Teściowa uparła się, że spocznie w jednym grobie z moim mężem! I to wszystko z takiego powodu?!

Moja teściowa na starość okropnie zdziwaczała. To, co wymyśliła teraz, bije wszystko inne na głowę. Chce mieć swojego synka obok siebie na wieczność. Co ja mam z tą kobietą począć? Już tracę do niej cierpliwość.

Odkąd zmarł teść, czyli od ponad pięciu lat, teściowa przeżywała szaleństwo żałoby. Codziennie na czarno, o świcie do kościoła i jeszcze kazała nam wyłączać muzykę, jak przyjeżdżaliśmy w odwiedziny. Kurczę, no czasem miałam ochotę krzyknąć, żeby się ogarnęła, ale co zrobić? Stara kobieta, trzeba szanować, to szanuję, a przynajmniej staram się.

Mój mąż bardzo jej pomagał. Mimo że do teściowej mamy ponad pół godziny drogi, to mąż co dwa dni jeździł do niej i pocieszał. Czasem robił zakupy, czasem obejrzeli razem telewizję, po prostu był z nią. Strasznie mnie to wkurzało, ale przecież nie zabronię mu wizyt u matki. Już lepiej tak, niżby miała podupaść na zdrowiu i wprowadzić się do nas.

I faktycznie, częste odwiedziny syna chyba skutkowały, bo teściowa częściej zaczynała się uśmiechać, czasem upiekła ciasto dla wnuków. Zaczęła nawet zakładać bardziej żywe kolory. Dobrze, dobrze… Mąż miał nosa, że tak pomagał matce – pomyślałam sobie wtedy.

Ale co z tego, skoro pięć lat minęło, a mój mąż dalej tkwi przy matce. Może już nie tak często, ale raz w tygodniu, w środku tygodnia na parę godzin musi zniknąć, a już nie wspominam o weekendach, bo wtedy jeździmy całą rodziną do niej. Ani to nie posiedzi ze mną, ani nie pomoże przy dzieciach, tylko od razu na zawołanie wsiada w samochód i już go nie ma. A to nie są jakieś pilne sprawy, bo to kapiący kran czy nieprzykręcone do końca gniazdko.

Teściowa nawet miała czelność zadzwonić ostatnio o 21:00, czy syn nie mógłby jej przywieźć maślanki, bo naszła ją ochota. A ten co? Kurtka na siebie i jedzie do mamusi.

I to nie tak, że mój mąż jest maminsynkiem, o co to, to nie! On po prostu tak bardzo boi się, że matka znów się załamie z tęsknoty za ojcem, że w tej całej obawie jest na każde jej skinienie.

A teraz najlepsze, co wymyśliła ostatnio!

Zadzwoniła do mnie i rozmawiałyśmy o błahostkach, aż nagle mi mówi: Basiu, mam nadzieję, że nie będziesz na mnie zła. Ty wiesz, że ja już jestem stara i muszę myśleć powoli o końcu. Kiedyś mój Areczek musi spocząć w grobie ze mną, pamiętaj dziecko o tym. To moje ostatnie życzenie.

Myślałam, że się przesłyszałam. Mówię jej, że ona ma przecież zmarłego męża, to z nim zostanie pochowana. A teściowa na to, że gdyby nie jej Areczek, to jej już by dawno na tym świecie nie było. Więc kiedyś, kiedyś… jak i na niego przyjdzie czas, to ma zostać pochowany w grobowcu przy ojcu i matce.

Wiecie, ja nie traktuję tego poważnie, dla mnie to są jakieś głupoty starcze. Ale boję się, co ona dalej wymyśli. Albo jeszcze omota mojego męża tak, że faktycznie za 50 lat dowiem się, że chce spocząć przy swojej matce.

Już tak nawet się zastanawiam, czy nie lepiej jakby z tego jej domu przenieść ją do domu starców. Miałabym męża dla siebie, dzieci miałyby więcej ojca, a nie ciągłe tylko te wyjazdy do matki. Tylko jak się przemóc i coś takiego zaproponować mężowi. Myślicie, że jestem niewdzięcznicą, która nie szanuje teściowej, czy może powinnam walczyć o swoje? Już sama nie wiem i głowie się od tym od wielu nocy nie mogąc spać? Doradźcie, proszę.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *