Teściowa tuczy moje dziecko. Nie wystarcza jej, że sama jest gruba?!

Moja teściowa robi z naszego Stasia tucznego prosiaka! Nie żartuję! Czy nie może po prostu zrozumieć, że już sama jest grubaską? Musi to robić z naszym dzieckiem?

Z mężem postanowiliśmy dorywczo dorobić, bo inflacja szaleje, a my chcemy szybko spłacić kredyt na nasze mieszkanie. I zastanawialiśmy się, co zrobić z naszym synkiem w międzyczasie. W końcu padło na teściową. Mieszka blisko, jakieś pół godziny drogi od nas, jest na emeryturze i spędza całe dnie w domu.

Myślałam, że będzie mu tam dobrze. Gdzie lepiej jak nie przy babci? Ale teraz tylko z odliczam dni do końca tych „wyjazdów do babci”. Nie wyobrażacie sobie, co ona z nim robi!

Zawozimy synka do teściowej w piątki, soboty i niedzielę. A ona przez ten czas chodzi za nim krok w krok po całym domu z salaterką pełną ciasteczek, talerzem kanapek i reklamówką cukierków, i wciska mu to siłą prosto do buzi. W trzy miesiące nasz Stasiu już nie chce jeść moich zdrowych obiadków, tylko nawołuje o babcię.

Nawet zostałam wezwana do przedszkola na rozmowę przez wychowawczynię, bo wybrzydza na stołówce. Jest mi naprawdę wstyd, miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Przecież jak wytłumaczyć obcym ludziom, że Staś nie jest niejadkiem, a to po prostu wina teściowej?

Sama staram się gotować różnorodnie i lekko: jeszcze do niedawna synek uwielbiał brokuły czy brukselkę. Wiadomo, musiałam niektóre warzywa przemycać, tak by się nie zorientował, ale teraz nawet jak mu chcę dać świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy, to ucieka jakbym chciała nakarmić go jakimś kwaśnym i obrzydliwym syropem na chorobę.

Mam już naprawdę dość. Teściowa go karmi jak tucznego prosiaka! Mało się rusza, siedzi cały czas przed telewizorem albo zabawkami. Jak trochę pobiega sobie po pokoju, to od razu babcia krzyczy, żeby przestał, bo zaraz się przeziębi. Ale jak ma się przeziębić, skoro ciągle siedzi w domu?

Nie dojdziemy z nią do zgody. A co najlepsze, próbuję jej tłumaczyć, że takie podjadanie przez cały dzień skończy się nadwagą, a ona tylko się śmieje. Mówi, że ma doświadczenie, bo wychowała trójkę dzieci. No, dobrze, wychowała to wychowała, ale nie oznacza to, że musi mojemu dziecku wciskać jedzenie na siłę.

– Co Ty tam wiesz, jeszcze jesteś młoda! Ja odchowałam trójkę dzieci, znam się bardzo dobrze. Nie żałuj dziecku jedzenia, niech je jak tylko ma ochotę.

Wiem, że to może brzmieć absurdalnie, ale to moje dziecko i chcę, żeby rosło zdrowo! Może macie jakieś pomysły, jak jej wytłumaczyć, że to, co robi, jest nie w porządku? Bo ja już sama nie wiem, co robić, a Stasiu zaczyna wyglądać jak mały sumo.

Related Posts

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *