– Mamusiu, ja już nie chcę chodzić do babci. Nie zawoź mnie, proszę! – Igor od samego progu rzucił się w ramiona matki.
Dzieci były u teściów zaledwie trzy dni. Prosili synową, żeby przyprowadziła do nich 4-letniego Michała i 6-letniego Igora. Gdyby wiedziała, jak to się skończy, nigdy nie zdecydowałaby się na ten krok.
Dziś Anna ma zupełnie inne uczucia wobec matki swojego męża. Po jej śmierci, synowa mogła z bólem w sercu mówić o wszystkim, co ją trapiło przez te wszystkie lata. Nie potrafiła znaleźć wspólnego języka z matką męża. Nawet jej własny syn, przestał kontaktować się z rodzicami, a raczej z mamą, po incydencie z dziećmi.
Rodzice jej męża od początku dali do zrozumienia, że Anna nie jest im równa. Teściowa nie zapomniała przy każdej okazji wypominać synowej, jej wiejskiego pochodzenia. Relacja była tak trudna, że młoda kobieta nie chciała nawet spotkać się z nimi na święta, żeby nie słyszeć znowu tych bzdur. Matka męża, nigdy nie mogła sobie odpuścić tych złośliwości.
Oni oczywiście nie zapominali o starszych rodzicach, ale rzadko krzyżowali z nimi drogę. Jak ojciec Jacka miał imieniny, to musieliśmy iść. Dzieci tęskniły też za dziadkami.
O dziwo, kolejne święta minęły cicho i spokojnie. Skandaliczna teściowa, nawet raz nie przyczepiła się do synowej, to było do niej niepodobne. Dziadek cały wieczór spędził na przekonywaniu chłopców, aby zostali u nich na weekend. Wyprowadził nawet skuter śnieżny na zewnątrz, obiecując, że jeśli się zgodzą, zabierze ich na przejażdżkę.
Dzieci postanowiły zostać u swoich dziadków. Anna nie protestowała, bo zawsze chciała, aby między nimi były dobre relacje, nie takie jak z nią. Dopiero później zrozumiała, jaki błąd popełniła, zostawiając Michała i Igora u teściów.
Dzieci zaczęły płakać i nie potrafiły niczego wyjaśnić. Najmłodszy miał napady złości i nie mogli go uspokoić. Chłopcy nie chcieli powiedzieć rodzicom, co się stało i dopiero później, przez przypadek, starszy syn wymamrotał swojemu tacie:
– Dziadek oczywiście dotrzymał obietnicy i zabrał nas na skuter śnieżny, pokazał narty i zrobił lodową ślizgawkę. Potem przy kolacji, babcia cały czas przezywała na mamę. Nie mogłem juz tego słuchać i zacząłem bronic mojej mamy. Babcia złapała mnie za rękę i wyrzuciła za drzwi, na ulicę. Zatrzasnęła je i zamknęła na klucz. Na dworze było bardzo zimno, padał śnieg, a ja byłem tylko w piżamie.
Rodzice byli w szoku i tylko przytulili dzieci.
Dziadka wtedy nie było. Gdy wszedł na podwórko i usłyszał płacz dziecka, natychmiast zaczął szukać wnuka. Gdy go zobaczył, włosy na jego głowie się zjeżyły. Prosił wnuki, by nie mówiły rodzicom, bo wiedział, że jeśli się o tym dowiedzą, to już nigdy ich nie zobaczą.
Anna podzieliła się tą historią po śmierci teściowej, która ostatnie lata spędziła w szpitalu psychiatrycznym. Kobieta westchnęła:
– Trudno było z nią żyć, choć było mi jej żal.