— **„Jeśli jeszcze raz zrobisz mi scenę tylko dlatego, że spóźniłam się z pracy, odejdę. Na zawsze.”**
— Która godzina? — głos **Pawła** dobiegł z ciemnego przedpokoju, jakby czekał tam na nią od dawna.
— Wpół do jedenastej. Przepuść mnie, — odpowiedziała zmęczona **Magda**, z trudem wyciągając klucz z zamka. Teczka z dokumentami ciążyła jej w ręce, nogi bolały jak po ciężkiej fizycznej pracy.
Nagłe światło odsłoniło jego niezadowoloną twarz, pogniecioną koszulkę i zapach taniego piwa.
— Twój dzień pracy kończy się o szóstej, — powiedział powoli. — Gdzie byłaś jeszcze trzy godziny?
— W pracy. Mamy roczne sprawozdanie. Pisałam do ciebie.
Próbowała przejść do łazienki, ale Paweł wyciągnął rękę, blokując jej drogę — jego ulubiony sposób kontroli.
— Pisałaś… A telefonu nie mogłaś odebrać? Nie było zasięgu? A może byłaś zajęta… czymś innym?
Magda zamknęła oczy. Zmęczenie przygniatało ją jak ciężar.
— Rozładował mi się telefon. Naładowałam go dopiero w taksówce. Nie możesz chociaż raz po prostu mi uwierzyć?
Uśmiechnął się kpiąco.
— W tej spódnicy i tej bluzce na pewno nie pracujesz tylko z cyframi.
Spojrzała na swój skromny biurowy strój i zrozumiała, że nie ma sensu się tłumaczyć. W jego głowie wszystko było już przesądzone.
W łazience odkręciła wodę, żeby nie słyszeć jego głosu. On nadal krzyczał z kuchni — o kolacji, o pustym mieszkaniu, o tym, jak bardzo „zmęczył się” na rozmowie kwalifikacyjnej.
Magda spojrzała w lustro: cienie pod oczami, zmęczona twarz, zgaszone spojrzenie. „Normalna kobieta.” Uśmiechnęła się gorzko.
Gdy wyszła, powiedziała spokojnie:
— Zamówiłam pizzę. Nie będę gotować. Nic dziś nie jadłam.
— Znowu fast food? — wybuchnął Paweł. — Wiesz, że mam problemy z żołądkiem! W ogóle nie myślisz o rodzinie?
— Wczoraj przez dwie godziny robiłeś mi awanturę o powiadomienie z banku. Kiedy miałam myśleć?
Trzasnął kubkiem o stół.
— Sama mnie prowokujesz. Zachowujesz się zbyt swobodnie.
Magda przebrała się w domowe ubrania i odpowiedziała cicho:
— Ja po prostu pracuję. I zarabiam pieniądze, z których żyjemy.
To zawsze bolało go najbardziej.
— Czyli jestem dla ciebie ciężarem? — krzyknął. — Szukam pracy, żebyś mogła siedzieć w domu!
Usiadła na skraju kanapy. Wiedziała, że to dopiero początek.
— Daj mi telefon, — zażądał Paweł. — Chcę zobaczyć połączenia i wiadomości.
W niej coś pękło na zawsze.
— Nie. Nie jestem podejrzana. Mam prawo do prywatności.
Złapał ją za nadgarstek. Wyrwała się i cofnęła pod okno.
— Może powinniśmy się rozstać, — powiedziała cicho. — Nie chcę żyć jak na przesłuchaniu.
Zamarł. Spodziewał się łez — dostał wyrok.
— Zostawiasz mnie?
— To nie jest miłość. To uzależnienie. Spakuj swoje rzeczy. Teraz.
Rzuciła sportową torbę pod jego nogi.
Rozwalił się bezczelnie na kanapie i włączył telewizor.
— Nigdzie nie idę. Jest noc. To też mój dom.
— Nie jesteś tu zameldowany. I za nic nie płacisz.
— Ale zamontowałem półkę. I naprawiłem kran. Włożyłem coś w to życie.
Magda patrzyła na niego i po raz pierwszy nie czuła ani strachu, ani litości — tylko lodowaty dystans.
— Wyjdź po dobroci.
Paweł nagle wyłączył telewizor i podszedł bliżej, przyciskając ją do ściany.
— Nie wyrzucisz mnie, — syknął. — Jesteś moją kobietą. Będziesz żyła tak, jak ja powiem. Nie pasuje ci — rzuć pracę i siedź w domu. Sama mnie do tego doprowadziłaś… **Ciąg dalszy nieco niżej w pierwszym komentarzu*