Jesteś nadwornym lekarzem w pałacu w Madrycie, a mamy rok 1834. Król nie żyje, ale twoja praca nie dobiegła końca. Zostałeś wezwany do prywatnych komnat zmarłego Ferdynanda VII w celu wykonania zadania tak dziwacznego i bezprecedensowego, że zaczynasz wątpić we własne zdrowie psychiczne. Królowa regentka Maria Christina stoi przed tobą ze łzami w oczach i prośbą, która mrozi ci krew w żyłach.
Twoje ręce drżą, gdy zbliżasz się do łóżka, na którym spoczywa ciało Ferdynanda. Nawet po śmierci człowiek, który przez dwie dekady terroryzował Hiszpanię, wydaje się szydzić z ciebie zza grobu. Ale to nie jego twarz przyciąga twoją uwagę. To to, co kryje się pod jedwabnymi prześcieradłami. To, co definiowało jego panowanie w takim samym stopniu, jak okrucieństwo, paranoja czy zdrady – anatomiczna potworność, o której historycy będą szeptać przez wieki, ale nigdy nie odważą się zapisać w oficjalnych relacjach.
Ferdynand, siódmy członek rodziny, którego groteskowo powiększone i dziwacznie ukształtowane przyrodzenie było jednocześnie źródłem jego najgłębszego wstydu i najbardziej pokręconej dumy. Gdy rozpoczynasz proces konserwacji, twoje myśli wędrują ku opowieściom, które słyszałeś szeptane w pałacowych korytarzach. Opowieściom o specjalnych poduszkach, krzyczących żonach i desperackich próbach stworzenia atmosfery pomimo okrutnego żartu natury.
Zdajesz sobie sprawę, że nie chronisz tylko ciała i krwi. Chronisz fizyczne ucieleśnie
nie deszczu, który sam w sobie był zniekształcony, nadmiernie intensywny i ostatecznie niszczył wszystko, czego dotknął.
Aby zrozumieć Ferdynanda VII, trzeba najpierw zdać sobie sprawę, że urodził się on pod znakiem klątwy – nie wynikającej z czarów czy boskiego gniewu, lecz z trującej spuścizny wielowiekowej królewskiej endogamii.
Hiszpańscy Habsburgowie i Burbonowie przez pokolenia zawierali małżeństwa między kuzynami, wujami i siostrzenicami, tworząc genetyczny koszmar, który przejawiał się we wszystkim – od zaburzeń psychicznych po wady fizyczne. Ferdynand wyłonił się z tej toksycznej linii rodowej niczym żywe ucieleśnienie upadku dynastii.
Urodził się w pałacu El Escorial 14 października 1784 roku. Był synem Karola IV i Marii Luizy z Parmy, pary, której małżeństwo było wynikiem układu między kuzynami w pierwszej linii. Los genetyczny był z góry przesądzony, a Ferdynand zapłacił za to cenę w najbardziej osobisty i upokarzający sposób, jaki tylko można sobie wyobrazić.
W miarę jak z dziecka stawał się nastolatkiem, stało się jasne, że natura zrobiła przyszłemu królowi Hiszpanii wyjątkowo okrutny żart. Jego członek zaczął się rozwijać w sposób, który wymykał się medycznej wiedzy. Już w okresie dojrzewania nadworni lekarze szeptali o królewskiej anomalii – członku tak ogromnym i o tak dziwnym kształcie, że jego proporcje wydawały się niemal obcej natury.
Współczesna dokumentacja medyczna ukryta w archiwach watykańskich… Cała historia w komentarzu