Po śmierci ojca rzadko odwiedzaliśmy działkę. Wszystko tutaj przypominało nam o rodzicach. Na początku mieliśmy wielkie trudności z przystosowaniem się do jego nieobecności. Po ponad roku trzeba było rozwiązać kwestie spadkowe i sprzedać działkę z domem. Pojechaliśmy tam całym rodzeństwem, a w domu wszystko było tak jak przedtem. Wydawało się, że ojciec zaraz wyjdzie z pokoju i zacznie z nami żartować. Ale…
Ojca nie było. Staliśmy na progu przez kilka minut w ciszy. Wtedy najstarszy, Leszek, powiedział:
– Idźmy do kuchni, zrobimy kanapki.
– Czy nie będziemy palić w kominku? – zapytała moja siostra,
– Nie zatrzymamy się tutaj na długo, nie ma sensu – odpowiedział Leszek.
– Ale ojciec by to zrobił… – dodał Paweł.
– Tak – Leszek był zawsze impulsywny – ojca już nie ma. Nie można go przywrócić. Cieszcie się tym, co macie.
W powietrzu zawisła znowu cisza. Siostra wyłożyła jedzenie na stół. Moi bracia zaczęli jeść i wspominać rodziców.
– Przecież ojciec mnie najbardziej kochał… – oświadczyła Nadia.
– Skąd to wiesz? – zapytałem.
– Kiedy wracaliśmy razem z targu, zatrzymał mnie i powiedział: Najbardziej Cię kocham, tylko nie mów braciom, mogą się obrazić…
– No tak – powiedział Leszek – kiedy leżałem w szpitalu, też mi to powiedział. Byłem tak szczęśliwy, myślałem, że mnie najmniej kocha, bo często trafiałem do szpitala.
– Nie uwierzycie – powiedział Paweł – też powiedział mi to samo.
I wszyscy razem się roześmialiśmy. Leszek siedział, patrzył na nas i cicho wspominał wszystkie mądre słowa ojca. Nagle jego oczy zabłysły.
– Zawsze dawał, nie oczekując niczego w zamian. Wszystkich słuchał, a sam przeżywał w sobie w ciszy. Ojciec pomagał wszystkim, jak tylko mógł, jak tylko zdążył…