Kiedyś zadzwoniła do mojej ciotki koleżanka z klasy i zaprosiła do siebie nad morze. I to nie samą, ale z rodziną.
Ciotka początkowo nie była przekonana, nie chciała krępować ludzi, ale dziewczyna nalegała. Z resztą wypoczynek nikomu nie zaszkodzi. Spakowali walizki i pojechali.
A po przyjeździe z powrotem pierwszą rzeczą, którą powiedziała ciotka, było „lepiej, żebyśmy pojechali do hotelu”.
Historia opowiedziana będzie tylko z jednej strony, może gdzieś coś zostało przesadzone albo pominięte.
Według słów ciotki ich dzień był następujący: wstawała wcześnie rano i przygotowywała śniadanie.
Gospodyni i jej rodzina mieli zwyczaj kładzenia się spać późno i budzenia na obiad.
Rano w lodówce można było spodziewać się nieprzyjemnej niespodzianki w postaci zjedzonych przez właścicieli produktów. Co więcej, nie można było wziąć produktów z domu, ale oni mogli zjeść wszystko, co im się podobało. Po jedzeniu trzeba umyć naczynia, robiła to również ciotka.
Po południu szli nad morze lub na spacer. Następnie – gotowanie obiadu na wszystkich i ponownie naczynia. Wieczorem – kolacja i znowu naczynia.
Żaden z członków rodziny koleżanki nawet nie zaoferował pomocy. Nie było mowy o pomocy od córki: niech dziecko odpocznie, jeszcze się napracuje.
Narzekać, że nikt jej nie pomaga ciotka nie mogła: w końcu nie pobierano od niej opłaty za zakwaterowanie.
Krótko mówiąc, po przybyciu z takich wakacji ciotka zdała sobie sprawę, że w domu jest znacznie lepiej, mniej osób do wykarmienia.
Podsumowując: czasami może się okazać, że strona goszcząca jest bardziej niewdzięczna od samych gości. Wszystko zależy od charakteru osoby.