Kiedy mąż Haliny wrócił do domu, kobieta schowała się, aby go sprawdzić. Po tym, co zobaczyła, zabrała syna i odeszła z domu

Halina stała w ciemnej kuchni przy oknie, patrząc na okna naprzeciwko. Na choinkach świeciły się girlandy, dzieci bawiły się, rodziny przygotowywały się do świąt. Cicho czekała, kiedy otworzą się drzwi. Po dźwięku klucza w zamku była w stanie określić, czy jej mąż jest trzeźwy czy nie. „Tak bardzo go kochałam. Troszczył się o mnie. Wszystko było tak dobrze. Stefan! Czy naprawdę musiałeś to wszystko zepsuć?!”

Pierwszy raz upił się, kiedy urodził się ich syn, Maciej. Pił przez dwa dni bez przerwy. Od tego czasu zaczął szukać różnych pretekstów, aby się napić, a potem już nawet się nie starał tylko pił całe dnie. Po pewnym czasie obiecał Halinie, że już nie będzie pił, ale długo nie wytrzymał w postanowieniu i znów się napił, na tyle mocno, że rzucił się na Halinę z pięściami, zatrzymując się tylko dlatego, że syn podbiegł i stanął przed matką. Halina wzięła syna, spakowała rzeczy, aby przeprowadzić się do mamy, ale Stefan upadł na kolana, przepraszał, mówił, że to się już nie powtórzy. Halina dała mu jeszcze jedną szansę. Od tamtego czasu nie pił.

Tego dnia nie było go w domu od rana, a przecież już za dwa dni Boże Narodzenie. To najlepsza okazja, aby zacząć pić. Po tym, jak Stefan powoli otwierał drzwi, Halina zrozumiała, że jest pijany. Schowała się, aby mąż jej nie zauważył. Tak też się stało. Wszedł do mieszkania, poszedł do sypialni i natychmiast poszedł spać. Halina poszła do pokoju, sprawdziła kieszenie męża i wyjęła pieniądze. Zostawiła dwa drobne banknoty, aby myślał, że je zgubił lub sam wydał. Ich syn Maciej od dawna marzył o zestawie kolejki. Za każdym razem, gdy wracał z przedszkola, długo stał przy witrynie sklepu i się na nią patrzył.

Halina postanowiła za te pieniądze kupić synowi prezent na święta. Następnego dnia odwiozła syna do przedszkola i poszła po zabawkę. -Weź też semafor, dzieci go uwielbiają – namawiała sprzedawczyni. -Dobrze, wezmę! Wieczorem Halina przygotowywała kolację, mąż się obudził.
– Przepraszam. To wszystko, co mi zostało – i wyjął z kieszeni pieniądze – jest coś do picia?
Halina zostawiła go samego w kuchni, poszła do syna.
-Mamo, nie płacz.
-Wszystko będzie dobrze, synku. Jutro pojedziemy do babci. Teraz idź spać.

Maciek zasnął. Halina postawiła pod choinką prezenty dla syna i poszła spać. Wczesnym rankiem Halina i Maciej obudzili się od huku. Stefan siedział na pudełku z kolejki syna, obok leżała choinka i fragmenty kolejki.
-To mój prezent? Nienawidzę cię, tato! Mój pociąg. Nienawidzę cię! Halina przytuliła syna. Mały Maciej płakał tak głośno, odepchnął matkę i pobiegł do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi. Matka zauważyła, że pudełko ze światłami jest całe. „Chociaż czymś będę mogła ucieszyć syna”- pomyślała.

Halina podeszła do Stefana. -Nienawidzę cię, słyszysz? Nienawidzę! – szeptem powiedziała przez zaciśnięte zęby. Stefan nic nie rozumiał, był tak pijany. Halina poszła do syna. Leżał na łóżku, zakrywając twarz rękami.
-Synku, otwórz oczy, popatrz.
– Co to jest? –
-To twój prezent.
-Mamo, dziękuję, – cieszył się przez łzy.
-A teraz, zbieraj rzeczy, idziemy! Spakowali się i pojechali do mamy Haliny.
-Córko, przyjechaliście tak wcześnie! – potem zauważyła rzeczy i dodała, – odeszłaś od niego? Oj, dawno już powinnaś to zrobić. Proszę wejdźcie.

Po kilku godzinach przyjechał Stefan, znowu przepraszał, prosił o powrót, obiecał, że to się już nie powtórzy. Halina patrzyła na syna. W jego spojrzeniu było ciche błaganie, by nie przebaczać ojcu. Halina go wyrzuciła i kazała nie wracać.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *