdezorientowany wygląd budził litość, ale Michaił wiedział, że nie można teraz okazywać słabości. Na stole przed Wiktorem położono tablet z uruchomionym odtwarzaczem. W miarę oglądania twarz mężczyzny stawała się coraz bledsza i pokrywała się kroplami potu. Kiedy nagranie się skończyło, wyszeptał sine ustami:

— Co teraz będzie ze mną?

— To zależy od tego, jak szczerze opowie pan, dlaczego pan to zrobił. I proszę pamiętać — rozumiem, że to nie pierwszy raz — odparł sucho Michaił.

Prawnik drżącymi palcami poluzował krawat i powiedział:

— Ja… Po prostu nie widziałem innego wyjścia. Moja mama ma guza mózgu.

Operacja jest pilna. Bez niej nie da się stwierdzić, czy jest łagodna, czy złośliwa, a to wymaga innego podejścia do leczenia. Sprzedałem wszystko, co mogłem, zastawiłem majątek… Ale i tak nie wystarczyło. Oddałbym wszystko. Później. A teraz to po prostu kwestia życia… — Czy pan jest dzieckiem, Wiktor Siergiejewicz? — zapytał Michaił, potrząsając głową.

— Dlaczego nie poprosił pan o pomoc firmę?

— Jak to… Prosiłem. Ale Anatolij Wasiljewicz powiedział, że już udzielił mi wsparcia finansowego — płacił mi pełną pensję, mimo że często nie przychodził do pracy z powodu choroby matki. A ja chciałem zwrócić pieniądze — nawet wszystko zapisałem, żeby zacząć spłacać od pierwszej premii.

— To umowa, w której obiecano panu premię za podpisanie? — zapytał ostrożnie Michaił.

Cios osiągnął cel. Radca prawny zaniemówił, zbladł jeszcze bardziej:

— Odmówiłem… Nie podpisałem… Przekazałem sprawę koledze, Romanowi. To ogromna suma… Nie mogłem się na to zdecydować.

— To godne szacunku — powiedział Michaił, nalewając mu wody. — Zróbmy tak: uspokój się, zbierz myśli, podaj mi nazwisko kontrahenta i treść podejrzanej umowy. A ja dam ci nieoprocentowaną pożyczkę na całą brakującą kwotę — zarówno na operację, jak i na zwrot pieniędzy zabranych ludziom.

Spłata w ciągu trzech lat. Ale pod jednym warunkiem: będziesz mnie informował o wszystkim, co dotyczy działań Anatolija Wasiliewicza. On najwyraźniej jest gotów na wszystko, aby utrzymać swoją władzę. Jak ci się podoba ten wariant? — Michaił Władimirowicz! Nie ma pan pojęcia, co pan dla mnie zrobił!

Od miesięcy nie spałem z powodu własnej bezsilności… Rozumiałem przecież, że nie dam rady takiemu człowiekowi. A do pana… jest pan nowy, nie wiedziałem, jak się do pana zbliżyć…

— Wystarczy podziękowań — przerwał mu Michaił. — Idź, napisz wniosek o pożyczkę i przygotuj mamę do operacji. Informacje dotyczące umowy przynieś razem z wnioskiem.

Gdy tylko drzwi zamknęły się za szczęśliwym Wiktorem Siergiejewiczem, Michaił odchylił się w fotelu z ulgą. Wydawało się, że jednocześnie rozplątał dwie skomplikowane sprawy. Jak całkowicie zdyskredytować Anatolija Wasiliewicza – o tym można pomyśleć nieco później. A teraz pora zająć się znacznie przyjemniejszą sprawą – zasugerować Lere swoje zainteresowanie.

– Luda – nacisnął przycisk połączenia z sekretarką – Luda, wygląda na to, że mój hibiskus potrzebuje uwagi. Trzeba go podlać.

Spacer okazał się wspaniały. Lera pewnie trzymała się siodła, była rozluźniona, śmiała się i żartowała. Michaił obserwował jej profil oświetlony zachodem słońca, wystające włosy i żywy błysk w oczach. Była naturalna i otwarta, a on czuł, jak głupio wyglądał jego poprzedni wybór — fałszywy świat Ilony. Czuł się, jakby znów miał siedemnaście lat i po raz pierwszy zakochał się z całego serca. Dzień minął niepostrzeżenie i już wiózł Lerę do domu. Ale ona poprosiła, żeby zatrzymał samochód przy przystanku trolejbusowym. Wszystkie argumenty, że o tej porze dziewczynie nie jest bezpiecznie samej, były daremne. Michaił został sam, zaskoczony takim zachowaniem. Nie zauważył nawet, jak z sąsiedniego baru wyszedł Anatolij Wasiliewicz, uważnie obserwował Lerę, a potem przeniósł wzrok na samochód Michaiła i uśmiechnął się złośliwie.

Następnym razem Michaił postanowił zaprosić Lerę do klubu jachtowego. Ale jego przygotowania przerwał niezadowolony głos ojca:

— Gdzie się wybierasz?

— Na randkę z dziewczyną — odpowiedział szczerze Michaił, zauważając, że ojciec wyraźnie schudł i zbladł.

— Z tą… Z twoją sprzątaczką?

— A co masz przeciwko?

— Mam. Wybrałem ci już odpowiednią narzeczoną — córkę jednego z naszych partnerów. A ty bawisz się w romantyka.

— Kolejna „korzystna” dziewczyna? Tato, mam dość Ilony. Teraz znalazłem normalną osobę, a ty jesteś przeciw? A propos, kto cię tak szybko poinformował?

— Moi zastępcy. Oni pozostają mi wierni.

— Wierni? A to, że jeden z nich chce zrujnować firmę na dziesiątki milionów, nie poinformował cię? Od kilku dni łamię sobie głowę, jak się go pozbyć.

— Proszę o szczegóły — zmarszczył brwi ojciec.

Michaił krótko opisał sytuację.

— Rozumiem… W takim razie zajmę się jego zwolnieniem. Mam na niego haka. A ty obiecaj mi, że z tą sprzątaczką…

— Nie dzisiaj, tato, naprawdę nie dzisiaj! — wykrzyknął Michaił, chwycił torbę i wybiegł z domu.

Z jachtem trafił w dziesiątkę. Lera spodobała się cisza i piękno wodnej tafli, radośnie witała wiatr, marzyła, żeby sama stanąć za sterem i dosłownie promieniała z zadowolenia. Michaił patrzył na nią, czując, jak całkowicie traci głowę. Był pewien, że znalazł tę jedyną, której wcześniej bezskutecznie szukał. Ale wieczór został zepsuty. Lera ponownie odmówiła odprowadzenia, wysiadając na tym samym przystanku, co poprzednio.

W domu czekał już na niego ojciec:

— Zrobiłem swoje — jutro Anatolij Wasiliewicz zostanie zwolniony. Nie pytaj, jak go dorwałem, to stare porachunki. Teraz twoja kolej: sprzątaczka – precz, a jutro o szóstej wieczorem czekam w restauracji „Vermont”, poznasz narzeczoną i jej rodziców. Nie przyjmę żadnych sprzeciwów – od tego zależy los firmy.

Wszystkie słowa Michaiła natrafiały na mur. Ojciec, zazwyczaj łagodny, zmienił się w żelaznego tyrana. Tylko jego nienaturalna bladość i napięcie na twarzy sprawiły, że Michaił w pewnym momencie zamilkł.

– Wszystko w porządku? – zapytał Michaił, ogarnięty nagłym niepokojem.

— Jeśli zrobisz wszystko, co powiedziałem, będzie dobrze — odparł ostro ojciec i wyszedł do swojego pokoju.

Michaił nie zmrużył oka przez całą noc. Nigdy nie zgodziłby się na małżeństwo z rozsądku, ale jeszcze bardziej dręczyło go pytanie: co się dzieje z ojcem? Władimir Grigoriewicz zachowywał się dziwnie: raz całkowicie pogrążał się w pracy, a raz nagle zaczynał dyktować synowi, jak ma żyć. Nigdy wcześniej nie był taki surowy. Poza tym wyglądał źle. Może jest chory i stara się „zamknąć” wszystkie sprawy przed operacją? Ta myśl przeszyła go na wskroś, wypierając nawet cień snu. Pytania były bezcelowe – ojciec milczał jak partyzant. Jak teraz poradzić sobie z tą sytuacją?

Wraz z pierwszymi promieniami słońca Michaił pędził do biura – Lera zwykle przychodziła wcześnie. Ale jej tam nie było. Telefon milczał. Nie pojawiła się ani rano, ani w porze lunchu. Nawet fakt, że Anatolij Wasiliewicz już zbierał swoje rzeczy z gabinetu, nie wywołał żadnej radości. W końcu, nie wytrzymując, Michaił zadzwonił do ojca:

— Tato, to ty ją odsunąłeś? Co się stało z Lerą? Rozumiem, że nie jest dla ciebie odpowiednia, ale żeby tak brutalnie?! Nie jestem zabawką, żeby tak bezceremonialnie mną manipulować!

— Uspokój się — głos ojca był suchy i nieugięty. — Nie mam pojęcia, gdzie ona jest. Nie interesują mnie twoje dziewczyny. Czekam na ciebie o szóstej wieczorem. Z Lerą uporasz się jutro.

Michał uderzył pięścią w stół. Znowu! Nie może po prostu zignorować spotkania z inwestorem, ale Lera… Co się z nią dzieje? Dlaczego zniknęła?

W restauracji „Vermont” Michał pojawił się punktualnie. Przy stole siedzieli już ojciec i jego partner biznesowy z żoną. Brakowało tylko samej panny młodej.

„Może w ogóle nie przyjdzie?” – pomyślał z nadzieją i ledwo się przywitał, po czym zanurzył się w sałatce, łamiąc wszystkie zasady etykiety. Ale dorośli mężczyźni udawali, że nic nie zauważyli, i kontynuowali rozmowę. „A oto nasza Valeria!” – wykrzyknął nagle partner ojca.

„Dołącz do nas, kochanie, bo już zgłodnieliśmy”.

Usłyszawszy imię, Michaił wzdrygnął się i podniósł wzrok. I zamarł. Przed nim stała Lera – z schludną fryzurą, delikatnym makijażem, w prostej, ale eleganckiej sukience w kolorze brzoskwiniowym. Na jej ustach pojawił się ledwo zauważalny uśmiech. Michaił zerwał się na równe nogi, po czym ponownie usiadł, nie mogąc oderwać wzroku.

— To moja córka, Waleria — przedstawił dziewczynę inwestor. — A to Michaił, syn Władimira Grigoriewicza.

Lera lekko pochyliła głowę, uśmiechając się delikatnie kącikami ust. Michaił znów wpatrzył się w sałatkę, czując, jak twarz zalewa mu gorączka. Lera – jego narzeczona? To żart? Nie, wszyscy wokół są zbyt poważni. Dlaczego więc sprzątała podłogi w jego gabinecie? Myśli plątały mu się w głowie, krewetki spadały z widelca, a wzrok nie mógł oderwać się od twarzy dziewczyny.

I nagle zabrzmiała powolna muzyka. Michaił natychmiast skorzystał z okazji:

— Można? — wyciągnął rękę, zapraszając Lerę do tańca.

Zgodziła się i ruszyli na środek sali.

– Lero, to naprawdę ty? – zapytał Michaił, delikatnie obejmując ją.

– Oczywiście, że to ja. Rozpoznałeś mnie, dlaczego więc pytasz?

– Po prostu nie mogę zrozumieć, po co ci była potrzebna mopa i wiadro? Co to za przedstawienie?

– To proste. Już nie raz spotkałam się z ludźmi, którzy interesowali się mną z powodu pieniędzy lub pozycji. Kiedy tata zaczął opowiadać, jakim wspaniałym facetem jest syn Władimira Grigoriewicza, postanowiłam sprawdzić cię osobiście. Przecież przed sprzątaczką nie będziesz udawał. To wszystko.

— To dlatego nie chciałaś, żebym wiedział, gdzie mieszkasz? — uśmiechnął się, wdychając zapach jej włosów. — Dzisiaj prawie oszalałem, kiedy zniknęłaś.

— Ale wróciłam, kochany — odpowiedziała łagodnie Lera. — Nie cieszysz się?

Zamiast słów Michaił tylko mocniej ją przytulił, przytulając policzek do jej policzka. Nie zauważyli nawet, jak skończyła się muzyka i zostali sami na parkiecie, pod aprobatą rodziców i zaciekawionych spojrzeń innych gości.

— No proszę, upierałeś się jak zawodnik na ringu — powiedział z satysfakcją ojciec w drodze do domu. — Czyżbym wybrał dla ciebie złą dziewczynę? Teraz możesz zapomnieć o swojej sprzątaczce…

– Tato, a co z twoim zdrowiem? – zapytał Michaił, dręcząc go od dawna. – Nie jestem już dzieckiem, mam prawo wiedzieć.

– Jutro idę na operację. W płucu wykryto nowotwór. Po usunięciu będzie wiadomo, czy jest łagodny, czy nie. Ale jestem spokojny. Poradzisz sobie w biznesie, a z rodziną też wszystko się ułoży.

— Musisz dożyć wnuków. Będę miał mnóstwo czasu, żeby ci je podarować — stwierdził stanowczo Michał, tłumiąc strach i chwytając się iskry nadziei.

Dokładnie rok później Michał krzątał się po domu, pakując dokumenty do teczki i szukając krawata.

— Tato, może odwołasz dzisiaj spotkanie? Musimy z Leroj zdążyć na zajęcia przygotowujące do porodu. Jesteś już w szeregu — może czas wrócić?

— Nie, synku, przełóż spotkanie. Stałeś na nogi, nie warto znowu chować się w cieniu. Zostanę twoim doradcą. Przynajmniej do czasu, aż twoja piękna żona obdarzy mnie obowiązkami dziadka.

Władimir Grigoriewicz zwrócił się do ciężarnej Lery i konspiracyjnie mrugnął do niej. Ta patrzyła to na męża, to na teścia, promieniejąc szczęśliwym i nieco tajemniczym uśmiechem.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *