W ciągu ostatnich dwóch lat mój syn, Karol, spotykał się z Natalią. Była to inteligentna, sympatyczna kobieta z miejscowości oddalonej o kilka godzin od nas. Przyznam, że polubiłem ją. Po dwóch latach zdecydowali się na ślub. Ceremonia odbyła się w naszym mieście, a Natalia wprowadziła się do nas tego samego dnia. Karol i ja mieszkaliśmy w mieszkaniu, które zakupiłem, pracując ciężko przez wiele lat. Kiedy Natalia do nas dołączyła, było nam komfortowo, ale kiedy urodziła moją wnuczkę, przestrzeń stała się zdecydowanie za mała.
W tym czasie troszczyłem się również o moją starzejącą się matkę, odwiedzając ją prawie codziennie. Zauważyłem, że moja synowa i mój syn mają trudności. Podjąłem decyzję, że na jakiś czas zamieszkam z matką – to pozwoliłoby im rozwiązać ich problemy, a ja będę mógł być bliżej mamy. Jednak konflikty pomiędzy Natalią i Karolem nasilały się.
Wkrótce mój syn zaczął często nas odwiedzać, a kiedy wnuczka skończyła rok, przeprowadził się do nas ze swoimi rzeczami. Matka spała w łóżku, ja na kanapie, a Karol zorganizował miejsce dla córki w kuchni. Było jasne, że takie warunki są trudne do wytrzymania na dłuższą metę. Próbowałem rozmawiać z Natalią – ona nadal mieszkała w moim mieszkaniu, podczas gdy my byliśmy zmuszeni żyć w u mojej matki na skromnym metrażu. Natalia, choć stanowcza, stwierdziła, że nie planuje wracać do swojego rodzinnego miasta, a ja już zdążyłem ją oficjalnie zameldować. Po kilku rozmowach, które nie przyniosły rezultatów, postanowiłem złożyć pozew sądowy przeciwko niej. Sprawa jednak przeciągała się w nieskończoność.
W tym czasie nasza sytuacja finansowa drastycznie się pogorszyła – Karol stracił pół etatu, a trzeba było jeszcze płacić za opiekunkę do dziecka na dzień. Moja matka i ja byliśmy emerytami, nie mieliśmy dodatkowych źródeł dochodu. Rok później dowiedzieliśmy się, że Natalia ma nowego partnera. Urodził im się syn, a rok później drugi. Nie mogliśmy wyrzucić jej z domu, bo przecież według prawa to samotna matka, mieliśmy związane ręce.
Natalia i jej nowy partner cieszyli się spokojnym i szczęśliwym życiem, podczas gdy nasza trójka cierpiała w ciasnym mieszkaniu. Ta kwestia jest nadal nierozwiązana. Nie wiem, jak eksmitować synową z mojego domu. Chciałbym podkreślić, że nie mamy zamiaru porzucić naszej wnuczki, ale obecnie nie mamy odpowiednich warunków do życia. Gdybym tylko wiedział, jak to się wszystko potoczy, na pewno nie spieszyłbym się z formalnościami i zameldowaniem jej u siebie. Jeśli ktoś zna podobną historię, niech podzieli się, jak ją rozwiązać.