Fetka odruchowo zakrył twarz dłonią i zwinnie skulił się w kłębek. Ale po chwili — raz! — i rzucił się do ucieczki z domu. Nic szczególnego się nie wydarzyło: tata znowu „przesadził”. A kiedy przesadzał, stawał się… jak to delikatnie ująć — zupełnie nieprzewidywalny.
Mama często się z nim kłóciła. Nie dlatego, że chciała, ale dlatego, że nie mogła postąpić inaczej. Prawda, tylko wtedy, gdy sama była trzeźwa. Chociaż zdarzało się to rzadko.
Fiodor zatrzymał się na środku podwórka i zamyślił się – trzeba gdzieś iść! W brzuchu burczało z głodu. Dzisiaj ojciec dostał wypłatę – może jednak kupił coś do jedzenia. Ale teraz na pewno nie było na to czas. Tata miał poważne problemy.
Chłopak spojrzał na słońce – było jeszcze wcześnie. Dzieciaki z podwórka wyjdą na dwór najwcześniej za kilka godzin. Można pójść do restauracji! Jest tam otwarta weranda i często zaglądają tam bogaci ludzie. Tak, większość z nich jest chciwa, ale zdarzają się też normalni. Ktoś da pieniądze, a ktoś nakarmi.
Fetka nigdy nie odmawiał. Ci ludzie zapomną o nim minutę po tym, jak odjadą, więc nie było się czego wstydzić. W domu jedli rzadko i na pewno nie smacznie. Więc nawet jeśli był najedzony, i tak przyjmował pomoc. Na wszelki wypadek.
Ogólnie rzecz biorąc, Fietka nie miał pretensji do życia. Prawie wszyscy jego koledzy też mieli rodziców alkoholików. Mama mówiła, że to z powodu beznadziejnej sytuacji. Pracowała jako sprzątaczka, ojciec był stróżem. Zarobki były śmieszne, ale oni sami pochodzili z takich samych rodzin. Nikt nie miał wykształcenia, więc dostawali odpowiednią pracę.
Fiedka widział, że tak żyje prawie cała ich ulica. Były oczywiście wyjątki – rodziny, w których nikt nie pił. Ale takich uważano za obcych, za czarne owce. Nikt się z nimi nie zadawał. Ich dzieci chodziły czyste i czytały książki – wyobraź sobie, tak po prostu, bez przymusu! Ale takie rodziny nie zatrzymywały się na ulicy na długo – od razu starały się wyjechać. Cóż, niech im będzie! Nie ma tam miejsca dla takich dziwaków.
Prawie dochodząc do restauracji, Fiodor zauważył znajomy samochód. Nawet się uśmiechnął – to znaczy, że dzisiaj będzie dobry dzień! Samochód z zielonym wzorem na masce zapadł mu w pamięć na długo.
Jeździł nim mężczyzna, który często jadł obiad w tej restauracji. Wcześniej Fietka nie zwracał na niego uwagi, dopóki pewnego razu sam nie zagadał do niego.
— No co, bracie, jakieś problemy? — zapytał.
Pod okiem Fiodorka widniał spory siniak, a ogólnie nie wyglądał zbyt wesoło. To bójka z chłopakami, to lanie od ojca. A kiedy mama zobaczyła podbite oko, też dorzuciła swoje. Chciało mu się płakać i jeść – nie wiedział, co bardziej.
„Trzymaj, bracie. Kup sobie coś dobrego”.
Zaufaj mi, będzie ci łatwiej!
Fetka podniósł wzrok i omal nie stracił równowagi — przed nim leżał duży banknot. To cała fortuna!
— Tylko nie wydaj wszystkiego na raz. Trochę wydaj, a resztę schowaj na później — dodał mężczyzna z uśmiechem.
Fetka uśmiechnął się — jak sam na to nie wpadł?! Za te pieniądze starczy mu na jedzenie na tydzień, może nawet więcej. Mężczyzna wsiadł do samochodu i odjechał. Po tym zdarzeniu Fetka widział go jeszcze kilka razy, ale nie pokazywał się — czuł się niezręcznie. A jeśli znów da mu tyle samo? To będzie już zbyt dziwne.
Kiedy Fiodor pół godziny kręcił się w pobliżu werandy, od razu rozpoznał mężczyznę — siedział przy stole z innymi ludźmi w garniturach. Nikt inny nie nosił garniturów. Znaczyli, że byli razem. Ale im bliżej przyglądał się Fiodor, tym bardziej serce mu zamierało — rozpoznał jednego z nich.
Iwan Aleksiejewicz był w złym humorze. Znowu pokłócił się z Alicją, jego zdaniem zupełnie bez powodu. Córka wybierała się na spacer z koleżankami, a on po prostu powiedział:
— Nie spóźnij się. I zawsze odbieraj moje telefony.
Alicja natychmiast wybuchnęła:
– Tato, nie mam dziesięciu lat!
– Tak, pamiętam – szesnaście! Dlatego proszę: odbieraj wszystkie telefony. Nawet co dziesięć minut, jeśli trzeba.
– Nie przesadzaj! Przecież nie co dziesięć!
– To prawda – odparła zjadliwie dziewczyna. — Co piętnaście! To wcale nie co dziesięć!
— Alicja, mówisz poważnie? Po prostu się o ciebie martwię!
— Wszyscy mają ojców i nikt nie dzwoni co kwadrans! Już nie chcę wychodzić z domu, bo wiem, że znowu będziesz sprawdzał!
Iwan podniósł głos:
— Posłuchaj! Jesteś jeszcze za mała, żeby mnie uczyć życia! Jeśli postanowiłem dzwonić do ciebie co dwie minuty, to mogę to robić! Zapamiętaj to raz na zawsze!
Łzy napłynęły do oczu dziewczyny:
— To niesprawiedliwe! Sam wszystko decydujesz, nikogo nie słuchasz! Chcesz, żebym czuła się jak rzecz, która nie ma nic do powiedzenia! Mówisz, że mnie kochasz, ale tak naprawdę to nieprawda! Chcesz, żebym była twoim cieniem!
Iwan nie mógł tego znieść. Robił dla niej wszystko! Pracował bez wytchnienia, aby zapewnić jej dobrą przyszłość! A ona – wszystko jest nie tak, nie potrafi nawet odebrać telefonu… Nie powstrzymał się i powiedział za dużo.
Oczywiście uważał, że ma rację. Ale widząc, jak wielkie łzy spływają po policzkach córki, natychmiast pożałował swoich słów. Jak mógł pomyśleć coś takiego?! Doskonale wiedział, że Alicja jest mądrą, niezależną dziewczyną. Po prostu bardzo się o nią martwił. Martwił się i bał się, że ją straci.
Żona zmarła, gdy Alicja miała dziesięć lat. Ivan robił wszystko, co w jego mocy, aby ją uratować – jakich tylko lekarzy, jakich klinik… Wszystko było bezskuteczne.
Od tego czasu dosłownie chronił córkę jak źrenicę oka. Jeśli mówiła, że boli ją głowa, natychmiast wzywano lekarzy. Z czasem Alicja nauczyła się milczeć. Potem dorosła i teraz Ivan nie wiedział, jak się zachować.
A kiedy myślał, że pewnego dnia wyjdzie za mąż i wyjedzie — to podcinało mu ziemię pod nogami.
Zwrócił się nawet do psychologa:
— Proszę mi powiedzieć, czy postępuję właściwie, czy coś mi się pomieszało w głowie?
Kobieta uśmiechnęła się łagodnie:
— Chcesz chronić córkę i to jest słuszne. Ale przesadziłeś. Gdzieś w głębi duszy obwiniasz siebie. Obwiniasz się, że nie zauważyłeś na czas choroby żony. Musisz sobie wybaczyć. Nigdy nie da się przewidzieć wszystkiego.
Iwan spuścił głowę. Skąd ona to wie? Naprawdę myślał: gdyby spędzał więcej czasu w domu, gdyby był bardziej uważny — może udałoby mu się coś zmienić…
Nie chodził już do psychologa. To było zbyt trudne. Wszystko w nim się buntowało. W końcu minęło już wiele lat, ale ból nadal był świeży. A poza tym — jakoś sam sobie z tym poradzi.
Iwan zatrzasnął drzwi samochodu i skierował się do restauracji. Dzisiaj miał spotkanie z przyszłymi partnerami, a kawa tutaj była po prostu niepowtarzalna – właśnie dlatego wybrał to miejsce. Nikt inny nie parzył jej tak dobrze.
To oni sami go znaleźli i zaproponowali korzystną współpracę. Zbyt korzystną – taką, która od razu wzbudziła podejrzenia. Iwan sprawdził wszystko, żeby nikt się nie domyślił. To, czego się dowiedział, było szokujące.
Na pierwszym spotkaniu powiedział wprost:
— Nie lubię pracować z ludźmi, którzy próbują mnie oszukać. Ale kierunek jest interesujący. Zgadzam się na współpracę, ale na moich warunkach. Nie macie wyboru. Jeśli odmówicie, wasza firma upadnie.
Firmą kierowało dwóch braci i najprawdopodobniej ich problemy były związane właśnie z tym. Każdy chciał być pierwszy, w wyniku czego stracili wszystko. Teraz szukali ratunku kosztem innych.
Dzisiaj mieli podpisać umowę sporządzoną przez prawników Iwana Aleksiejewicza.
Przywitał się i usiadł za stołem.
— Iwan Aleksiejewicz! Wszystko już zamówiliśmy! — uśmiechnął się jeden z braci. — Przepraszam za bezczelność, ale mówią, że najedzeni ludzie są dobrzy!
Iwan uśmiechnął się:
— W takim razie zjedzmy coś. Mamy czas.
Wziął widelec, ale nagle usłyszał:
— Nie jedz! Podsypali ci coś!
Przed nim stał ten sam chłopiec – Fietka, którego kiedyś poczęstował jedzeniem po bójce.
– Dlaczego tak myślisz, bracie? – uśmiechnął się Iwan.
– Bo widziałem, jak coś dodali do waszego jedzenia!
Bracia natychmiast zaczęli krzyczeć na Fietkę:
– Co ty?! Zaraz dostaniesz!
— Iwan Aleksiejewicz! To bzdury! Kompletna bzdura!
— Oczywiście — skinął głową Iwan i spokojnie zamienił talerze z jednym z nich. — Nie macie nic przeciwko?
— Nie…
Spojrzał na nich uważnie:
— A dlaczego nie jecie? Nie macie apetytu?
– No… jeśli nie będziecie jeść, wezwą policję. Jedzenie zostanie oddane do ekspertyzy.
Wtedy jeden z braci chwycił widelec, pogrzebał w talerzu, a po kilku sekundach rzucił nim ze słowami:
– Mówiłeś, że wszystko będzie dobrze! Że po pierwszym kęsie wszystko nam podpisze!
Chwilę później już się bili.
Iwan spokojnie obserwował ich. Potem zawołał gospodarza, coś mu szepnął do ucha, wskazał na talerz. Ten skinął głową, zabrał danie przeznaczone dla Iwana i wezwał policję.
— No i co, bracie, uratowałeś mnie! — zwrócił się Iwan do Fietki.
Chłopiec skromnie uśmiechnął się:
— Dług jest długiem.
— Oho! Jakie znasz wyrażenia! Pojedziemy do mnie? Przedstawię ci moją córkę!
— A mnie nie zbesztasz?
— Nie ma kto — moi już dawno śpią. Pijani…
Iwan chciał coś powiedzieć, ale zmienił zdanie. Takie słowa w domu, w którym mieszkał, brzmiały zbyt dziwnie.
Alicja była w domu. Wyglądało na to, że uspokoiła się po kłótni, ponieważ spotkała ojca w drzwiach.
— Tato, kto to? — spojrzała z zaskoczeniem na Fietkę — małego, brudnego, ale z jakiegoś powodu budzącego od razu zaufanie.
— To Fiodor. Dzisiaj mnie uratował!
— Serio?! — oczy Alicji rozszerzyły się ze zdziwienia.
— Dokładnie! Szybko przygotujmy coś smacznego — oboje jesteśmy głodni!
Alicja uśmiechnęła się:
— Fiodor, szybko umyj mi ręce! A ja w międzyczasie zajmę się jedzeniem!
Fiodor chciał potrzeć dłonie o siebie, jak zwykle, ale wstydził się. W tym domu wszystko było zupełnie inne — podłogi lśniły tak, że nawet naczynia w domu nigdy tak nie błyszczały.
Kolacja minęła wesoło. Ivan opowiedział córce o tym, co się wydarzyło, a Fiodor dodawał szczegóły. Alicja co chwilę wykrzykiwała, obejmując chłopca.
— Ależ ty jesteś! Nie przestraszyłeś nikogo!
Od tego czasu Fietka często bywał u nich. Jeśli nie pojawiał się przez więcej niż trzy dni, Ivan sam jechał do niego. Czasami rodzice nie pozwalali mu jechać, czasami pojawiały się inne problemy. Chłopiec nie opowiadał nic szczególnego, ale wiele można było zrozumieć i tak.
Alicja postanowiła, że musi zrobić z Fiodora „prawdziwego człowieka”. Ten opierał się, ale wkrótce zrozumiał: książki mogą być interesujące! Zwłaszcza jeśli czyta się je razem z Alicją, która potrafiła wyjaśnić każde trudne zdanie.
Stopniowo Fiodor coraz dłużej zostawał u nich. Iwan postanowił, że chłopiec dostanie swój pokój.
— Fiodor, jeśli chcesz zostać, zawsze możesz.
– Dziękuję! Mogę tu przechowywać mundurek szkolny?
– Oczywiście! Ale dlaczego?
– No, w domu śmierdzi tytoniem. A u was pachnie ładnie.
Po dwóch latach stało się jasne, że Fedia ma ogromny potencjał. Nauczyciele nie wierzyli własnym oczom – w szkole nie było jeszcze tak zdolnych uczniów!
Alicja była dumna i opowiadała o tym Andriejowi, który niedawno zaczął pojawiać się w domu:
— To cud!
Iwan podchodził do niego spokojnie — wtedy zajmował się formalnościami związanymi z ustanowieniem opieki nad Fiedią i pozbawieniem jego rodziców praw rodzicielskich. Nie chciał, żeby taki chłopiec dorastał w takich warunkach.
Potem zrozumiał, że Andriej to dobry, poważny facet. Będzie pilnował Alicji, a Iwan — Fiodora.
Nawet śmiał się w duchu: okazuje się, że jest stworzony do opieki. Po prostu teraz musi opiekować się kimś innym.
Fedia przeprowadził się do nich na stałe. Andriej uprawiał sport i wkrótce Fedia również zaczął chodzić na sekcję. Do rodzinnego domu mógł zaglądać, kiedy tylko chciał. Nie przynosił jednak pieniędzy – tylko jedzenie.
Na ślubie Alisy Fedia przeczytał swoje wiersze. Okazało się, że pisał je od dawna, ale nikomu nie pokazywał. Wszyscy płakali. Alisa obejmowała go, a Ivan patrzył z zadowolonym, nieco zawstydzonym uśmiechem.
W wierszach Fedia nazywał go ojcem, a Alisę – siostrą.
I z jakiegoś powodu Ivan był pewien: Fedia nigdy nie będzie narzekał na częste telefony. Wręcz przeciwnie – będzie się cieszył z każdego jego telefonu.
