Przecież jesteś na urlopie macierzyńskim. Przenieś mieszkanie na męża, tak będzie bezpieczniej — teściowa postanowiła pozbawić mnie majątku.
Aleksandra przytuliła do piersi trzymiesięcznego Artema, kołysząc go na rękach. Maluch był marudny już od pół godziny, nie chcąc zasnąć po karmieniu. Za plecami rozległo się znajome skrzypienie desek – teściowa znów przyszła z kolejnymi pouczeniami.
– Aleksandra, co robisz? – głos Galiny Petrownej brzmiał jak zwykle z wyrzutem. – Nie można tak długo trzymać dziecka na rękach! Zepsujesz je.
— Galina Pietrowna, on po prostu nie może zasnąć — Aleksandra nie odwróciła się, nadal delikatnie kołysząc syna. — Może coś go boli.
— Nic go nie boli! — teściowa podeszła bliżej, jej oddech palił Aleksandrę w kark. — Po prostu nie umiesz kłaść dzieci. Za moich czasów kładliśmy niemowlęta do łóżeczka i same zasypiały. A ty nosisz go jak kura jajko.
Aleksandra mocniej ścisnęła Artema, w myślach odliczając sekundy do momentu, kiedy Galina Petrowna w końcu odejdzie. Ale kobieta najwyraźniej nie miała zamiaru się poddawać.
— A w ogóle, spójrz na siebie — kontynuowała teściowa, obchodząc Aleksandrę i krytycznie oglądając ją od stóp do głów.
— Włosy nieuczesane, szlafrok pognieciony. Jak Pietia jeszcze wytrzymuje, patrząc na taką żonę?
— Pietia rozumie, że mam małe dziecko — Aleksandra w końcu odwróciła się do teściowej, starając się mówić spokojnym głosem. — Śpię dwie godziny na dobę.
— A Marina z sąsiedniego wejścia, nawet z bliźniakami, potrafi wyglądać jak królowa — Galina Petrowna usiadła na kanapie, wyraźnie przygotowując się do długiej rozmowy. — Fryzura zawsze idealna, makijaż, ubrania wyprasowane. To znaczy prawdziwa kobieta!
Artem nagle ucichł w ramionach matki, jego oddech wyrównał się. Aleksandra ostrożnie przeniosła syna do łóżeczka, ale teściowa natychmiast podskoczyła.
— Co robisz? Dlaczego kładziesz go na plecy? — Galina Pietrowna pochyliła się nad łóżeczkiem. — On się może udławić!
Na bok, koniecznie na bok!
– Lekarz powiedział, że na plecach jest bezpieczniej – Aleksandra stanęła między teściową a łóżeczkiem, zasłaniając je swoim ciałem. – Takie są współczesne zalecenia…
– Jakie współczesne zalecenia? – teściowa prychnęła. — Ja wychowałam troje dzieci i wszystkie żyją i mają się dobrze! A ty swoimi bzdurami z internetu zrujnujesz dziecko!
Drzwi zatrzasnęły się — wrócił Piotr. Aleksandra odetchnęła z ulgą, mając nadzieję, że mąż choć trochę ją wesprze. Ale Piotr, widząc matkę, tylko zmęczonym ruchem skinął głową i poszedł do kuchni.
— Piotrusiu — Galina Pietrowna natychmiast przerwała na syna — porozmawiaj z żoną. Źle wychowuje dziecko. Ciągle nosi je na rękach, nie przestrzega harmonogramu karmienia…
Piotr w milczeniu nalał sobie herbaty, nie patrząc na żonę. Aleksandra widziała, jak napięły się jego ramiona, jak zacisnęły usta. Ale mąż nadal milczał, udając, że rozmowa go nie dotyczy.
— A poza tym — teściowa zniżyła głos do teatralnego szeptu — kiedy planujecie drugie dziecko? Artem potrzebuje braciszka lub siostrzyczki. Aleksandra ma już dwadzieścia osiem lat, czas nie czeka!
– Mamo, proszę – w końcu odezwał się Piotr, ale jego słowa brzmiały raczej jak prośba o milczenie niż jak obrona żony.
– Muszę się tu przeprowadzić, żeby pilnować twojej żony i wnuka! – wyrzuciła nagle teściowa.
Aleksandra stała przy łóżeczku syna i rozumiała: to będzie koniec. Zebrała wszystkie siły i wyszła do kuchni. Z progu powiedziała ostro:
— Mieszkanie należy do mnie. I nie chcę cię tu codziennie widzieć, Galino Petrovna. Dlatego nie ma mowy o żadnej przeprowadzce!
Teściowa spojrzała gniewnie na synową. Ale nie zaczęła się kłócić. Chociaż Aleksandra dostrzegła w oczach teściowej dziwny błysk.
Kilka miesięcy później stary znajomy z firmy informatycznej zaproponował jej mały projekt związany z udoskonaleniem aplikacji mobilnej.
— Sasza, rozumiem, że jesteś na urlopie macierzyńskim — powiedział Maksym przez telefon — ale to niewielki projekt, możesz pracować w domu w wolnym czasie. Wynagrodzenie jest dobre.
Aleksandra zgodziła się bez wahania. Laptop znów ożył na kuchennym stole, a kod płynął po ekranie znanymi jej literami. Po raz pierwszy od wielu miesięcy Aleksandra poczuła, że ma kontrolę nad przynajmniej czymś w swoim życiu.
Ale spokój nie trwał długo. Galina Petrovna pojawiła się w drzwiach kuchni, kiedy Aleksandra właśnie debugowała szczególnie skomplikowany moduł.
— Co to jest? — głos teściowej brzmiał z oburzeniem. — Dziecko płacze w pokoju, a ty tu bawisz się swoimi zabawkami!
— Artem śpi — odpowiedziała Aleksandra, nie odrywając wzroku od ekranu. „To nie są zabawki, to praca”.
„Jaka praca?” – Galina Petrovna podeszła bliżej, pochylając się nad stołem. „Jesteś matką! Twoja praca to syn, dom, mąż! A nie te bzdury z komputerem!”
Aleksandra zapisała plik i zamknęła laptopa. Nie miała ochoty na kolejną kłótnię, ale teściowa najwyraźniej była nastawiona na poważną rozmowę.
— Spójrz na siebie — kontynuowała Galina Pietrowna, siadając naprzeciwko. — Masz czerwone oczy, potargane włosy. Zamiast dbać o siebie i pilnować dziecka, siedzisz w internecie! To hańba!
– Zarabiam pieniądze – powiedziała cicho Aleksandra. – Na naszą rodzinę.
– Pietia i tak świetnie zarabia! – teściowa uderzyła dłonią w stół. – A ty? Porzucasz swojego syna dla jakichś groszy! Jesteś złą matką!
Słowa boleśnie wbiły się w serce, ale Aleksandra milczała. Kłótnia z Galiną Pietrowną była bezcelowa — kobieta i tak pozostała przy swoim zdaniu.
Miesiąc minął w napięciu. Potem teściowa niespodziewanie zaczęła pojawiać się rzadziej i zachowywała się spokojniej. Aleksandra nawet się rozluźniła, myśląc, że kobieta w końcu się pogodziła. Ale myliła się.
Tego wieczoru Galina Petrovna przyszła na kolację jak zwykle. Bawiła się z Artemem, pomagała nakrywać do stołu, zachowywała się zaskakująco spokojnie. Po posiłku, kiedy Artem już spał w swoim łóżeczku, teściowa zatrzymała się w kuchni.
— Sasza — zaczęła Galina Petrovna łagodnym, niemal troskliwym tonem — a nie myślałaś o przyszłości?
— O jakiej przyszłości? — zapytała ostrożnie Aleksandra, sprzątając ostatnie talerze.
— O tym, gdzie trzeba będzie podejmować ważne decyzje. A ty nie potrafisz oderwać się od dziecka. Przecież jesteś na urlopie macierzyńskim – teściowa odchyliła się na oparcie krzesła. – Przełącz mieszkanie na męża, tak będzie bezpieczniej.
Aleksandra zamarła z talerzem w rękach. Krew powoli napłynęła jej do twarzy, ale głos pozostał spokojny.
– Bezpieczniej dla kogo? – zapytała Aleksandra.
– Dla rodziny, oczywiście – Galina Pietrowna uśmiechnęła się słodko. – Pietia jest mężczyzną, głową rodziny. Logiczne, żeby majątek był na niego.
W tym momencie do kuchni wszedł Piotr. Aleksandra odwróciła się do męża, licząc na wsparcie, ale wyraz jego twarzy natychmiast wszystko wyjaśniło.
— Mama ma rację — powiedział Piotr, unikając wzroku żony. — Łatwiej będzie załatwić umowy i dokumenty, jeśli mieszkanie będzie na mnie.
W tym momencie Aleksandra zrozumiała: to wszystko jest kontynuacją zemsty za odmowę przeprowadzki. Teściowa nie wybaczyła. A teraz próbowała działać inaczej — poprzez Piotra. W środku coś pękło. Cała złość, która gromadziła się przez miesiące, podniosła się falą.
— Mówisz poważnie? — głos Aleksandry brzmiał ciszej niż zwykle, ale dało się w nim wyczuć niebezpieczną nutę. — Chcesz, żebym oddała ci moje mieszkanie?
— Sasza, co z ciebie wziło, — Piotr próbował się zbliżyć, ale żona cofnęła się do zlewu. — Jesteśmy rodziną, co za różnica, na kogo jest zapisane?
— Jaka różnica? — Aleksandra odwróciła się do męża, a Piotr mimowolnie cofnął się przed gniewem w jej oczach. — Różnica polega na tym, że to moje mieszkanie! Dostałam je od babci!
Galina Pietrowna wstała z krzesła, chcąc się wtrącić, ale Aleksandra podniosła rękę, powstrzymując teściową.
— Pamiętasz, Piotruś, jak sobie radziłam sama? — kontynuowała Aleksandra, podnosząc głos. — Jak zniknąłeś na trzy dni po porodzie, bo załatwiałeś sprawy z przyjaciółmi?
Jak sama wstawałam do dziecka w nocy, bo miałeś ważne spotkanie rano?
— Pracowałem! — próbował się usprawiedliwić Piotr. — Pracowałem dla rodziny!
— Dla rodziny? — Aleksandra zaśmiała się gorzko. — A kiedy Artem był chory, kto siedział z nim w szpitalu? Ja! Kto kupuje pieluchy? Ja! Kto pracuje na urlopie wychowawczym, bo nie starcza pieniędzy? Znowu ja!
Piotr milczał, spuszczając wzrok. Aleksandra widziała, jak drga mu żołądek na policzku — pewny znak, że mąż jest zły, ale nie może nic powiedzieć.
— I teraz chcesz dostać moje mieszkanie w zamian za co? — Aleksandra rozejrzała się po kuchni. — Za to, że czasami bawisz się z synem? Za to, że od czasu do czasu zmywasz naczynia?
— Sasza, uspokój się — próbowała wtrącić Galina Pietrowna, ale Aleksandra gwałtownie odwróciła się do teściowej.
— A wy w ogóle się nie odzywajcie! — wybuchnęła Aleksandra. — To wszystko wasz pomysł! Przez miesiące poniżaliście mnie, krytykowaliście każdy mój krok, a teraz postanowiliście odebrać mi dom!
— Chcieliśmy jak najlepiej — zaczęła teściowa, ale Aleksandra jej przerwała.
— Jak najlepiej? Dla kogo najlepiej? — Aleksandra podniosła głowę. — Wiecie co? Pakujcie się. Oboje. I wynoście się z mojego domu.
– Co? – Piotr spojrzał na żonę. – Co ty mówisz?
– Mówię, żebyście się wynosili. Nie chcesz mieszkać w moim mieszkaniu na moich warunkach – mieszkaj, gdzie chcesz. Na przykład z mamusią.
Aleksandra przeszła do sypialni. Zaczęła zbierać rzeczy męża.
– Sasza, oszalałaś! — Piotr próbował odebrać żonie rzeczy. — Mamy dziecko!
— Ja mam dziecko — poprawiła Aleksandra, kontynuując zbieranie jego ubrań. — I dam sobie radę bez ciebie. Radziłam sobie przez cały ten czas.
Galina Pietrowna chwyciła się za serce, udając atak. Wzruszyła się:
— Co ty robisz, dziewczynko? Niszczysz rodzinę!
Aleksandra podała Piotrowi torbę. Odpowiedziała spokojnie:
— Nie niszczę. Bronię tego, co jest mi drogie. Mojego syna i mój dom.
— Sasza, opamiętaj się! — Piotr ścisnął uchwyty torby aż do białych kostek. — Możemy wszystko omówić, znaleźć kompromis!
„Kompromis?” Aleksandra potrząsnęła głową. „Przez trzy lata szukałam kompromisu. Słuchałam twojej matki, znosiłam upokorzenia, milczałam. Gdzie był kompromis, kiedy potrzebowałam twojego wsparcia?”.
„
Piotr, powiedz jej coś!” — błagała Galina Pietrowna, chwytając syna za rękaw. — Wyjaśnij jej, że chcieliśmy jak najlepiej!
— Lepiej dla siebie — odcięła Aleksandra. — Chcieliście dostać moje mieszkanie i dalej rządzić moim życiem.
Piotr stał z torbą w rękach, nie mogąc się ruszyć z miejsca. Matka szarpała brzeg koszuli, najwyraźniej wymyślając nowe argumenty.
— Idź, Piotruś — powiedziała cicho Aleksandra. — I nie wracaj, dopóki nie zrozumiesz, że rodzina to nie jest sytuacja, w której żona oddaje mężowi wszystko, co ma. Rodzina to sytuacja, w której oboje chronią się nawzajem.
Drzwi zatrzasnęły się. W domu zapadła cisza. Aleksandra oparła się o ścianę i powoli osunęła się na podłogę. W piersi paliło, ale jednocześnie czuła dziwną ulgę. Z pokoju dziecięcego dobiegł cichy płacz – obudził się Artem. Aleksandra wstała i podeszła do syna. Wiedziała, że da radę. Ma pracę, dorastającego syna i przed sobą – wolność.