– Cześć, synku! Jak tam u Ciebie?
– Cześć, mamusiu. Wszystko w porządku. A Ty jak?
– Nie jest najlepiej. Twój brat wyjechał, tak jak Ty kiedyś. Mam nadzieję, że przynajmniej po zakończeniu studiów wróci. Przecież Ty wyjechałeś na studia i tyle. Teraz się nie widzimy, nawet z wnuczką nie rozmawiam, bardzo tęsknię. Przyjechałbyś choć raz z wizytą, bo jesteśmy jak obcy.
– Mamo, nie możemy przyjechać, wiesz przecież, że muszę pracować.
To nagłe zainteresowanie ze strony matki było trochę zaskakujące. Nigdy nie byłem zbyt blisko z rodzicami. Być może ta serdeczność była podyktowana tęsknotą – przecież brat, ich ulubieniec, wyjechał, nie mają z kim spędzać czasu. Jednak telefony od mamy stawały się coraz częstsze, narzekania coraz bardziej natarczywe.
– Jak mała Ania? Jak sobie radzisz?
– W porządku, teściowa nam we wszystkim pomaga. Bez niej byłoby bardzo ciężko.
– Może w takim razie Anię do nas przywieziesz.
– I jak to sobie wyobrażasz?
– Bardzo prosto. Wyślemy Ci pieniądze na pociąg. Przywieziesz ją i zostawisz u nas na miesiąc.
Pomysł nie wydał mi się dobry. Ania prawie nie znała babci i dziadka. A jak się nie dogadają? Do tego, żeby pojechać do rodziców, musiałbym poprosić w pracy o urlop, bo to kawał drogi. Mama jednak nie myślała tak jak ja, dzwoniła prawie codziennie i w końcu namówiła mnie. Po przyjeździe przekonałem się, że mama naprawdę bardzo czekała na wnuczkę. Od razu polubiły się, więc wyjechałem z czystym sumieniem.
Jednak, na trzeci dzień rozmawiając z córką, zauważyłem, że była jakaś cicha, a mama, nie wykazywała codziennego entuzjazmu. Po kolejnych dniach, jakby mimochodem, zapytała.
– Kiedy przyjedziesz po Anię?
– Jak to? Przecież chciałaś, żeby u was była przez miesiąc.
– Ale nie wiedziałam, że będzie kaprysić. Twój ojciec mi wcale nie pomaga, a ja już nie mam tyle zdrowia, bardzo się męczę, więc zabierz ją do domu. Pieniądze na transport wyślemy.
Znowu musiałem wziąć urlop i pojechać po dziecko. Tym razem nie zostałem u rodziców, wyjechałem tego samego dnia. Mama była tak samo wesoła i aktywna, jak w dniu przyjazdu wnuczki, ale trzymałem się na wodzy, żeby nie wybuchnąć złością. Od tego czasu minęły już trzy miesiące. Mama już więcej nie dzwoniła. Chyba zużyła całą swoją miłość i czułość.