Mój mąż był bardzo przywiązany do swojej matki. Nie rozumiałam, dlaczego; wcześniej myślałam, że może to dlatego, że ona go bardzo rozpieszczała. Ale kiedy ją poznałam, zrozumiałam, że jest po prostu normalną, zdrowo myślącą kobietą. To mąż był bardzo zależny od jej opinii i nastroju. I nagle zmarła, zabrakło jej z dnia na dzień: coś stało się z jej sercem. Jeszcze wieczorem byliśmy u niej na herbacie, powiedziała, że rano chce pójść do kościoła, a w nocy zmarła. Było mi bardzo przykro, była dobrą kobietą, dawała mądre rady, pomagała nam we wszystkim, a co najważniejsze – kochała mnie jak własną córkę. Mąż bardzo ciężko przeżył tę wiadomość. Stał się jakby robotem. Musiałam chodzić za nim krok w krok, aby nie zostawiać go samego.
Myślałam, że oszalał, bałam się. W końcu mieliśmy dwuletniego syna. Mąż nie spał nocami, brał dużo leków na uspokojenie. Po miesiącu zaczął powoli wracać do normalnego życia. Myśleliśmy o sprzedaży domu teściowej po jej śmierci, ale ponieważ całe jej dziedzictwo przeszło na nas, zdecydowaliśmy się tam zamieszkać. Dom był przestronny, ale i bardzo stary. W niektórych miejscach tapety zaczęły odchodzić. Zaczęłam od małych rzeczy. Przestawiłam trochę rzeczy w domu, aby było wygodniej, ale potem zauważyłam, że następnego dnia wszystko stoi tak samo, jak za życia teściowej.
Zobaczyłam, że w szafkach kuchennych wszystko było inaczej niż ułożyłam. Uznałam, że może mąż w nocy wstawał i przywrócił wszystko tak, jak było wcześniej, z przyzwyczajenia. Ale im dalej, tym teraz jest gorzej. Układam meble tak, jak mi wygodnie, a mąż od razu przestawia je z powrotem na swoje miejsce. Zacząłem rozmowę o remoncie, a mąż nagle wybuchnął:
– To nie jest Twój dom, przestań wszystko zmieniać! Pozostanie tak, jak było.
Poskarżyłam się mojej matce, opowiedziałam jej o sytuacji. Uspokoiła mnie i powiedziała, że mąż na razie ciężko radzi sobie ze stratą. Dlatego tworzy iluzję, że ona jest w mieszkaniu i nie chce niczego zmieniać. To wymaga czasu. Powiedzcie mi, jeśli kiedyś spotkała Was taka sytuacja. Może w Waszej rodzinie tak było – kiedy wszystko wróci do normy? Ja naprawdę nie wiem, jak długo coś takiego zniosę.
