Odkryłam wstydliwą obsesję mojej synowej! Ukrywa to w różnych zakamarkach po całym mieszkaniu

Ostatnio postanowiłam zrobić takie większe porządki. Co ja znalazłam poupychane w różnych zakamarkach, w szufladach, pod dywanem… To aż głowa mała!

Kiedy zaczęliśmy mieszkać razem, myślałam, że to taka rodzinna wspólnota, jak to się ładnie mówi. Syn z synową przyszli pod nasz dach z obietnicą, że to tylko na chwilę, że oszczędzają na „własne gniazdko”. No ale minęły dwa długie lata, a z gniazdka nic. Żyjemy teraz w czwórkę w małym mieszkaniu w bloku. Ledwie obrócisz się, a już z kimś trzeba się przepychać.

Zawsze sobie jakoś radziłyśmy z synową. Raz ja w kuchni, raz ona, była taka równowaga. Gotowałyśmy na przemian. W dni parzyste ja, w nieparzyste ona. Tak było mi łatwiej, a też oni w ten sposób odwdzięczali nam się za dach nad głową. Wiecie, niby nic, ale jak ktoś przejmie połowę obowiązków w domu, to zawsze jakoś łatwiej się żyje.

Ale nagle, jak bumerang, przyszła i zapowiedziała, że od dzisiaj nie będzie już gotować. Z dnia na dzień! Mówi, że była u dietetyczki, przeszła na jakąś dietę i będzie gotować tylko dla siebie. Słuchajcie, jak można być takim egoistą, żeby rezygnować ze wspólnej umowy?

Ja dobrze wiem, że ona nie była u żadnej dietetyczki, tylko naczytała się jakichś głupot na tych swoich forach. Mało to takich, które jedzą samą sól i popijają wodą? No ale cóż, postawiła mnie pod ścianą, bo ona teraz nie ma zamiaru gotować i radź sobie teściowo sama.

I tak zaczęła się moja kuchenna niewola. Codziennie przy garach, jakbyśmy byli w jakimś programie kulinarnym…  Kiedyś jak gotowałam, to potrafiłam jeden obiad na trzy dni. My z mężem dużo nie jemy, zawsze skromnie i nie potrzeba nam żadnych rozmaitości. Ale jak ona zapowiedziała, że będzie gotowała tylko dla siebie, to zrobiło mi się szkoda syna. Człowiek pracuje ciężko od świtu do wieczoru i ma z nią jeść te warzywa na parze z suchą kaszą? Nie było wyjścia, musiałam dumę odłożyć na bok i wziąć na siebie przygotowywanie posiłków.

A ostatnio postanowiłam zrobić takie większe porządki, poodkurzać, pozamiatać.

I co znajduję?

Papierki po batonikach, paczki po chipsach, cukierki w każdym możliwym zakamarku. Chyba myślała, że to magicznie zniknie, jak zamknie szafki. A nie, droga synowo, nie zniknie…

Ja dobrze wiem, że to nie ja, ani mąż, ani syn. My może i nie jesteśmy na diecie, ale nie ładujemy w siebie takiej chemii. Wiadomo, raz na jakiś czas pewnie, że tak, ale kto by z nas chował to po kątach czy pod poduszki na kanapie?

Zresztą ja nic nie chciałam mówić, to nie moja sprawa, ale synowa, zamiast schudnąć na swojej cudownej diecie, chyba nawet przybrała. Ja bym z taką dietą schudła na pewno, bo bym pewnie z głodu padła. Ale ona, nie, ona musi mieć specjalny talent do odkładania tłuszczu. To teraz już wiem jakim cudem.

Mąż mi teraz mówi, żeby nie robić awantury, żeby tego nie mówić głośno, bo niby rozpętam aferę. Ale przecież nie chodzi o to, żeby robić awanturę. Chodzi o sprawiedliwość. To ona ma być teraz żoną, a ja mam codziennie gotować dla jej męża? I co, ja mam być tu tylko kuchenną służącą?

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *