Urodziłam swoje pierwsze dziecko w wieku osiemnastu lat. Wychowałam Piotrka sama, bez jakiejkolwiek pomocy. Posiłkowałam się poradami znalezionymi w Internecie, na różnych forach dla mam, ale zawsze spotykałam się z „dobrodziejami”, którzy krytykowali moje działania. Starałam się nie zwracać uwagi na cudze opinie, ale z czasem zaczęło mi to doskwierać. Dlaczego inni wtrącają się życie moje i mojego dziecka?
Pewnego dnia Piotrek biegał w parku, potknął się i upadł. Nie podniosłam go, tylko obserwowałam, jak sam się podnosi. Poradziłam mu, aby otrzepał spodnie i wrócił do zabawy. Na tą scenę patrzyły inne mamy, które zaczęły mnie krytykować. Według nich powinnam była natychmiast pobiec, podnieść go, pocałować, uspokoić, a nie stać spokojnie i wydawać polecenia.
W odpowiedzi na ich zarzuty pozostałam milcząca. Moje spojrzenie na to jest inne. Staram się wychować Piotrka na samodzielnego i wytrzymałego mężczyznę, a nie na maminsynka. Jednak „idealne matki” nadal krytykowały mnie. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam, że to nie ich sprawa, kogo wychowuję. Wtedy zamilkły.
Oczywiście, każde dziecko potrzebuje miłości, uwagi i czułości, które powinny obfitować w jego życiu. Ale te uczucia powinny być wyrażane podczas interakcji, a nie w sytuacjach, kiedy trzeba uczyć go radzić sobie samemu. Wkrótce będę musiała wrócić do pracy i nie chcę, aby Piotrek był bezradny, gdy będę w biurze.
Życie nie jest łatwe. Stopniowo przygotowuję mojego syna do trudności i uczę go dyscypliny. Za kilka lat rozpocznie szkołę, a ja nie zawsze będę miała czas, aby pomóc mu z zadaniem domowym, przygotować jego plecak, sprawdzić pracę domową. Musi nauczyć się radzić sobie z tym wszystkim sam. Tak wymaga życie.
Gdy Piotrek dorośnie, mam nadzieję, że będzie mi wdzięczny za te nauki. I nie tylko on. Bardzo staram się zaszczepić w nim prawdziwie męskie cechy, aby nie musieć się za niego wstydzić, kiedy stanie się dorosłym. Przecież kiedyś będzie mężem i ojcem.
Mam nadzieję, że podołam tak trudnemu zadaniu, jakim jest wychowanie dziecka.