Kiedy Ciocia Ola przeszła do innego świata, w domu pojawił się jej syn Piotr z narzeczoną. Jednak wszystkie nasze dokumenty były już gotowe.

Nie widziałam ojca przez całe swoje życie. Porzucił mamę jeszcze przed moim narodzinami i nigdy nie wrócił. Zostałam sierotą, kiedy miałam trochę ponad 18 lat. Kiedy byłam mała, moja ciocia Ola pomagała nam: opiekowała się mną, przynosiła coś pysznego, pomagała mamie pieniędzmi i pomogła mi zebrać się do szkoły. Chociaż mieszkaliśmy w mieście, mama i ciocia zgodnie postanowiły, że powinniśmy wrócić na wieś, gdzie mieszkała ich mama, a właściwie ciocia. Tak też zrobiliśmy. Życie było ciasne, ale harmonijne. Potem, kiedy kończyłam 4 klasę ja i mama wróciliśmy do miasta i wszystko zaczęło się układać.

Ciocia z kolei 20 lat przed moim narodzeniem urodziła syna, a po kilku latach została wdową. Starała się nie popaść w depresję dla syna; moja mama starała się jej pomóc, dlatego ciocia robiła wszystko, co mogła dla nas. Właśnie tak, kiedy moja mama zmarła, pomoc przyszła znowu od cioci. Nie pozwoliła mi tracić ducha.
Dzięki niej ukończyłam studia. Mam kochającego męża i bardzo mądrą 5-letnią córkę. Mój kuzyn (syn cioci Oli) dawno już się ożenił, miał dwójkę dzieci. Mieszkał w stolicy, dlatego kiedy synowa przyjeżdżała na wieś, ciocia musiała wiele znosić, bo jej ciągle coś nie pasowało. Krzyczała, że nigdy więcej nie przywiezie tutaj swoich dzieci, a jeśli ciocia chce je zobaczyć, niech jedzie do miasta.
My z mężem mieszkaliśmy w małym mieście obok wsi, więc często odwiedzaliśmy ciocię, a syn przyjeżdżał do niej bardzo rzadko, przeważnie na duże święta z rodziną, gdzie jego żona bez wstydu mówiła: „Nie na darmo twoja siostra tak często tu przyjeżdża: pewnie chce, żeby jej dom przepisać”.

Słysząc to, było mi przykro, a brat (cioteczny) tylko niezręcznie się do niej uśmiechnął w odpowiedzi. Ciocię to bardzo uderzyło. Niedługo po tym zachorowała. Z każdym dniem czuła się coraz gorzej. Lekarze rozkładali ręce, mówili, że nic nie pomoże. Pozwólmy jej spokojnie odejść. Tego samego dnia zabraliśmy ją do siebie do mieszkania i opiekowaliśmy się nią.

Ja i mój mąż prawie codziennie dzwoniliśmy do brata, a telefon podnosiła synowa i mówiła, że nie obchodzi jej zdrowie teściowej. Pożegnać się z matką synowi udało się dopiero na pogrzebie. Po pogrzebie synowa od razu zaczęła dysponować majątkiem zmarłej, ale sąsiadka ją powstrzymała, przedstawiając dokument, w którym było zaznaczone, że teraz właścicielem tego domu jestem ja.
Brat z żoną zaczęli kłócić się i mówili, że to jest niesprawiedliwe, na co sąsiadka odpowiedziała: „A czy będzie sprawiedliwe, jeśli ty ze swoją żoneczką zabierzesz ten dom sobie, kiedy nawet własnej matki nie odwiedzałeś i przed śmiercią do niej nie przyjechałeś?” Brat nic nie odpowiedział. Synowa coś jeszcze próbowała powiedzieć, ale po około godzinie opuściła mój dom. Później ja i mój mąż przeprowadziliśmy się na wieś, a mieszkanie zaczęliśmy wynajmować, dopóki córka nie dorośnie. A brat nie odwiedzał już wsi, chociaż go zapraszaliśmy.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *