Wcześniej spieszyło mi się do ślubu, ale po usłyszeniu tego, jestem bardzo zmieszana. Mateusz jest dobrym i miłym mężczyzną, nie spodziewałam się, że zaproponuje coś takiego. Wie, że jest mi ciężko, bo utrzymuję się sama i dopiero co skończyłam studia. On może nie pochodzi z bogatego domu, ale rodzice wciąż mu pomagają, pomimo tego, że już sam zarabia.
Nie przypuszczałam, że za pierścionek, który Mateusz wręczy mi podczas oświadczyn, zażąda później połowy ceny. Kiedy byłam jeszcze w emocjach i szczęściu, on wręczył mi paragon i powiedział, że muszę się dołożyć do tego zakupu pół tysiąca.
Wróciłam do domu zapłakana. Przez całą drogę do domu zastanawiałam się, co zrobić. Nie stać mnie na takie wydatki, ale marzyłam o skromnym ślubie i wspólnym życiu. A teraz… Kiedy dotarłam do domu, mama przywitała mnie w bardzo dobrym nastroju. Jednak tylko spojrzałam na nią i zaczęłam płakać.
Usiadłam przy stole i opowiedziałam jej, co zrobił Mateusz. Moja mama nie mogła uwierzyć własnym uszom i kazała mi natychmiast odrzucić propozycję i pierścionek. Przypomniała mi również, że też dawałam Mateuszowi prezenty i z jakiegoś powodu nie prosiłam o połowę pieniędzy.
Nie wiem co zrobić. Zgadzam się z mamą, ale może on ma rację? Jeśli chcemy budować wspólne życie, to już na starcie musimy dzielić się kosztami pół na pół… Choć nigdy bym nie przypuszczała, że kiedykolwiek będę musiała stawić czoła takiej sytuacji.