Teraz nie mam absolutnie żadnego kontaktu ani z synem, ani z jego żoną Oleną. Nie pozwalają mi widywać wnuka, ale to w porządku. Kiedy dziecko podrośnie, zrozumie, co się dzieje. Od samego początku nie lubiłem Oleny. Niby nie robiła mi nic złego, ale po prostu nie mogłam jej znieść. Była dla mnie białą plamą, której nie potrafiłem rozwiązać. Po ślubie natychmiast powiedziała mojemu synowi, że chce mieszkać oddzielnie od swoich rodziców. W tym czasie mój syn musiał szukać pracy na pół etatu, aby mogli wynająć dom. Ale po narodzinach mojego wnuka wynajęcie mieszkania stało się problematyczne.
Wtedy zaproponowałam własną opcję – żeby wprowadzili się do mnie na jakiś czas, dopóki mój syn nie znajdzie lepszej pracy z dobrą pensją. Naprawdę tak myślałam i miałam nadzieję, ale okazało się inaczej. Mój syn pracował jako taksówkarz, a zleceń było niewiele, ponieważ było tak wielu konkurentów. Od sześciu miesięcy nie mogli wynająć własnego mieszkania, więc cały czas mieszkali u mnie. Przez pierwszy miesiąc wszystko szło gładko, synowa sprzątała po sobie i nie sprzeczała się ze mną. A ja starałam się nie komentować, bo rodziny nie buduje się na konfliktach.
Ale w pewnym momencie synowa zaczęła kapać synowi na mózg, mówiąc, że niech sobie bierze pieniądze skąd chce – to nie jej problem. W tym czasie miałem problemy z nerkami i brałem tabletki. Wieczorem poprosiłem Elenę, żeby przyniosła mi jakieś tabletki. Zmarszczyła brwi i powiedziała: “Po co mam ci cokolwiek przynosić? Wstań i sama weź to, czego potrzebujesz”. Stało się tak pomimo faktu, że byłam w poważnym stanie. Ale Olena mi nie pomogła, zdałem sobie sprawę, że po prostu nie chcę widzieć wokół siebie takiego otoczenia. Powiedziałam więc Olenie, żeby spakowała swoje rzeczy, a potem mój mąż też się wyprowadził. Ale znaleźliśmy wynajęte mieszkanie.