Moja teściowa zawsze krytykowała mój „wiejski styl”… dopóki nie zobaczyła mnie na billboardzie w samym centrum miasta😲

Moja teściowa zawsze krytykowała mój „wiejski styl”… dopóki nie zobaczyła mnie na billboardzie w samym centrum miasta😲
— Andriej, kochanie, daj żonie jeszcze trochę sałatki — głos pani Lidii Popescu był słodki jak miód, ale Oana już wiedziała: w tej słodyczy zawsze kryje się trucizna. — Jest taka chuda, prawie przezroczysta. Pewnie głodowała na wsi, prawda?
Andriej, jak zwykle, nie zrozumiał sarkazmu. Z delikatnym uśmiechem podał szklaną miskę żonie.
— Mamo, daj spokój, puść ją. Oana po prostu ma wysportowaną sylwetkę.
Lidia Popescu uśmiechnęła się, ledwo dostrzegalnie. Lekki uśmiech, z góry.
— Oczywiście, że wysportowana. Widać, że dużo biegała po boisku. Naturalna piękność, wiesz? Nieskażona przez miasto. Różowe policzki, włosy bez nie wiadomo jakich zabiegów w salonie. Urocza. Prosta, schludna.
Zatrzymał się i zmierzył Oanę od stóp do głów.
— A tak przy okazji, ostatnio poznałem twoją byłą, Marinę. Pamiętasz ją? Nienaganny manicure, idealna fryzura… Prawdziwa Bukaresztanka. Wie, co znaczy elegancja i szacunek do siebie.
Oana w milczeniu żuła liść sałaty. To znajome uczucie upokorzenia znów ścisnął jej pierś. Nie odważyła się podnieść wzroku – ani na męża, ani na teściową. Obiecywała sobie setki razy: nie reagować. Nie dać im satysfakcji.
Andriej kaszlnął niezręcznie.
— Mamo, dlaczego teraz wspominasz o Marinie? Jestem mężem Oany.
— Daj spokój, nie bądź dzieckiem! — Lidia Popescu teatralnie machnęła rękami. — Tylko porównuję. To normalne, że chcesz, żeby twoja żona wyglądała… jak jej mąż. Jesteś prawniczką, kochanie! I Oano, wybacz mi, ale w tych dżinsach i dzianinowych swetrach… nie wyglądasz dobrze.
Telefon w kieszeni Oany lekko zawibrował. Wiadomość od agenta:
„Potwierdzone. Jesteś twarzą nowej kampanii. Przygotuj się na główny billboard w centrum!”
Ścisnął telefon w dłoni. Jeszcze trochę. Musiał tylko trochę dłużej przytrzymać.
„Myślę, że Oana ma bardzo dobry gust” – powiedział Andriej, próbując rozładować sytuację. Jednak w jego głosie brakowało stanowczości, z jaką mężczyzna powinien stawiać granice.
Lidia Popescu natychmiast zmieniła ton.
— Jasne! Bardzo naturalne… Ale w naszym kręgu kobieta to wizytówka męża. Może kiedyś pójdziemy razem na zakupy? Pokażę ci, co jest modne w stolicy… Wybierzmy coś bardziej… wyrafinowanego.
Jej szeroki uśmiech był idealny, ale dla Oany brzmiał jak obelga ujęta w jedwab.
„—Dziękuję za troskę, pani Lidio” – powiedziała Oana spokojnie, ale stanowczo, po raz pierwszy podnosząc wzrok. „Ale w ubraniu czuję się dobrze”.
Teściowa zacisnęła usta. Nie spodziewała się tak bezpośredniej odmowy.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *